27.2.2010 Czy grozi nam zagłada?
I rzekł Pan do mnie: Choćby stanęli przede mną Mojżesz i Samuel, nie miałbym serca dla tego ludu. Wypędź ich sprzed mojego oblicza, niech idą precz! A gdyby rzekł do ciebie: Dokąd mamy pójść? To odpowiedz im: Tak mówi Pan: Kto przeznaczony na śmierć - na śmierć! Kto na miecz - na miecz! Kto na głód - na głód! Kto na niewolę - do niewoli! [...] Ty mnie odrzuciłaś, mówi Pan, tyłem się do mnie odwróciłaś. Wyciągnąłem więc moją rękę przeciwko tobie i zniszczyłem cię, mam dość pobłażania. Przewiałem ich wiejadłem po miastach tej ziemi, osierociłem i wygubiłem mój lud, gdyż nie zawrócili ze swoich dróg. Jer. 15:1-2,6-7
Tekst ten dotyczy starożytnego Izraela, który odrzucił wiarę w Boga i skierował się ku swoim własnym teoriom. To wtedy zbuntowali się przeciwko Bogu odrzucili jego zasady etyczne a swoją nadzieję zaczęli opierać na sprawach doczesnych. Jak to mówi młodzież w pewnym momencie przegięli i Bóg zapowiedział dla nich karę, która się zrealizowała w pełni. Tyle historii. Spróbujmy wyciągnąć z tej historii wnioski dla siebie. Gdyby dzisiaj żył Jeremiasz to, co nam by powiedział? Myślę, że podobne słowa. Przecież to my kwestionujemy dekalog Boży. Przecież to w naszym społeczeństwie występują poważne grzechy. Czci się obrazy, chociaż Bóg tego zabronił, cudzołóstwo stało się normą, już nawet 12 latki chcą tracić dziewictwo, konkubinat stał się normą a małżeństwo coraz bardziej jest w odwrocie. To w naszym społeczeństwie kobiety walczą o prawo do zabijania nienarodzonych, państwa zatwierdzają małżeństwa homoseksualne, wprowadzają eutanazję. To nasz kraj raz po raz przeszywają różne afery, panuje chciwość znieczulica i ateizm. Czy Bóg to toleruje? Moim zdaniem nie. Powinniśmy oczekiwać ostrej Bożej reakcji. Ostatni kryzys gospodarczy był taki małym ostrzeżeniem, a co będzie potem? Może nasz świat zniknie tak jak znikł świat starożytnych Żydów? Możemy uniknąć tego losu, gdy się nawrócimy, ale przecież to takie niemodne. Jedynie wiara oddanie Bogu może uratować nasz świat przed dramatem Bożej kary. Zastanów się nad tym.
12.2.2010 Królowa Niebios
Dzieci zbierają drwa, a ojcowie rozniecają ogień; kobiety ugniatają ciasto, aby wypiekać placki dla królowej niebios, cudzym bogom wylewa się ofiary z płynów, aby mnie obrażać. Czy mnie tym obrażają - mówi Pan czy nie raczej samych siebie ku zawstydzeniu własnemu? Dlatego tak mówi Wszechmocny Pan: Oto mój gniew zawzięty wyleje się na to miejsce, na ludzi i na bydło, na drzewa polne i na płody rolne - płonąć będzie i nie zgaśnie. Jer. 7:18-20
W starożytnym Izraelu lud był bardzo tolerancyjny, w kraju rozwijała się nie tylko religia wyznawców prawdziwego Boga, ale akceptowane były i inne religie o charakterze pogańskim. Królowa niebios była jedną z tych, której oddawano cześć z dużą mocą. Prorok ukazuje, jaki Bóg ma stosunek do tego rodzaju praktyk. Bóg jest jeden i jedyny, nie można, więc oddawać pokłonu i czci, komu innemu niż On. Nie można modlić się do kogoś innego niż sam stwórca. Starożytni Izraelici zapłacili ogromną cenę za swój grzech, utracili swoje państwo, zostali przesiedleni do dalekiego kraju. A my? Warto się zastanowić, do kogo się modlę, komu oddaję cześć i czy jest to jedyny Bóg. Być może musimy zmienić wiele w swoim życiu i praktyce?
30.1.2010 Przypadek Judasza
Po tych słowach Jezus, wstrząśnięty do głębi, oświadczył, mówiąc: Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: jeden z was mnie wyda. Wtedy uczniowie spojrzeli po sobie w niepewności, o kim mówi. A jeden z jego uczniów, którego Jezus miłował, siedział przy stole przytulony do Jezusa. Skinął więc na niego Szymon Piotr i rzekł do niego: Zapytaj, kto to jest. O kim mówi! A on, wsparłszy się o pierś Jezusa, zapytał go: Panie! Kto to jest? A Jezus mu odpowiedział: To jest ten, któremu Ja podam umoczony kawałek chleba. Wziął więc kawałek, umoczył go i dał Judaszowi Iskariocie, synowi Szymona. A zaraz potem wszedł w niego szatan. Rzekł więc do niego Jezus: Czyń zaraz, co masz czynić. Ale tego żaden ze współsiedzących nie zrozumiał, po co mu to rzekł. A ponieważ Judasz był skarbnikiem, mniemali niektórzy, iż Jezus mu rzekł: Nakup, czego nam trzeba na święto, lub żeby coś dał ubogim. On więc, wziąwszy kawałek chleba, natychmiast wyszedł, a była noc. Jan. 13:21-30
W tym momencie w Judasza wstąpił szatan – dość specyficzne stwierdzenie, ukazujące prawdziwego sprawcę zła w naszym życiu, a też łatwość oddania steru tego życia wrogowi Boga. Nawet bliskość Jezusa nie uchroniła Judasza przed tym zdarzeniem. Ignorowanie Boga w życiu, gra pozorów, tworzenie jedynie nominalnej akceptacji wiary prowadzi do upadku. Pozornie można być blisko Boga, chodzić do kościoła, modlić się a nawet być teologiem a jednocześnie być daleko od Boga. W przypadku Judasza widzimy zakłamanie, z jednej strony formalnie, cieleśnie był z Jezusem i apostołami a serce było gdzie indziej, umysłem wyznawał inny system wartości.
Czyż podobnie nie jest i z nami. Iluż to aktywistów kościelnych, uczestników życia zborowego prowadzi drugie ukryte życie, wyznaje inne niż Boże wartości? Przez jakiś czas są wśród nas, funkcjonują, jako aktywni członkowie lokalnego kościoła. Jednak wcześniej czy później prawda o ich sercu ujawnia się i odchodzą, porzucają to, co wydało się jest dla nich najważniejsze. Odchodzenie od wiary zawsze ma niewinne początki, mały grzech, drobne zaniedbanie. Potem dochodzi do upadku wiary i odejścia. Znam wielu byłych działaczy kościelnych, których aktualne życie przebiega z dala od Boga i wiary. Pielęgnowany w sercu grzech, ukryty przed innymi a może nawet i przed sobą daje dostęp do naszego serca diabłu. Judasz niech będzie dla nas ostrzeżeniem.
9.1.2010 Czuwajcie i módlcie się
„ Czuwajcie więc, modląc się cały czas, abyście mogli ujść przed tym wszystkim, co nastanie, i stanąć przed Synem Człowieczym” Łuk.21,36 Modlitwa i czuwanie mają charakteryzować nasze chrześcijańskie życie. W tym dwóch punktach tkwi istota naszego bezpieczeństwa w tym burzliwym świecie, w jakim żyjemy. Czuwanie to aktywność, to wyostrzone zmysły analizujące swoje środowisko, aby niespodziewane i niebezpieczne dla nas zdarzenia nie zaistniały. Nie możemy uniknąć niebezpieczeństwem, jeśli nie będziemy aktywnie im przeciwdziałać. Ta zasada obowiązująca w biznesie, wojsku, polityce ma swoja rację też w wierze. Chrześcijanin musi być czujny i dobrze poinformowany, aby osiągnąć cel wiary. Drugim elementem naszego bezpieczeństwa jest modlitwa. To ona stanowi dialog z Bogiem, w którym to my przychodzimy w pokorze z naszymi problemami do Stwórcy a on te problemy pomaga nam pokonać. Oba elementy prowadzą do gotowości stanięcia przez Jezusem. Czy jednak jesteś gotowy stanąć przed nim już dzisiaj? Już teraz? Może jest coś, co stoi na przeszkodzie? Właśnie ta czujność pozwoli, co to odkryć a modlitwa naprawić. Warto zrobić to teraz gdyż jutro może do nas nie należeć.
19.12.2009 Życzenia świąteczne
A z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak: Gdy matka jego, Maria, została poślubiona Józefowi, okazało się, że, zanim się zeszli, była brzemienna z Ducha Świętego. A Józef, mąż jej, będąc prawym i nie chcąc jej zniesławić, miał zamiar potajemnie ją opuścić. I gdy nad tym rozmyślał, oto ukazał mu się we śnie anioł Pański i rzekł: Józefie, synu Dawidowy, nie lękaj się przyjąć Marii, żony swej, albowiem to, co się w niej poczęło, jest z Ducha Świętego. A urodzi syna i nadasz mu imię Jezus; albowiem On zbawi lud swój od grzechów jego. A to wszystko się stało, aby się spełniło słowo Pańskie, wypowiedziane przez proroka: Oto panna pocznie i porodzi syna, i nadadzą mu imię Immanuel, co się wykłada: Bóg z nami. A gdy Józef obudził się ze snu, uczynił tak, jak mu rozkazał anioł Pański i przyjął żonę swoją. Ale nie obcował z nią, dopóki nie powiła syna, i nadał mu imię Jezus. Mat. 1:18-25
Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, święta szczególne w naszej polskiej tradycji. W tym dniu staniemy przy stołach z najbliższymi i będziemy sobie życzyć tego, co najlepsze. Warto pamiętać, że są to urodziny ku czci Jezusa Chrystusa. Życzę czytelnikom tego bloga, aby w te święta solenizant nie pozostał z boku, aby Jezus przemienił wasze życie i dodał do niego nowych wartości, aby stanął w centrum waszego życia i waszej drogi. Życzę wam wszystkim błogosławieństwa Bożego i Bożego prowadzenia w tym okresie świątecznym, ale i też w Nowym Roku.
6.12.2009 Bogactwo czy ubóstwo co jest lepsze dla ciebie?
Proszę cię o dwie rzeszy; nie odmów mi, zanim umrę: Oddal ode mnie fałsz i słowo kłamliwe; nie nawiedź mnie ubóstwem ani nie obdarz bogactwem, daj mi spożywać chleb według mojej potrzeby, abym, będąc syty, nie zaparł się ciebie i nie rzekł: Któż jest Pan? Albo, abym z nędzy nie zaczął kraść i nie znieważył imienia mojego Boga. Przyp. 30:7-9
Czy podpisałbyś się pod tą modlitwą? Pewnie nie. Przecież marzymy o coraz to większych dobrach materialnych. Reklama nas przekonuje, że życie na kredyt to jedyna słuszna postawa. Jako Polacy ciągle narzekamy na to, co mamy, gdyż wydaje nam się, że inni mają więcej. Pracujemy ponad osiem godzin, nawet w niedziele, jeśli możemy coś na tym zarobić. Autor przypowieści w swojej modlitwie dostrzega dwa niebezpieczeństwa dla wiary, zbytnie ubóstwo i bogactwo. Z tym pierwszym się zgadzamy, ale z tym drugim niekoniecznie. Spójrzmy obiektywnie na świat wkoło nas, iluż menadżerów, biznesmenów, ludzi bogatych ma czas dla wiary i Boga? Czyż w ich życiu wyrażona w naszym przewodnim tekście teza nie znalazła realizacji? Dane statystyczne pokazuję, że czym kraj bogatszy tym mniejsze zainteresowanie Bogiem i religią. Wynika to z priorytetów człowieka, nie można na pierwszym miejscu postawić Boga i majątek, gdyż obie wartości są w jakimś tam stopniu w opozycji.
Jaki wpływ na twoją wiarę ma twoja praca i zamożność? Czy byłeś bardziej zaangażowany w wiarę w czasach, gdy twoje zasoby materialne były mniejsze, czy obecnie? Zastanów się, w jaki sposób zmienić swój stosunek do Boga i konsumpcji, aby znaleźć się bliżej Boga?
24.10.2009 Czy modlitwa za zmarłych ma sens?
Czy modlitwa za zmarłych ma sens? Jest to pytanie, które warto sobie zadać. W świetle Biblii są jedynie dwa stany funkcjonowania człowieka po śmierci. Albo jest zbawionym i przebywa u Chrystusa w niebie, albo jest potępionym na wieki i przebywa z dala od Boga. Jeden i drugi stan jest ostateczny. Czy w związku z tym nasza modlitwa może coś zmienić? Zbawieni jej nie potrzebują a potępionym i tak nie pomoże. Ktoś może tu zadać pytanie, a czyściec? Problem w tym, że Biblia nie zna takiego pojęcia. Skoro Biblia o nim nie mówi, to go nie ma, jest to obca biblijnej wierze teoria. Biblia mówi jednoznacznie: Kto wierzy w Syna, ma żywot wieczny, kto zaś nie słucha Syna, nie ujrzy żywota, lecz gniew Boży ciąży na nim. (Jan.3,36) O zmarłych, więc nie ma sensu się modlić sens modlitwy - to modlitwa za żywych, aby zaczęli słuchać słów Jezusa i wierzyć w niego. Ten tekst jednoznacznie stwierdza, że ci, którzy wierzą nie potrzebują modlitwy po śmierci a tym, którzy nie wierzą modlitwa nic nie pomoże. A może Ty drogi czytelniku stoisz przed ważną decyzją, wyboru pomiędzy zbawieniem a potępieniem? Nie czekaj na czas po śmierci, ale podejmij decyzję już dzisiaj, bo potem będzie za późno. Zainwestuj w Boga i wiarę!
20.10.2009 Pochwała umiarkowanego dostatku
… nie nawiedź mnie ubóstwem ani nie obdarz bogactwem, daj mi spożywać chleb według mojej potrzeby, abym będąc syty, nie zaparł się ciebie i nie rzekł: Któż to jest Pan? Albo, abym z nędzy nie zaczął kraść i nie znieważył imienia mojego Boga (Przyp.30,8b-9)
Słowa tej przypowieści zawierają w sobie głęboką mądrość. Bogactwo nie sprzyja wierze, prowadzi człowieka do przekonania o ogromnych możliwościach i sile. Czy jednak jest to prawdą? Spójrzmy na dzisiejszą Europę, coraz bogatszą i coraz mniej wierzącą. Czyż słowa napisane ponad dwa tysiące lat temu się nie sprawdziły? Gdy bożkiem staje się pieniądz, cały świat pogrąża się w upadku. Spójrzmy na dzisiejszą kondycję moralną świata. Wkoło są informacje o łapówkach, przekrętach w gospodarce. Upada etos moralny naszego kontynentu, rozpasanie seksualne, patologie, które stają się normą, upadek życia rodzinnego, brak więzi społecznych i grube portfele. Coraz bardziej tracimy w tym naszym zabieganiu o kolejne dobra tego świata. Bieda też ma swoje minusy, prowadzi do nieetycznych zachowań. Autor przypowieści jest za zrównoważonym rozwojem i posiadaniem. Może warto się nad tymi słowami pochylić i zadać sobie pytanie: Jak w kontekście mojego prywatnego życia wygląda moja wiara? Pieniądze dają szczęście na chwilę, Bóg na wieki. W co więc lepiej zainwestować?
14.10.2009 Podatki
Król umacnia kraj prawem; kto ściąga wiele podatków, niszczy go (Przyp.29,4)
Zmorą każdego kraju są podatki, państwo opiekuńcze potrzebuje pieniędzy na swoje funkcjonowanie i szuka ich w kieszeniach tych, którym ma pomagać. Ktoś kiedyś powiedział, „że nie ma darmowych zupek” – nawet można powiedzieć więcej zupki darmowe są droższe od tych, za które należy zapłacić. Podatki w swej konsekwencji przyczyniają się do słabnięcia państwa, do ograniczenia rozwoju, gdyż to, co można przeznaczyć na ten rozwój finansuje machinę państwową i w drobnym procencie wraca do ludzi. Czy warto te koło napędzać nowymi podatkami? Już w księdze Przypowieści Salomona, napisanej w starożytności zauważono niszczącą funkcję podatków. Niech te słowa dadzą nam wiele do myślenia a nie tylko nam, ale i naszym politykom.
3.10.2009 Nasze dzieci
„Wychowuj chłopca odpowiednio do drogi, którą ma iść a nie zejdzie z niej nawet w starości” (Przyp.22,6). „Głupota tkwi w sercu młodzieńca, lecz rózga karności wypędza ja stamtąd” (Przyp.22,15)
W dwóch zacytowanych fragmentach mamy ukazany cel, jaki powinien przyświecać rodzicom i wychowom. Celem tym jest przygotowanie młodego pokolenia do zadań, jakie czekają na nich w życiu dorosłym. Ciekawe jak wielu rodziców właśnie w taki sposób przygotowuje swoje dzieci do dorosłości? Jest to odpowiedzialność rodziców, ich celem nie jest bezstresowe wychowanie, nie jest ambicja błyśnięcia przed znajomymi, ale znalezienie „odpowiedniej drogi” dla swojego dziecka. Umiejętność odkrycia darów i talentów dziecka i takie prowadzenie, aby te cechy uległy wzmocnieniu. Drugi fragment też wywraca do góry nogami wątpliwie osiągnięcia współczesnej pedagogiki. Wychowanie musi być budowane na karności, na dyscyplinowaniu a nie pobłażaniu. Jestem oczywiście daleki od akceptacji katowania dzieci, ale nie mogę zaakceptować bezstresowego wychowania. Zasada kary i nagrody musi być wdrażana u dzieci w każdym wieku, po to też, aby w dorosłości mogły realizować Boże cele. Szczególnie warto na to zwrócić uwagę, gdyż ostatnio coraz głośniej mówi się o prawach dziecka, a coraz rzadziej o prawach i obowiązkach rodziców. Co wy o tym myślicie?
23.9.2009 Owce Jezusowe
Owce moje głosu mojego słuchają i Ja znam je, a one idą za mną. I Ja daję im żywot wieczny, i nie giną na wieki, i nikt nie wydrze ich z ręki mojej. Ojciec mój, który mi je dał, jest większy nad wszystkich i nikt nie może wydrzeć ich z ręki Ojca. (Jan.10,27-29) Wiara zawiera w sobie element nadprzyrodzonego powołania skutkujący określonymi działa-niami praktycznymi. Jezus stwierdza, że powołani, „jego owce” dane mu przez Ojca przede wszyst-kim słuchają Jezusa. Akt posłuszeństwa jest tutaj kluczowym faktem. Wiara to nie podporządkowa-nie Jezusa sobie, aby spełniał on bardziej lub mniej uzasadnione nasze zachcianki, wiara to bez-względne posłuszeństwo Jezusowi, w którym to on decyduje, to on prowadzi, to on dominuje. Jak zauważył Jakub w swoim liście „wiara bez uczynków jest martwa”. Wiara tak rozumiana to znacz-nie więcej niż deklaracja złożona w kancelarii kościoła, to znacznie więcej niż krzyżyk na piersi. Wiara to posłuszeństwo bezwzględne woli i prowadzeniu Jezusowemu. A nie jest to łatwe, pewnie też, dlatego tak trudno jest stać się chrześcijaninem w pełni, gdyż tak trudno jest nam poddać się Bogu. Wiara to „pójście za Jezusem” – następny trudny do realizacji element. Wielu postrzega chrze-ścijaństwo statycznie – złożenie deklaracji, chrzest, formalna przynależność, demonstracyjne przyj-ście w niedzielę do kościoła. Wiara jednak nie jest statyczna, ale dynamiczna. Pójście za Jezusem zawiera w sobie element ruchu, dynamiki, zmiany. Wiara to nie zadanie wykonane, ale zawsze prze-biegające w statusie niedokonanym. Zawsze Jezus jest z przodu a ja próbuję nadążać za nim, z więk-szym lub mniejszym skutkiem. Tu wiara stawia przed wierzącymi znaczące wyzwania, gdyż wyma-ga wysiłku, rezygnacji i wyboru. Wysiłek potrzebny jest to poznania Jezusa, wybór to odszukanie właściwej drogi, rozpoznanie szlaków wyznaczonych przez Jezusa, wybór to rezygnacja i akceptacja tego, co stoi jedynie na drodze za Jezusem. Naśladowanie Jezusa i podążanie za nim wymaga od nas wysiłku poznawczego i woli stosowania efektów tego wysiłku w praktycznym codziennym życiu. Wiara wreszcie nie jest czymś anonimowym, wysiłkiem, który być może przyniesie efekt póź-niej. Skutki wiary następują już, natychmiast. Jezus zna osobiście swoich wybranych, nie jest daleki od wierzącego i kroczącego jego drogami. Wiara ma w sobie element intymnej więzi Jezusa z wy-znawcą i odwrotnie. Wszystko to prowadzi nas do ważnego spostrzeżenia. Jezus nie obiecuje czegoś wielkiego w przyszłości, nie mówi, gdy będzie dobrze pracować to być może wejdziecie do domu Ojca, ale daje nam obietnice zbawienia, działającą natychmiast, gdy pojawia się wiara, gdy stajemy się jego wyznawcami i naśladowcami. Żywot wieczny jest już teraz udziałem tych, którzy są owca-mi Jezusa. To nie jest obietnica, nagroda, która można osiągnąć lub nie, jest to fakt owcami są jedy-nie ci, którzy są zbawieni, którzy już są mieszkańcami Nieba, choć jeszcze chwilowo podążają na szczyt góry zbawienia. O tym należy pamiętać, gdyż jest to wyznacznik naszej pewności i sytuacji. Jezus chce nam dać zbawienie już teraz, już dzisiaj, a nie jak chcą niektórzy dopiero kiedyś, gdy będziemy „grzeczni i posłuszni”. Tekst ten stawia nas przed dylematem „kalwińskim” negatywnej i pozytywnej predestynacji. Jest to trudny temat, nie miejsce tutaj na jego rozstrzygnięcie. Faktem jest stwierdzenie Jezusa, że są tacy których Bóg powołał i tacy którzy tego powołania nie dostąpili. Są dani Jezusowi i ci którzy pozo-stali poza darem. Biblia wielokrotnie mówi o wybraniu do zbawienia, sugerując możliwość niewy-brania, przeznaczenia na potępienie. Jednak negatywna predestynacja jest moim zdaniem w sprzeczności z Boża miłością i miłosierdziem. Jezus podkreśla pozytywny element zbawienia, Bóg wybiera do zbawienia, do wieczności. Nie można przyjść do Boga bez tego wybrania. Ukazuje to naszą ludzką bezradność, gdyż nie możem sami dokonać świadomego wyboru wiary, tu musi za-działać Duch Święty, który pomoże nam w tym wyborze. Wiara więc jawi się tutaj jako współdzia-łanie Ducha Świętego i człowieka. Na tym może przerwijmy ten wątek rozważań, pozostawiając wiele pytań bez odpowiedzi.
14.9.2009 Refleksje spod palmy
Moje wakacje związane były z odwiedzinami rodziny na Sri Lance. Kraju zakasującego nas Europejczyków nie tylko klimatem i przyrodą, ale też, jakością życia, mentalnością i sposobami spędzania czasu. Szczególnie cenna jest taka wyprawa dla nas Polaków, ciągle narzekających na niedostatki, ciągle widzących „lepiej”, jako zdarzenie przeszłości lub dotykające innych. Narzekamy na drogi, jakość komunikacji publicznej, na nasze dworce kolejowe itd. Porównanie naszych standardów z tymi, które widziałem tam na Sri Lance pokazuje nasz kraj, jako wspaniałe i bogate miejsce do życia. Każdy uczy się w szkole, mamy piękne i wygodne drogi, kraj nasz jest czysty, nowoczesny, żyjemy w luksusach. Czy warto, więc narzekać? Czy lepiej porównywać swoją sytuację z bogatymi czy biednymi? Jest jeszcze jedna ważna rzecz, oni choć są ubożsi, choć mają mniej niż my, ale mają coś, czego my coraz bardziej nie mamy, mają siebie, mają swoich krewnych, są razem. Tam starcy mogą liczyć na pomoc dzieci, tam ubożsi krewni żyją u bogu bogatszych, tam jest miejsce dla dużych rodzin. Być może jest to trochę męczące, eliminuje indywidualność, ale przecież ukazuje też jak istotne dla nas jest życie we wspólnocie. Wydaje się, że oni są bardziej szczęśliwi niż my. Nie spieszą się, aby zdobyć coraz więcej, mają czas dla siebie i dla krewnych, umią się dzielić tym, czego nie mają zbyt wiele. To tam można się nauczyć coraz bardziej iluzorycznej u nas miłości bliźniego, jakiej doświadczamy tutaj w Europie. Słowa Jezusa są w tym kontekście bardzo na czasie: I rzeczywiście, pobożność jest wielkim zyskiem, jeżeli jest połączona z poprzestawaniem na małym. Albowiem niczego na świat nie przynieśliśmy, dlatego też niczego wynieść nie możemy. Jeżeli zatem mamy wyżywienie i odzież, poprzestawajmy na tym. A ci, którzy chcą być bogaci, wpadają w pokuszenie i w sidła, i w liczne bezsensowne i szkodliwe pożądliwości, które pogrążają ludzi w zgubę i zatracenie. Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest miłość pieniędzy; niektórzy, ulegając jej, zboczyli z drogi wiary i uwikłali się sami w przeróżne cierpienia. (1 Tym. 6:6-10) Zachęcam do wyprawy właśnie w tym kierunku a nie do luksusowych kurortów.
14.9.2009 Z lotu ptaka
Gdy samolot wznosi się na wysokość przelotową z góry widać ziemię, osiedla, jako małe plamy, jeziora, jako kleksy, rzeki, jako linie wijące się wśród zielonych plam lasów. Patrząc się w dół uzmysławiam sobie znikomość problemów, jakie nas zajmują dziesięć tysięcy metrów niżej. Zadaję sobie pytanie, czy warto walczyć z przeciwnikami, czy warto się kłócić, czy te wszystkie nasze zdrady i złe relacje mają jeszcze sens? Przecież nasza ziemia jest taka mała, a z wysokości lotu samolotu nie widać już nas na niej, jedynie niewielkie ślady naszej działalności. Na co dzień prowadzimy walki i spory, tak jakbyśmy wyrastali ponad naszą planetę a tak naprawdę nas już z wysokości kilkuset metrów na tej ziemi nie widać. W kabinie samolotu szczególnego znaczenia nabierają słowa Kaznodziei Salomonowego:
Marność nad marnościami, mówi Kaznodzieja wszystko marność” (Kazn.12,8). Czy warto marnować krótkie życie na zło, kłótnie i spory? Warto się nad tym zastanowić? Zachęcam każdego do takiej wyprawy, co prawda kosztownej, ale pozwalającej nam spojrzeć inaczej na nasze codzienne życie, nasze relacji i nasze miejsce na tej ziemi.
18.8.2009 Błogosławieństwo aktywnych
Błogosławiony każdy, kto się boi Pana, który kroczy jego drogami! Owoc trudu rąk swoich spożywać będziesz, będziesz szczęśliwy i dobrze ci się powiedzie. Zona twoja będzie jak owocująca winnica. (Ps.128.1-3a)
Słowa tego psalmu są niezmiernie zachęcające dla każdego z nas. Bojaźń Boża i kroczenie bożymi drogami wiąże się z błogosławieństwem i szczęściem. Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden ważny element, Boże błogosławieństwo łączy się z trudem rąk, pracą. Działanie Boga wiąże się z zaangażowaniem nas samych. Bóg nie błogosławi leniwym, ale pracowitym, zaangażowanym. Boże błogosławieństwo jest działaniem, które sprzyja człowiekowi i eliminuje ewentualne przeszkody w tej aktywności, ale nigdy nie zastępuje naszego zaangażowania. Druga ważna idea to błogosławieństwo dla rodziny, może szczególnie trzeba na to zwrócić uwagę w czasie, gdy małżeństwo przeżywa kryzys i coraz mniej ludzi zawiera związki małżeńskie. Chcesz dostąpić błogosławieństwa to musisz tworzyć rodzinę, Bóg nie błogosławi żyjącym w zwiadach nieformalnych.
W najbliższym czasie będę na wakacjach i w związku z tym następny wpis będzie dopiero w drugiej połowie września. Pozdrawiam wszystkich, którzy właśnie odpoczywają lub jadą na swoje wakacje.
12.8.2009 Odpowiedzialność przywódcy
Wiecie, że ci, których uważa się za władców narodów, nadużywaj swej władzy nad nimi, a możni ich rządzą nimi samowolnie. Lecz nie tak ma być między wami, ale ktokolwiek by chciał być między wami wielki, niech będzie sługą waszym. I ktokolwiek by chciał być między wami pierwszy, niech będzie sługą wszystkich. (Mar.10,42b-44) Niezmiernie ciekawe słowa, ale jakże często zapominane w Kościele. Jakże niewielu przywódców w kościołach spełnia kryterium sługi. Oczywiście funkcjonuje zaszczytny tytuł „sługa Boży”, ale jakże niewiele ma on wspólnego z Jezusa słowami. Walka o zaszczyty, tytułomania, dążenie do podkreślania znaczenia swojej osoby w zborach i parafiach, to obraz dotyczących każdego kościoła. Iluż proboszczów czuje się panami kościoła a nie sługami, iluż pastorów oczekuje dla siebie szacunku, wywyższenia. Jednocześnie jakże wielkie jest pożądanie władzy i znaczenia, np. pod pretekstem dbania o czystość nauczania, o kwalifikacje pracujących w kościele itp. Nasze małostki, pragnienie znaczenia i zwykła zakamuflowana pycha rzutują na obraz „służby” w kościołach. Odbija się to, na jakości, prowadzi do sporów i kłótni, walki o znaczenie i determinację w eliminowaniu konkurentów. Czy jednak tak powinno być? Czy jednak nie powinniśmy czegoś zmienić? Wrócić do Jezusowych korzeni służby w zborach i parafiach a wtedy okaże się, że każdy znajdzie miejsce dla siebie i razem zrobimy więcej, gdy będzie nam bardziej zależało na Jezusie niż sobie.
1.8.2009 Rozpoznać Jezusa dzisiaj!
Ci, co nie rozpoznali przyjścia Jezusa pomarli w grzechach swoich (Jan.8,12-30) w o wiele lepszej sytuacji była mniejszość, która uwierzyła. Warto zauważyć, że jedynie znalezienie się w świetle Jezusa prowadzi do sukcesu. Stawiając sobie pytanie, dokąd zmierzam? Co jest a co nie jest prawdą? Jaki jest sens ludzkiego życia? Szukamy najważniejszej odpowiedzi życia. Współczesny świat oferuje nam wiele dróg i możliwości, czy jednak wszystkie dają satysfakcję? Na to pytanie odpowiada nasz tekst. Faryzeusze odrzuciwszy Jezusa pomarli w swoich grzech, ci nieliczni, którzy roz-poznali w Jezusie mesjasza i zbawiciela zyskali wieczność i życie. Udzielenie właściwej odpowiedzi na postawione powyżej pytania jest niezmiernie ważne, gdyż jest na miarę wieczności. Ci, co rozpoznali dostrzegli światło, znaleźli się w dobrym miejscu i w dobrym towarzystwie. Spoglądając na świat oczami Jezusa łatwiej jest kroczyć przez życie, gdyż widać wyraźnie cel, wi-dać drogę i choć jest ona trudna i pełna niebezpieczeństw to na końcu jest medal zwycięstwa.
16.7.2009 Refleksja z pogrzebu
Wiemy bowiem, że jeśli ten namiot, który jest naszym ziemskim mieszkaniem, się rozpadnie, mamy budowlę od Boga, dom w niebie, nie rękoma zbudowany, wieczny. Dlatego też w tym doczesnym wzdychamy, pragnąc przyoblec się w domostwo nasze, które jest z nieba, jeśli tylko przyobleczeni, a nie nadzy będziemy znalezieni. Dopóki bowiem jesteśmy w tym namiocie, wzdychamy, obciążeni, ponieważ nie chcemy być zewleczeni, lecz przyobleczeni, aby to, co śmiertelne, zostało wchłonięte przez życie. 2 Kor. 5:1-4 Słowa te zostały przeczytane na pogrzebie mojego taty. Dobrze oddają los człowieka. Nasze życie przypomina namiot, dzisiaj jest silne, ale ząb czasu odciska na nim ubytki i niedomagania. W pewnym momencie ten doczesny namiot naszego życia ulega zwinięciu. Niewiele po nas pozostanie mała urna, zawierająca niewiele prochu, tylko tyle. Jednak to, co w tym tekście jest najważniejsze to dom Ojca, to do niego zmierzamy. Gdy stałem nad grobem, gdzie miał być pochowany mój tato, patrzyłem się w dal i widziałem wiele chwil, które z nim spędziłem w swoim życiu, widziałem wiele rzeczy, których mu nie powiedziałem, ale też patrząc się w przyszłość zadałem pytanie, dokąd zmierzamy? Czy na końcu tej podróży jest dom Ojca a może nie, może innym dom, straszny i przerażający? Jezus mówi o zbawieniu z wiary i łaski, wystarczy przyjść do niego i oddać mu swoje życie. Czy jednak obecni na cmentarzu w tym smutnym dniu to uczynili i czy zmierzają do domu Ojca? Warto zadać sobie to pytanie dopóki Bóg nie zwinie naszego namiotu życia.
8.7.2009 Pogrzeb mojego taty
Pragnę podziękować wszystkim, którzy modlili sie o mojego tatę, niestety Bóg go powołał do siebie. Pogrzeb będzie w sobotę 11.07 o godz.14:30 na cmamentarzu Grabiszyńskim we Wrocławiu.
1.7.2009 Prośba o modlitwę.
Zwracam się do czytelników tego bloga z prośbą o modlitwę o mojego tatę. W ciągu ostatnich godzin miał trzy operacje i istnieje poważne zagrożenie jego życia.
27.6.2009 Bojaźń Boża
Zaiste, zbawienie jest bliskie dla tych, którzy się go boją, aby chwała jego zamieszkała w ziemi naszej. Aby łaska i wierność się spotkały, a sprawiedliwość i pokój pocałowały. Ps.85,10-11 Bać się Boga – hasło, które pojawia się w tym Psalmie. Nie chodzi tutaj jednak o strach przed czymś przerażającym, ale o bojaźń, czyli taki udobruchany strach, płynący z szacunku, z uznania wyższości, uznania wielkości Boga. My nie mamy bać się Boga i chować się przed nim, ale mamy szanować jego wolę i decyzję, dążyć do posłuszeństwa Bogu, zachować wierność jego zasadom. Jedynie wtedy, gdy zaufamy Bogu i w bojaźni do niego przyjdziemy doznamy zbawienia, doświadczymy łaski i otrzymamy pewność zbawienia wynikłą z Bożej wierności. Warto, więc ufać Bogu i na Nim budować swoje życie.
14.6.2009 Byłem na ślubie ...
Nadał tedy człowiek nazwy wszelkiemu bydłu i ptactwu niebios, i wszelkim dzikim zwierzętom. Lecz dla człowieka nie znalazła się pomoc dla niego odpowiednia. Wtedy zesłał Pan Bóg głęboki sen na człowieka, tak, że zasnął. Potem wyjął jedno z jego żeber i wypełnił ciałem to miejsce. A z żebra, które wyjął z człowieka, ukształtował Pan Bóg kobietę i przyprowadził ją do człowieka. Wtedy rzekł człowiek: Ta dopiero jest kością z kości moich i ciałem z ciała mojego. Będzie się nazywała mężatką, gdyż z męża została wzięta. Dlatego opuści mąż ojca swego i matkę swoją i złączy się z żoną swoją, i staną się jednym ciałem. 1 Moj. 2:20-24
Wczoraj byłem na ślubie, pastor wygłosił kazanie w oparciu o ten tekst. Słuchając przyszła do mnie refleksja na temat tego obrazu. Bóg nie stworzył kobiety z głowy, aby rządziła domem, Bóg nie stworzył kobiety ze stopy, aby służyła mężowi, ale stworzył ją z miejsca niedalekiego serca, aby była uzupełnieniem mężczyzny, gdyż jak Bóg zauważył, niedobrze jest człowiekowi, gdy jest sam. Tak wiele jest skłóconych małżeństw, tak wielu żyje w małżeństwie i cierpi, tak wielu nie jest zadowolonymi ze swojego małżeństwa. Być może powodem jest to, iż nie uznajemy woli Bożej, gdyż jedna ze stron chce dominować, chce sprowadzić drugą do obiekty zaspakajającego jedynie moje potrzeby. Małżeństwo to dzielenie się sobą, w obrazowy sposób kobieta powstała z części mężczyzny. W planach Boga miała się stać pomocą odpowiednią, nierywalizującą o wpływy, ale wspierająca w brakach. Tu jest zawarta idea małżeństwa partnerskiego, w którym nie chodzi o to, kto ważniejszy, ale chodzi o dzielenie się sobą, uzupełnianie się wzajemne, gdyż mamy być pomocą odpowiednią dla siebie. Może warto zastanowić się nad swoim małżeństwem i coś w nim zmienić? Tak na koniec, najlepsze życzenia dla wszystkich nowożeńców, życzę wam małżeństwa na wzór biblijny.
7.6.2009 Debata polityczna
„Boże! Daj królowi prawa swoje i sprawiedliwość swoją synowi królewskiemu, aby sądził lud twój sprawiedliwie, a ubogich twoich wedle prawa! Niech góry przyniosą ludowi pokój, a pagórki sprawiedliwość”(Ps.72,1-3)
Psalmista przypomina nam, jaki cel powinien przyświecać sprawującym władzę. Gdy obserwuję debatę polityczną w naszym kraju wydaje mi się, że nasi politycy zapomnieli o swoich celach. Dzisiejsza polityczna debata nic nie ma wspólnego z poszukiwaniem dobra wspólnego, co raczej jest to okładanie się wzajemne. Gdy w telewizji widzę tego rodzaju dysputy to przełączam telewizor na inny program, tej nagonki jedni na drugich już nie można słuchać. Oczekiwałbym momentu, gdy w naszym kraju rozpocznie się obiektywna dysputa na temat sprawiedliwości dla ludu, gdy rozpocznie się czas pokoju pomiędzy politykami i praca nad przyszłością kraju a nie ciągle kłótnie i obelgi rzucane jedni na drugich. W obliczu wyborów do euro parlamentu życzę takiej twórczej refleksji dla tych, którzy będą debatować nad przyszłością Europy. Chciałbym, aby ta przyszłość była ważniejsza dla nich od ich przyszłości politycznej, a na pewno będzie to zdrowe dla każdego z nas.
30.5.2009 Czy jesteś gotowy na przyjście?
„Kto więc jest tym sługą wiernym i roztropnym, którego pan postawił nad czeladzią swoją, aby im dawał pokarm o właściwej porze? Szczęśliwy ów sługa, którego pan jego, gdy przyjdzie, zastanie tak czyniącego” (Mat.24,45-46) Powyższy werset stawia przed nami dość istotne pytanie, o jakość naszego życia, służby dla Boga? Opowiedziane przez Jezusa zdarzenie ukazuje sługę zaskoczonego przyjściem swojego pana. Podobnie jest czasami w naszej firmie, coś robimy, lub akurat nic nie robimy i gwałtownie, niespodziewanie wchodzi szef. Czasami nas pochwali, czasami zgani. Gdy robimy coś innego niż powinniśmy możemy nawet stracić pracę. Jezus mówi o tym samym. Nie jest tak istotne, co zrobiłeś kiedyś dla Boga, ale jest istotne jak żyjesz codziennie w Nim. Czy gdy Jezus przyjdzie niespodziewanie, to znajdziemy u niego pochwałę i nagrodę? Warto sobie to pytanie postawić.
24.5.2009 Chrzest
A gdy tak jechali drogą, przybyli nad jakąś wodę, a eunuch rzekł: Oto woda, cóż stoi na przeszkodzie, abym został ochrzczony. Filip zaś powiedział mu: Jeśli wierzysz z całego serca, możesz. A odpowiadając, rzekł: Wierzę, że Jezus Chrystus jest synem Bożym. I kazał zatrzymać wóz, zeszli obaj Filip i eunuch do wody i ochrzcił go … Osobiście ten tekst bardzo lubię, pokazuje on, bowiem istotę chrztu. Eunuch wysłuchał nauczania, następnie uwierzył i na końcu został ochrzczony. Dla mnie to jest „przepis na chrzest”, który powinien być wynikiem istniejącej wiary a nie zapowiedzią wiary w odległej przyszłości. Chrześcijaństwo wiele traci na braku chrztu na wyznanie wiary. Chrzest niemowląt to dość późna tradycja, ale nawet reformacja nie potrafiła od tej tradycji odejść. Dopiero później idea chrztu na wyznanie wiary się pojawiła. Warto się zastanowić nad swoim chrztem? Czy był to chrzest udzielony na wzór biblijny, czy według tradycji kościoła? Co myślicie na temat chrztu w wieku świadomym na wyznanie wiary? Czy kościół w całości powinien ten chrzest przywrócić, jako obowiązujący?
16.5.2009 Histora Edomu jest dla nas ostrzeżeniem
Choćbyś wzbił się wysoko jak orzeł, choćbyś założył swoje gniazdo wśród gwiazd, sprowadzę cię stamtąd – mówi Pan” (Abdiasz 1,4)
Jest to fragment z księgi Abdiasza, proroka prorokującego przeciwko Edomowi. Byli oni sąsiadami Izraela i jego wrogami, zachowali się źle wobec nich i walczyli przeciwko Jerozolimie. Przyłączyli się do wrogów, aby wzbogacić się na Izraelu. W efekcie końcowym przegrali wszystko, zostali podbici i rozproszeni, znikli jako naród z mapy politycznej świata. Głównym powodem były ich pycha, ich grzechy i ich wrogość do Izraela.
Poprzez analogię, warto przypatrzyć się współczesnemu światu i narodom. Księga, Abdiasza mówi o gniewie Bożym, który spada na całe narody, na kraje, które grzeszą i łamią Boże zasady, na kraje, które walczą z Narodem Boga. Jaki będzie nasz los i przyszłość? Jakże bardzo nasz kraj jest daleko od Boga i jego standardów, pomimo tego, że dumnie nazywamy siebie narodem chrześcijańskim. W Polsce jakże mocny jest antysemityzm, jakże wielu ludzi jest przeciwko Żydom, ileż obelg słyszałem na ich temat, posądzeń i kłamstw. Edom za wrogość do Izraela zapłacił wysoką cenę a my?
Abdiasz kończy swoją księgę słowami: …lecz panowanie będzie należało do Pana” (Abdiasz 1,21 Może warto coś zmienić w naszym kraju, warto wrócić do Boga i jego standardów, warto przyłączyć się do zwycięskiej strony. Bóg kieruje losami narodów o tym powinniśmy pamiętać, chociażby nawet idąc wkrótce do urn, aby głosować na posłów do euro parlamentu, zastanówmy się czy ci, na których głosujemy realizują politykę według standardów Boga?
4.5.2009 Trudna sztuka upominania.
„A jeśliby zgrzeszył brat twój, idź, upomnij go sam na sam; jeśliby cię usłuchał, pozyskałeś brata swego. Jeśliby zaś nie usłuchał, weź z sobą jeszcze jednego lub dwóch, aby na oświadczeniu dwu lub trzech świadków była oparta każda sprawa. A jeśliby ich nie usłuchał, powiedz zborowi; a jeśliby zboru nie usłuchał, niech będzie dla ciebie jak poganin i celnik. Zaprawdę powiadam wam: Cokolwiek byście związali na ziemi, będzie związane i w niebie; i cokolwiek byście rozwiązali na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie”. Mat. 18:15-18
Powyższy tekst rzadko, kiedy jest wykorzystywany w praktyce. Stawia on przed każdym z nas odpowiedzialność za wiarę i jej jakość, nie tylko wobec siebie, ale i wobec innych wierzących z naszej wspólnoty. Jednak z różnych przyczyn rzadko, kiedy korzystamy z tego narzędzia, gdyż unikamy mówienia rzeczy przykrych. Trzy stopniowa metoda upominana jest ważnym elementem w procesie naprawiania zerwanych więzi z Bogiem. W pierwszym etapie nie mogę pozostać obojętnym na zło dotykające mojego przyjaciela, w drugim etapie, gdy poniosłem klęskę za pierwszym razem, idę upominać z kimś bardziej doświadczonym, może jego posłucha? Na koniec do akcji wkracza cała wspólnota próbując naprostować złe postępowanie, albo, gdy i tu nie ma reakcji wyłączyć taką osobę ze wspólnoty. Większość kościołów już dawno zaniechała stosowanie tej zasady, efektem końcowym tego zaniechania jest coraz niższa, jakość wiary w kościele. Może warto wrócić do tej zasady?
25.4.2009 Zwiastować ewangelię
„Nie ukrywałem w sercu swoim sprawiedliwości twojej,
Opowiadałem o wierności twojej i zbawieniu twoim;
Nie zataiłem łaski i wierności twojej wobec wielkiego zgromadzenia. (Ps.40,11)
Słowa tego psalmu nas chrześcijan współczesnych zawstydzają. Stawiają, bowiem przed nami oskarżenie o zaniedbanie głoszenia sprawiedliwości Bożej. Jakże rzadko albo wcale nie głosimy Jezusa w naszym otoczeniu i środowisku. Jakże trudno jest nam mówić o Bogu i naszej wierze. Czasami zastanawiam się, dlaczego tak się dzieje? Dlaczego z obcymi potrafimy rozmawiać nawet o poważnych problemach osobistych a nasze usta zamykamy przed zwiastowaniem ewangelii? Może utarło się traktowanie wiary, jako czegoś bardzo osobistego i intymnego, a o intymnych sprawach się nie mówi. Może, dlatego, że wiara dzisiaj nie jest trendy a wieki historii ośmieszyły wyznających Chrystusa i chrześcijanin kojarzy się z zacofanym, zakompleksionym człowiekiem, a któż z nas chce być tak postrzegany? Może warto jednak przełamać opór w sobie i dzielić się w zgromadzeniu świadectwem wiary. Doświadczenie mówi, że ludzie chętnie słuchają a wielu dzięki takiemu zwiastowaniu się nawróciło. Każdy z nas może być misjonarzem, nie tym wielkim przemawiającym na stadionie do tłumów, ale tym wielkim prowadzącym pojedyncze osoby do zbawienia. Warto tak jak psalmista mówi otworzyć swoje usta i zwiastować sprawiedliwość Bożą w naszym środowisku życia. Do tego zachęcam.
18.4.2009 Trudno podać serce Bogu
Z serca, bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, rozpusta, kradzieże, fałszywe świadectwa, bluźnierstwa. To właśnie kala człowieka, ale jedzenie nieumytymi rękoma nie kala człowieka (Mat.15,19-20)
W polemice z faryzeuszami dotyczącymi prawa czystości Jezus jednoznacznie wskazuje na źródło nieczystości człowieka. To nie ręce, to nie gesty czynią nas grzesznikami, ale nasze serce, to tam rodzi się grzech, to tam powstaje upadek. Oczywiście nie wszystkie myśli przyjmują wymiar fizycznego czynu, ale jakże wielu w myślach skrzywdziliśmy, jak często myśli nasze zmierzają w kierunku grzechu. Walka o myśli to jest jeden z elementów naszego duchowego rozwoju. Warto zadać sobie pytanie a co jest w naszych myślach? Tych najbardziej skrytych tych, o których nigdy nikomu nie powiemy? Może walcząc z grzechem należy sięgnąć na początek do naszych myśli, aby one były czyste, święte prowadzące do Boga i zbawienia. Zróbmy rewolucję w naszym myśleniu a na pewno zdobędziemy więcej niż stracimy? Choć z drugiej strony są myśli, które lubimy, które nam sprawiają przyjemność i może, dlatego tak często przegrywamy batalię o dobro właśnie w myślach i sercu.
12.4.2009 Refleksja w wielkanocny poranek
Podobne jest Królestwo Niebios do kwasu, który wzięła niewiasta i rozczyniła w trzech miarach mąki, aż się wszystko zakwasiło.”(Mat.13,33)
Celem Królestwa Bożego na ziemi jest zagarnięcie całego świata. Powolna, niezauważalna przemiana, przypominająca działanie drożdży w cieście. Niepozorne początki, wspaniały efekt. Dzisiaj wydaje się, że wiara jest w odwrocie, statystyki pokazują spadającą liczbę ludzi wierzących, kościoły stają się coraz bardziej puste, a nawet są przerabiane na inne cele. Dlaczego tak się dzieje? Moim zdaniem odpowiedz jest prosta, gdyż jedynie autentyczne, głębokie, bliskie Jezusowi chrześcijaństwo może zainteresować człowieka, może go zmienić i przekształcić. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że współczesne nasze polskie chrześcijaństwo jest słabe nie ilością budynków, nie strategiami rozwoju, ale naszą duchowością zbliżającą nas do Boga. Bynajmniej nie myślę teraz o tradycyjnych kościołach, ale o zborach ewangelikalnych. Potrzebujemy ogromnego przyspieszenia, aby ten kwas ponownie drążył naszą mąkę, aby Chrystus i jego ewangelia naprawdę a nie tylko deklaratywnie przemieniała nas od środka, a wtedy i ławki zborowe się zapełnią.
6.4.2009 Jezus zmartwychwstał!
Gdyż Bóg nie przeznaczył nas na gniew, lecz na osiągnięcie zbawienia przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, Który umarł za nas, abyśmy, czy czuwamy, czy śpimy, razem z nim żyli. Dlatego napominajcie się nawzajem i budujcie jeden drugiego, co też czynicie. 1 Tes. 5:9-11
Sens świąt śmierci i zmartwychwstania Jezusa zawarty jest w powyższym wersecie. Ta śmierć i to zmartwychwstanie wprowadziło nas w nową duchową rzeczywistość, o ile przeżyliśmy nawrócenie i oddaliśmy swoje życie Jezusowi, jesteśmy przeznaczeni do zbawienia i życia wiecznego. Niech te słowa będą słowami życzeniami z okazji świąt. Szczęście, zdrowie, powodzenie w życiu doczesnym to ważny element, ale ważniejsze od tego jest życie wieczne. Życzę czytelnikom tego, bloga aby pielęgnowali swoje życie wieczne, otrzymane w darze od Boga za ogromną cenę, jaką za ten przywilej zapłacił Jezus. A tym, którzy jeszcze nie maję pewności zbawienia, życzę, aby oddali swoje życie w ręce Jezusa i aby otrzymali od Niego dar pewności zbawienia dla siebie. Niech te święta przybliżą nas wszystkich do Boga i jego Miłości.
26.3.2009 Boża sprawiedliwość i Boże jarzmo
Dzisiaj w czasie swojego cichego czasu przeczytałem dwa ciekawe fragmenty, szczególnie mnie zainspirowały dwa wersety:
„ Bo sprawiedliwy jest Pan, kocha sprawiedliwość, prawi zobaczą oblicze jego. Ps.11,7
oraz drugi fragment „Albowiem jarzmo moje jest miłe a brzemię moje lekkie” Mar.11,30
Oba teksty odwołują się do charakteru Boga. Często, jako chrześcijanie mówimy o Bożym miłosierdziu o wiele rzadziej myślimy o Bożej sprawiedliwości. Zapominamy o bożych standardach, jakie On stawia przed nami. Liczymy na nieograniczoną łaskę Boga i jego pobłażliwość dla nas. Czy jednak możemy tak postępować? Bóg jest sprawiedliwy i jego sprawiedliwość nie pobłaża grzechowi i złu, chce nam okazać swoje miłosierdzie, pragnie nam dać drugą i trzecią szansę, ale jednocześnie Bóg poważnie traktuje swoje zasady, jest Bogiem zazdrosnym, sprawiedliwym, wymagającym. Każdy, kto chce się liczyć w Królestwie Bożym, kto chce zobaczyć oblicze Boże i stanąć przed jego tronem musi przyjąć jego jarzmo na siebie, musi rozegrać swoje życie według Bożych zasad. Dla niewierzącego to Boże jarzmo jest koszmarem dla kochającego Boga staje się miłe i lekkie. Jak wygląda twoje życie, czy możesz powiedzieć: jestem sprawiedliwy? Jeśli nie, to może pora na zmiany, na poprawę na nawrócenie. Nie zapominajmy Bóg jest sprawiedliwy a jego jarzmo lekkie, stań po właściwej stronie.
22.3.2009 Przeciw rozwodom
Coraz częściej dochodzą mnie niepokojące wiadomości odnośnie trwałości małżeństwa. Dzisiejszy człowiek nastawiony egocentrycznie nie szanuje swoich zobowiązań i traktuje je, jako jedynie chwilowy stan w celu osiągnięcia osobistych korzyści dla siebie. To jest powód słabości współczesnej rodziny. W przysiędze małżeńskiej jest zobowiązanie do pozostawania z sobą „na dobre i na złe” jednak coraz częściej, gdy przychodzi to złe to dochodzi do rozwodu. Nie mamy w sobie chęci i siły trwania pomimo trudności i przeciwności. Smuci mnie to szczególnie mocno gdyż dotyka to nie tylko rodzin ateistycznych, ale coraz częściej chrześcijańskich. Warto może przypomnieć sobie słowa Jezusa: „I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i połączy się z żoną swoją i będą ci dwoje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, ale jedno ciało. Co tedy Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozłącza.” (Mat.19,5-6) Jako chrześcijanin mam obowiązek tworzenia jedności ze swoim współmałżonkiem, trwaniem przy nim nawet wtedy, gdy jest trudno, gdy druga strona zachowuje się nieracjonalnie, gdy czuję się poszkodowany w relacjach. Bóg nie przewidział rozwodów i o tym należy pamiętać. Być może przekonany ludzki sąd o „nieważności małżeństwa” o przyczynie cudzołóstwa drugiej strony, ale czy przekonamy Boga? Moim zdaniem nie, nie warto rezygnować z wieczności dla chwili rozkoszy z innym partnerem.
13.3.2009 Czy znasz granicę Bożego miłosierdzia?
Warto zadać sobie pytanie „Czy znasz granicę Bożego miłosierdzia?” Jest to bardzo ważne pytanie a do postawienia tego pytania zainspirowała mnie księga Amosa, w której między innymi jest napisane: „Z powodu trzech zbrodni Gazy i z powodu czterech nie cofnę tego, ponieważ uprowadzili całą ludność, aby ją wydać Edomowi” (Am.1,6) W tej księdze ta formuła powtarza się 8 razy i za każdym razem dotyczy innego sąsiada Izraela a też i jego samego. Poprzez tę formułę Bóg pragnie nam pokazać granicę grzechu, której przekroczenie nieuchronnie prowadzi do wylania Bożego gniewu. Oczywiście księga proroka Amosa dotyczy czasów odległych i dzisiaj jest jedynie historyczną ciekawostką, ale sama zasada jest aktualna i dla nas. Współczesny człowiek ignoruje Boga i jego wolę, postępowanie ludzi jest zastanawiająco odległe od etyki Bożej, a deprawacja postępuje coraz szybciej i mocniej. Jeszcze niedawno niektóre grzechy czyniono w ukryciu z powodu wstydu dzisiaj stały się publiczną demonstracją nowej etyki. Czy Bóg to toleruje? Czy przypadkiem nie zbliżamy się do granicy Bożej tolerancji dla zła i grzechu? Czy jako Europa nie powinniśmy się opamiętać? Z narodów, o jakich mówi Amos nic nie pozostało a na ich terytoriach dziś mieszkają narody Arabskie, dlaczego tak się stało? Odpowiedź jest prosta przekroczyli granicę Bożego miłosierdzia. A my? Czy my przypadkiem też tego nie czynimy? Spójrzmy na swoje osobiste życie i na swój stosunek do zła i grzechu, może warto się opamiętać dopóki nie jest za późno?
8.3.2009 Dom Ojca a namiot doczesności
Wiemy bowiem, że jeśli ten namiot, który jest naszym ziemskim mieszkaniem się rozpadnie, mamy od Boga, dom w niebie, nie rękoma zbudowany, wieczny (2Kor.5,1) Mieszkanie w namiocie ma swój urok, jest jak wspomnienie wakacji, ciepła, pięknych krajobrazów, miejsca, w którym uprawiamy sporty wodne. Jednak namiot jest miejscem przejściowym, krótkotrwałym i choć przebywanie w nim sprawia radość to nikt z nas nie chciałby pozostać w nim na zawsze. Bóg w swoim słowie życie doczesne porównuje do namiotu zaś życie wieczne do zamieszkania w domu. Trudno nam sobie wyobrazić wieczność, ale sam przykład daje nam poczucie niewyobrażalnej różnicy. Analizując nasze życie doczesne dostrzegamy w nim wiele radości, zadowolenia, satysfakcji. Każdy z nas dobrze się czuje na tym świecie i raczej chciałby dożyć jak największej liczby lat. Ludzkość ciągle marzy o życiu wydłużonym a naukowcy od czasu do czasu serwują nam informację, że są krok od znalezienia lekarstwa na starość. Jednak życie tu jest życiem w namiocie, w przejściowym miejscu, w nieciekawym miejscu. Życie tam to życie w domu, w stabilności i na zawsze. Czy jednak wyobrażamy sobie to przejście? Czy marzymy o zamieszkaniu w domu Ojca? Bez względu na to jak bardzo jesteśmy wierzącymi, to jednak namiot jest nam bliższy niż dom Ojca i kurczowo trzymamy się tegoż namiotu. Musimy jednak zmienić swój sposób myślenia i nasze oczy skierować do wieczności gdzie spędzimy nie 70 parę lat, ale całą wieczność. Warto, więc zainwestować w dom Ojca a nie w nasz doczesny namiot.
23.2.2009 Trudna to mowa
Słuchacze Jezusowi stwierdzili: „Twarda to mowa, któż jej słuchać może?”(Jan.6,60b). W tym stwierdzeniu zawarta jest istota odrzucenia poselstwa Chrystusowego. Jezus w tym, co powiedział do ludu zachwiał równowagę pomiędzy autonomią jednostki a wiarą. Słuchacze akceptowali Jezusa, jako ważną osobę, jako cudotwórcę, jako tego, który daje darmowy posiłek. Nie akceptowali jednak ingerencji Jezusa w ich życie wewnętrzne i ich program życia. Chcieli zachować autonomię wobec Jezusa i jego żądań. Co najwyżej Jezus miał uzupełnić ich potrzeby o ewidentne braki, według ich własnego rozeznania. Traktowanie wiary, jako elementu uzupełniającego moje osobiste potrzeby jest niezmiernie popularne. Jako jednostka mamy zestaw wartości, oczekiwań i planów. Chętnie dołączymy do tego zestawu nowe wartości o ile one pomogą nam w naszym życiu i funkcjonowaniu. Jezus tak, ale jedynie wtedy, gdy jego zasady uzupełnią mój zestaw wartości. Odrzucamy zaś Jezusa, gdy chce on zmienić mój zestaw wartości. Wydaje się, że takie ograniczone zaufanie do Jezusa charakteryzuje naszą polską wiarę. Większość ludzi w naszym kraju wierzy w Boga, wierzy w Jezusa, ale czyni to w ograniczonym zaufaniu i ograniczonym zawierzeniu. W takim ujęciu wiara jest na drugim lub dalszym miejscu w priorytetach naszego życia i decyzji. Akceptujemy Jezusa do momentu, w którym On nie chce ingerować w naszą etyką, w nasz system wartości i celów.
9.2.2009 Czy to jest eutanazja?
Przykazanie boże „nie zabijaj” określa naszą odpowiedzialność za życie człowieka od urodzenia aż do śmierci. Problemem jest zarówno określenie początku tego życia jak i końca. Przez media przewija się dyskusja na temat wstrzymania podtrzymywania życia kobiety, nieprzytomnej od wielu lat, kobiety która żyje jedynie dlatego, że maszyny podtrzymują ją przy życiu. Czy jednak ona jeszcze żyje? To pytanie warto sobie zadać, gdyż tu tkwi klucz do etycznego i chrześcijańskiego rozwiązania tego problemu. Przed lekarzami staje dość duże wyzwanie, jak rozsądnie korzystać z możliwości technicznych? Czy mamy prawo utrzymywać przy życiu człowieka, który żyje jedynie dzięki aparaturze i prawdopodobnie nigdy nie będzie żył inaczej? Moim zdaniem decyzja o odłączeniu od aparatury nie jest w takiej sytuacji zabójstwem tej nieszczęśliwej kobiety, ale rozsądnym działaniem lekarzy, którzy nie mają możliwości przywrócenia do życia tej kobiet. Za jakiś czas być może każdy będzie mógł w nieskończoność być utrzymywany przy życiu dzięki pracującym urządzeniom, czy jednak jest to sposób na życie? Czy jest to życie? W moim odczuciu kobieta ta już dawno nie żyje a jej życie jest jedynie złudzeniem. Uważam, że decyzja o odłączeniu tej kobiety od aparatury jest jak najbardziej słuszna. W wy co o tym sądzicie?
31.1.2009 Cierpienie a przypadek Joba!
„Rzekł Pan do szatana: Czy zwróciłeś uwagę na mojego sługę, Joba? Bo nie ma mu równego na ziemi. Mąż to nienaganny i prawy, bogobojny i stroniący od złego. Na to szatan odpowiedział Panu, mówiąc: Czy za darmo jest Job tak bogobojny? Czy Ty nie otoczyłeś go zewsząd opieką wraz z jego domem i wszystkim, co ma? Błogosławiłeś sprawie jego rąk i jego dobytek rozmnożył się w kraju. Lecz wyciągnij tylko rękę i dotknij tego, co ma; czy nie będzie ci w oczy złorzeczył? Na to rzekł Pan do szatana: Oto wszystko, co ma, jest w twojej mocy, tylko jego nie dotykaj! I odszedł szatan sprzed oblicza Pana”. Job. 1:8-12 Księga Joba jest specyficzna i szczególna, poszukuje odpowiedzi na zagadnienie niesprawiedliwego cierpienia. Każdy z nas akceptuje cierpienie wywołane naszym grzesznym życiem, gdy przekroczymy prawo i w wyniku tego spotka nas przykrość, to jest to akceptowalne. Jednak jak wytłumaczyć cierpienie sprawiedliwych, dobrych, pożytecznych? Dlaczego ktoś dzielny i dobry umiera a inny zły i uciążliwy dożywa starości? Te pytania prowadzą nas do buntu, a niektórych nawet do utraty wiary. Księga Joba pokazuje człowieka sprawiedliwego, dobrego, którego cierpienie nie ominęło, stracił wszystko, dosięgła go ręka Boża, choć był niewinny. Jaki był sens jego cierpienia? Księga ta ukazuje ten sens w wymiarze globalnego zmagania Boga z siłami ciemności. Paradoksalnie to Job okazał się zwycięzcą. Możemy spojrzeć na nasze cierpienia od strony Bożego kształtowania naszych charakterów. Niewątpliwie nie jest przyjemnie być niepełnosprawnym, nieuleczalnie chorym, ale można w tym dostrzec Bożą rękę, która chce nas, czego nauczyć. Gdy tę próbę przejdziemy zwycięsko to czeka nas nagroda od Boga.
27.1.2009 Źródło podziałów w Kościele
Jakże możecie wierzyć wy, którzy nawzajem od siebie przyjmujecie chwałę, a nie szukacie chwały pochodzącej od tego, który jedynie jest Bogiem? (Jan.5,44) Poszukiwanie swojej własnej chwały to grzech faryzeuszy, ale nie tylko. W swoim życiu przeżyłem wiele rozłamów w kościele. Zawsze powodem były ambicje wodzów, czy grup wierzących. Urażona ambicja, zachwiana pozycja osobista w kościele prowadzą do braku jedności. Dla, wielu bowiem ich Ego jest ważniejsze od prawdy, od jedności, od Jezusa. Dla wielu rozłamowców ich teologia jest ważniejsza od miłości bliźniego, od budowania jedności i od akceptacji inaczej myślących. Szukanie własnej chwały to jest obraz całego zła kościoła do dzisiaj. Chrześcijaństwo współczesne traci w oczach świata, gdyż w wielu przypadkach stało się faryzejskie. Jezus stał się odległym zaś teologia, przywódcy stali się numer jeden. W kościele nie mamy budować własnego autorytetu, ale mamy wywyższać Jezusa a siebie poniżać. Gdy jest odwrotnie Jezus i wiara schodzą na plan dalszy, a współzawodnictwo, walka o stołki i walka na argumenty staje się zasadą powoli zabijającą kościół
11.1.2009 Wielki szum wokół in vitro
W ostatnim czasie zrobił się wielki szum wokół metody In vitro. Zastanawiam się, czy przypadkiem w całej tej dyskusji etycznej nie połączono kilku zagadnień w jedno. Pragnienie posiadania dziecka nie jest grzechem. Chwała rodzicom, który tego potomka pragną i chcą zrobić wszystko, aby on w rodzinie się pojawił. Drugim elementem jest metoda dojścia do macierzyństwa, to jest już mniej jednoznaczne etycznie. Tutaj też trudno jest uznać wspomaganie medyczne tego zagadnienia za błędne, czy grzeszne. Bóg dał nam możliwość zdobywania wiedzy abyśmy z niej korzystali. Zapłodnienie przy pomocy technik medycznych też moim zdaniem nie może być uznane za grzeszne. Problem pojawia się w szczegółach. Po pierwsze, rodzice tak poczętego dziecka powinni być małżeństwem. Nieetyczne jest pobieranie nasienia i jajeczka od osób, których nic ze sobą nie łączy, nieetyczne jest zajście w ten sposób w ciążę osób stanu wolnego. Czym to się różni od cudzołóstwa? Moim zdaniem niczym, rodzi się dziecko nieślubne a przecież Bóg po to ustanowił małżeństwo, aby dzieci rodziły się w małżeństwach. Drugim spornym zagadnieniem jest metoda techniki medycznej. Lekarz wybiera kilka jajeczek i wszystkie je zapładnia, zaś prawo do życia i rozwoju uzyskuje jedynie jedno. To jest naganne, to jest grzeszne gdyż, jakim prawem możemy decydować o życiu lub śmierci kogokolwiek. Dlaczego dziecko z prawej strony szkiełka laboratoryjnego ma prawo do życia a to z lewej jest zabijane? Czy można obejść ten problem? Moim zdaniem tak, wystarczy doprowadzić do zapłodnienia jedynie tylu jajeczek ile zostanie następnie wszczepionych do organizmu kobiety. Wydaje się, że przy dobrej woli lekarzy jest to do zrobienia.
12.12.2008 Życzenia świąteczne dla czytelników
„A z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak: Gdy matka jego, Maria, została poślubiona Józefowi, okazało się, że, zanim się zeszli, była brzemienna z Ducha Świętego. A Józef, mąż jej, będąc prawym i nie chcąc jej zniesławić, miał zamiar potajemnie ją opuścić. I gdy nad tym rozmyślał, oto ukazał mu się we śnie anioł Pański i rzekł: Józefie, synu Dawidowy, nie lękaj się przyjąć Marii, żony swej, albowiem to, co się w niej poczęło, jest z Ducha Świętego. A urodzi syna i nadasz mu imię Jezus; albowiem On zbawi lud swój od grzechów jego. A to wszystko się stało, aby się spełniło słowo Pańskie, wypowiedziane przez proroka: Oto panna pocznie i porodzi syna, i nadadzą mu imię Immanuel, co się wykłada: Bóg z nami. A gdy Józef obudził się ze snu, uczynił tak, jak mu rozkazał anioł Pański i przyjął żonę swoją. Ale nie obcował z nią, dopóki nie powiła syna, i nadał mu imię Jezus”. Mat. 1:18-25 Powyższa historia jest nam znana, Józef, Maria i narodziny Jezusa. Ciekawe, że stwórca wszechświata zdecydował się powierzyć swój los niedoskonałemu człowiekowi, więcej ten, który stworzył to wszystko musiał rozpocząć tak jak każdy z nas od nauki chodzenia, mówienia, od zabawek poprzez wiek dojrzewania i dorosłości. Historia jego życia to historia każdego z nas, z jednym wyjątkiem my grzeszymy i upadami on zaś stał się doskonałym i był nim od samego początku. Wyjątkowe narodziny z panny, dziewicy. Wyjątkowa postawa Józefa, który musiał temu sprostać i który jako mąż musiał zrezygnować do czasu narodzin Jezusa z praw męża według słów „nieobcował z nią, dopóki nie powiła syna” – a potem pewnie tak, są tego ślady w Nowym Testamencie, czyli bracia i siostry Jezusa. Dzisiaj wspominanie tych narodzin ma jakże inny wydźwięk, nie ma już stajni, brudu i biedy, są zaś pełne stoły, odświętne stroje, kolorowa choinka ozdobiona lampkami i bombkami, jakże jednak często w tym wszystkim nie ma samego zainteresowanego, czyli Jezusa. Jakże często te nasze święta są takie bezosobowe, bez ref lekcji nad narodzinami tego, który nas zbawił? Drodzy czytelnicy tego bloga, z okazji świąt Bożego Narodzenia życzę wam wszystkim Bożego błogosławieństwa, rozwoju waszej wiary, mocy płynącej od Jezusa, zbawienia, które jedynie On może dać i wielu łask w życiu osobistym. Niech Bóg wam błogosławi i niech was prowadzi.
5.12.2008 Trudne szczęście
„Szczęśliwy to człowiek, którego Bóg smaga, dlatego nie pogardzaj karceniem Wszechmocnego! Bo On rani, lecz i opatruje, uderza, lecz jego ręce leczą”. (Job. 5:17-18) Powyższe słowa są dość specyficzne i jednocześnie trudno jest nam je zaakceptować. Pojęcie szczęścia łączy się z radością, powodzeniem, sukcesem, zwycięstwem. Księga Joba dość sadystycznie uważa za szczęście smaganie, karcenie, ranienie. Trudno jest to przyjąć jako zasadę szczęścia. Z drugiej zaś strony, coś w tym jest. Dzieci wychowywane w domach bez dyscypliny i cierpienia związanego z karą są w sumie nieszczęśliwe w dorosłym życiu, gdyż nie nauczyły się poprzez metody wychowawcze rodziców funkcjonowania w społeczeństwie. Może i z nami Bóg musi postępować podobnie, karcić i doświadczać abyśmy przynosili dobre owoce w przyszłości. Może nasze dzisiejsze cierpienie da w efekcie końcowym doskonałość i wieczność? A jeśli tak to karcenie i doświadczanie przez Boga jest błogosławieństwem i powinno być radością dla nas. Nie jest to pewnie pocieszenie dla wszystkich cierpiących czytelników, ale Job cierpiał i na końcu zwyciężył, stał się lepszy i wierniejszy Bogu. Zastanów się nad takim aspektem tej sprawy!
28.11.2008 Mądrość demoniczna a mądrość Boża
Mądrość demoniczna a mądrość Boża „Nie jest to mądrość, która z góry zstępuje, lecz przyziemna, zmysłowa, demoniczna, bo gdzie jest zazdrość i kłótliwość, tam niepokój i wszelki zły czyn, ale mądrość, która jest z góry, jest przede wszystkim czysta, następnie miłująca pokój, łagodna, ustępliwa, pełna miłosierdzia i dobrych owoców, nie stronnicza, nie obłudna”. (Jak.3,15-17) Mądrość tego świata opiera się na walce i zwycięstwie. Jedni chcą dominować nad innymi, jedni chcą pokonać innych. Szczególnie ostatnio obserwujemy tego typu działania w polityce, stają się one śmieszne i przerażające jednocześnie. Walka obozu rządowego z opozycyjnym pełna jest hipokryzji, nienawiści i prywaty. Czasami odnoszę wrażenie, że tym panom nie chodzi o Polskę, ale o siebie i swoje stanowiska. Szkoda, gdyż w tym zacietrzewieniu niczego dobrego nie robią dla naszego kraju. Mądrość Boża to mądrość zbudowana na szukaniu porozumienia i pokoju. Mądrość ta szuka dobra nawet swoich przeciwników, potrafi wybić się ponad indywidualne, egoistyczne interesy. Tego rodzaju mądrość szuka jedności, szuka porozumienia. Dotyczy to nie tylko życia społecznego, choć tutaj najbardziej jest widoczna ta demoniczna mądrość współzawodnictwa i walki, ale przede wszystkim mądrość ta dotyczy np. naszego życia małżeńskiego. Konfrontacja musi zostać zastąpiona kompromisem, szukaniem porozumienia, jedności. Nie jest to łatwe, czasami nawet bardzo trudne, ale konieczne dla nas i dla naszych rodzin. Jakub w swoim liście stwierdza, że ta mądrość jest jedynie z Boga, to zaś powinno rzutować na naszą indywidualną pobożność. Wiara, bliska więź z Bogiem skutkuje przemianą naszego życia społecznego, gdyż budowana jest na miłości i miłosierdziu Bożym, zaś doświadczanie Bożej łaski sprawia, że i my potrafimy wiele wybaczyć i potrafimy dążyć do pokoju i jedności w naszych działaniach. Takiej Bożej mądrości życzę nie tylko politykom, ale każdemu z nas.
19.11.2008 Kościół, który zagubił Biblię
8. Wtedy arcykapłan Chilkiasz rzekł do sekretarza Szafana: Znalazłem w świątyni Pana księgę zakonu. I wręczył Chilkiasz księgę Szafanowi, który ją przeczytał. [ ] 10. Po czym sekretarz Szafan doniósł królowi następującą rzecz: Kapłan Chilkiasz wręczył mi księgę. I Szafan odczytał ją przed królem. 11. Gdy tedy król usłyszał treść tej księgi, rozdarł swoje szaty [ ] 13. Idźcie zapytać się o wyrocznię Pana, co do mnie, co do ludu i co do całej Judy w związku z treścią tej księgi, która została znaleziona, gdyż wielki jest gniew Pana, który rozgorzał przeciwko nam dlatego, że nasi ojcowie nie słuchali słów tej księgi, aby pełnić wszystko, co tam dla nas napisane. 2 Król. 22:8,10-11,13 Chilkiasz był arcykapłanem odpowiedzialnym za głoszenie Boga i prowadzenie ludu bożego w wierze. Wykonując swoje zadanie nie znał Biblii gdyż ona zaginęła. Wydaje się to absurdalnym zdarzeniem, lud Boży funkcjonujący obok tekstu Pisma Świętego. Gdy jednak odnaleziono tę księgę życie króla a potem narodu uległo przemianie. Księga Biblii zmienia ludzkie życie, przemienia każdego, kto się wgłębi w jej treść. Tak było kiedyś i tak jest dzisiaj. Niedawno słyszałem o młodej studentce, która otrzymała za zadanie przeczytać niektóre księgi biblijne. Ta przymusowa lektura zmieniła jej życie. Biblia może przemieniać narody i ludzi, jeśli ją otworzymy i jeśli na niej będziemy budowali swoją nadzieję i swoje poszukiwanie sensu życia. Zachęcam każdego z czytelników tego bloga o odnalezienie Biblii. Jeśli otworzycie tę księgę i zaczniecie ją czytać Bóg da wam sens i ukaże cel życia. Naprawdę warto.
13.11.2008 Nasze zasady a realna pobożność
„Odpowiedział mu chory: Panie, nie mam człowieka, który by mnie wrzucił do sadzawki, gdy woda się poruszy; zanim zaś ja sam dojdę, inny przede mną wchodzi. Rzecze mu Jezus: Wstań, weź łoże swoje i chodź. I zaraz ten człowiek odzyskał zdrowie, wziął łoże swoje i chodził. A właśnie tego dnia był sabat. Toteż mówili Żydzi do uzdrowionego: Dziś sabat, nie wolno ci nosić łoża”. (Jan. 5:7-10) Sabat a łoże – to sięgnięcie do istoty i szczegółów. Paradoks sytuacji. Chory leżał przez 38 lat i Bóg w sabat okazał swoją moc i swoje działanie. Ten człowiek poprzez noszenie łoża w sposób niekonwencjonalny wywyższył Boga, oddawał mu swoją chwałę, każdy znał go leżącego i pewnie dziwił się widząc chodzącego i to z łożem na plecach. Zgorszenie faryzeuszów – noszenie łoża w sabat łamie Boże zasady. Dla nich nie liczyła się chwała Boża, ważne są zasady a ten chory łamie te zasady. Ich wiara była wyjałowiona z entuzjazmu i radości, pozostały jedynie trudne do realizacji regułki, sucha ortodoksja, za którą nie ma osobowego Boga jest tylko teologia, etyka i zasady. Oni się nie cieszyli, że Bóg działa ponownie wśród nich oni tym działaniem byli zgorszeni, nawet Bogu nie wolno było łamać ich zasad ortodoksji. Jakie to ma zastosowanie dla nas? My podobnie jak faryzeusze mamy swoje zasady, swoje regułki i swoje przekonania, co do ortodoksji, prawdy, tego, co wypada i tego, co zakazane. Tylko czy Boga można włożyć w nasze ramki? Nie wyszło to Żydom i nam się nie uda. Przecież dzisiaj gorszymy się tymi, którzy wielbią Boga inaczej niż my, odtrącamy tych wierzących inaczej niż my, gdyż jedynie nasze dogmaty są tymi jedynymi i świętymi, my dzisiaj odtrącamy tych, którzy nie wyglądają właściwie, kazanie powiedziane w szortach jest nieważne, bo to obraża Boga, itp. Warto zauważyć, że wierność zasadom faryzejskim sprawiła, że służąc Bogu pozostali z dala od Boga. Oni nie cieszyli się tym, że Bóg działa wśród nich, ale gorszyli się tym gdyż działał nie według ich oczekiwań. Dla swoich zasad jesteśmy w stanie zniszczyć dzieło Boże, gdy ono nie mieści się w naszych ramkach. Czasami nasze przekonanie, że tylko, np. baptyści są wierzącymi prawidłowo niszczy dzieło Boże, sprawia, że nie radujemy się wierzącymi katolikami, charyzmatykami i odwrotnie. Czy można Boga i jego działanie zamknąć w nasze ramki, nasze poglądy? Nie udało się to faryzeuszom i nam też się nie uda. Jedyne, co zyskamy to stratę gdyż pozbawieni zostaniemy radości z działającego wielkiego Boga.
27.10.2008 Jezus pomoże w depresji.
A że sam przeszedł przez cierpienie i próby, może dopomóc tym, którzy przez próby przechodzą. Hbr.2,18 Czasami czujemy się bezsilni, niesłusznie szykanowani, czujemy się odrzuceni, skrzywdzeni. Chcemy wtedy odejść i schować się przed światem, chcemy wtedy dokonać zemsty, odgryźć się na wrogach. Te trudne chwile prowadzą nas do depresji, to utraty sensu i celu życia. Czy jednak powinniśmy tym nastrojom się poddawać? Nie. Musimy starać się poradzić sobie z przeciwnościami i żyć realizując Boże cele w swoim życiu. Możemy zawsze zwrócić się do Jezusa. On realizował najważniejszą misję w historii świata i doświadczył odrzucenia, wrogości, niewiary. Został podstępnie zabity i odrzucony przez tych, którzy powinni się radować z jego życia, którzy powinni przyjść do niego i oddać mu swoje życie. Ważne abyśmy w Jezusie znaleźli wzmocnienie dla swojego życia, abyśmy w Jezusie znaleźli otuchę dla wiary i życia. On nas zrozumie i On nam jedynie może pomóc.
15.10.2008 Czy lekceważysz zbawienie?
Bo jeśli słowo wypowiedziane przez aniołów było nienaruszalne, a wszelkie przestępstwo i nieposłuszeństwo spotkało się ze słuszną odpłatą, to jakże my ujdziemy cało, jeżeli zlekceważymy tak wielkie zbawienie? Najpierw było ono zwiastowane przez Pana, potem potwierdzone nam przez tych, którzy słyszeli, a Bóg poręczył je również znakami i cudami, i różnorodnymi niezwykłymi czynami oraz darami Ducha Świętego według swojej woli. Hebr. 2:2-4,18 Ważne pytanie zadaje autor listu do Hebrajczyków. Jakże my ujdziemy cało, jeśli zlekceważymy tak wielkie zbawienie? Pytanie to jest bardzo istotne i ważne dla każdego z nas. Na czym więc polega to lekceważenie zbawienia? Przede wszystkim na ignorowaniu tego, co do nas mówi Bóg, a mówi on w Piśmie Świętym. Chrześcijanin, który nie czyta Biblii przypomina osobę, która próbuje obsłużyć niezmiernie skomplikowaną maszynę wyrzucając instrukcję do śmieci. Nie da się, tak jak nie da się być chrześcijaninem nie znając listu napisanego do nas przez Boga. Jak czytać? To proste, zacznij od Nowego Testamentu, czytaj dziennie po jednym rozdziale, módl się przy tym i zadawaj sobie pytanie, co Bóg mówi do mnie? Jeśli czegoś nie rozumiesz, czytaj następny rozdział, za drugim razem, gdy zaczniesz czytać po raz drugi lub trzeci lub dziesiąty ten tekst, zacznie on do ciebie przemawiać. Po drugie lekceważenie wypowiedzianego przez Boga słowa polega też na ignorowaniu tego, czego Bóg od nas oczekuje, ignorowanie jego zasad etycznych, ignorowanie składania świadectwa o Bożej wielkości. Po trzecie ignorowanie to przejście obok zbawienia z wiary przez łaskę płynącą z krzyża. To brak zaufania w skuteczne działanie Boga w nas. Co w takim wypadku należy zrobić, zaufać Bogu, żyć dla Boga i naśladować Jezusa w codziennym życiu? Zastanów się nad tym!
8.10.2008 Czy jako chrześcijanin ignorujesz Boga?
„Syn czci ojca, a sługa swojego pana. Jeżeli jestem ojcem, to gdzież jest moja cześć? A jeżeli jestem panem, to gdzież jest bojaźń przede mną? - Mówi Pan Zastępów do was, kapłani, którzy gardzicie moim imieniem. Wy jednak mówicie: W czym wzgardziliśmy twoim imieniem? Oto w tym, że ofiarujecie na moim ołtarzu pokarm nieczysty. I jeszcze się pytacie: Czym go zanieczyściliśmy? Oto tym, że mówicie: Stołem Pana można wzgardzić. Gdy przynosicie na ofiarę to, co ślepe, czy nie ma w tym nic złego? Gdy ofiarujecie to, co kulawe i chore, czy nie ma w tym nic złego? Spróbuj złożyć to swojemu namiestnikowi, a zobaczysz, czy przyjmie to łaskawie albo czy okaże ci przychylność? - Mówi Pan Zastępów”. Mal. 1:6-8 Jest to niezmiernie ciekawy fragment. Ukazuje on nam Izraelitów po odzyskaniu niepodległości i po powrocie z niewoli i ich złą kondycję duchową. Oficjalnie uznawali Boga za swojego Ojca i Pana, ale praktycznie byli daleko od Niego. To mi przypomina nas i nasz stosunek do Boga. Bóg jest naszym Panem, ale my ignorujemy go codziennie, Bóg jest naszym Ojcem, wielu z nas to wyznaje w modlitwie, ale czy jest nim faktycznie, czy tylko deklaratywnie? Czy nie zachowujemy się jak sierotki w domu dziecka, wiemy, że jest a jednocześnie go ignorujemy, ograniczając naszą relację jedynie do stwierdzenia Bóg jest naszym Ojcem? Stwierdzenie Bóg jest naszym Ojcem powinno pociągać za sobą daleko idące konsekwencje w życiu. Po pierwsze realna miłość skierowana do Ojca. Po drugie posłuszeństwo Ojcu i jego zaleceniom. Po trzecie trwanie aktywne w Bożej rodzinie. Jeśli tego nie ma, to może żyjemy w iluzji? Z drugiej strony może warto nawiązać bliższe relacje z Naszym Ojcem? Przyjść do niego i oddać się pod jego opiekę? Zastanów się nad tym problemem.
13.8.2008 Owoc Ducha Św. w życiu chrześcijanina
„Jeśli według Ducha żyjemy, według Ducha też postępujemy. Nie bądźmy chciwi próżnej chwały, jedni drugich drażniąc, jedni drugim zazdroszcząc”. Gal. 5:25-26 Powyższy werset jest zakończeniem ważnego tekstu w liście apostoła Pawła do Galacjan. Fragment ten mówi o uczynkach ciała i owocach Ducha, Jedne z nich to efekt naszej natury drugi to efekt nadprzyrodzonego działania w nas Ducha Świętego. Jedno i drugie jest w nas obecne, tylko czasami w niewłaściwych proporcjach. Jak żyć, aby budować wkoło siebie zgodę, pokój i miłość? Odpowiedź Pawła jest prosta oddaj swoje życie pod kontrolę Boga i pozwól, aby Duch Święty je zdominował, a wtedy Boże ideały staną się faktem w twoim życiu.
29.7.2008 Smutno mi!
Zdarza mi się, przeżywać głęboki smutek. Szczególnie wtedy, gdy moje wysiłki, radości, pomysły nie znajdują uznania wśród innych ludzi. Szczególnie wtedy, gdy inni posądzają mnie o inne intencje niż były w rzeczywistości motywem tego działania. Jakże to jest smutne i przygnębiające, gdy widzisz, że masz chęć dania innym czegoś w służbie dla Boga a inni widzą to, jako wyraz ambicji, politykierstwa. Gdy ty dajesz dużo a inni widzą w tym jedynie realizację ambicji i to szkodliwych dla innych. Zniechęcenie ma nie tylko odniesienie do naszej służby i zaangażowania w kościele, ale też w każdej ludzkiej działalności. Zniechęcenie, chęć rzucenia wszystkiego udania się na pustynię, z dala od tych, wśród których żyjemy jakże często jest pierwszą myślą, która się rodzi w takiej sytuacji. Dlaczego nasze intencje, nasze działania są odbierane inaczej niż my chcemy, aby były postrzegane? Tego niestety nie wiem, jednak musimy w sobie w takich sytuacjach przezwyciężać negatywne odczucia wobec innych, musimy uczyć się od Jezusa. Jego misja i działalność spotkała się z niezrozumieniem, niechęcią a nawet wrogością a On zrobił swoje, realizował swój plan życia i to nawet wtedy, gdy inni byli przeciw.
21.7.2008 Trochę o polityce
Z niepokojem obserwuję ostatnie wydarzenia w polityce. Szukanie agentów wszędzie i dyskredytowanie liderów, którzy obalili swoim działaniem poprzedni ustrój jest smutnym zjawiskiem naszej polityki. Nasi politycy ponownie zorganizowali sobie igrzyska, zamiast zająć się sprawami strategicznymi dla naszej przyszłości. Politycy poświęcają wiele miejsca, aby rozważyć czy były prezydent był kimś innym niż był, niż zająć się traktatem reformującym unię. Czyż ważne jest, kim ktoś był, gdy już jest na emeryturze? Czy warto tyle czasu tracić na podważanie autorytetu człowieka, z którego byliśmy dumni w latach osiemdziesiątych? Czemu to służy, ambicjom chorych polityków? Pozostawmy historię historykom i naukowcom a zajmijmy się tym, co dotyczy nas bezpośrednio. Zamiast tracić energię na to, co niczego już i tak nie zmieni, zmieńmy naszą gospodarczą rzeczywistość, aby nam się żyło lepiej, wygodniej, abyśmy byli szanowani w świecie, aby gospodarka się rozwijała itp. Gdyby nasi politycy z taką determinacją jak walczą o agentów walczyli o rozwój gospodarczy, o zmienianie złego prawa pewnie nasz dochód narodowy byłby większy o parę punktów, nam żyłoby się lepiej i przyjemnej. Może chrześcijańscy politycy zaczęliby stosować chrześcijańskie zasady etyczne mówiące o miłowaniu nieprzyjaciół, mówiące o przebaczeniu, i szanowaniu jedni drugich.
1.7.2008 Zaufaj Bogu
„Powierz Panu swoje sprawy, a wtedy ziszczą się twoje zamysły”. (Przyp. 16:3) Król Salomon zaufał Bogu i na nim chciał budować swoje panowanie nad Izraelem. Tak długo jak to robił jego państwo wzrastało i rozwijało się dynamicznie. Zdobył sławę, mądrość i potęgę. Gdy jednak odstąpił od Boga, gdy popadł w grzech bałwochwalstwa jego potęga uległa zachwianiu a jego państwo doznało słabości. Obietnica zawarta w tym tekście jest skierowana do nas. Jak wygląda nasza wiara? Jak wygląda nasze zaufanie pokładane w Bogu? Może wiele porażek, jakich doświadczamy to właśnie efekt braku zaufania do Boga? Obietnice Boże są pewne i warto im zaufać.
9.6.2008 Biznesowa refleksja
„Łatwo zdobyty majątek maleje; lecz kto stopniowo gromadzi, pomnaża go”. (Przyp. 13:11) Słowa te są interesujące i ważne. Jesteśmy krajem na dorobku, wielu z nas marzy o wielkich pieniądzach i wielu próbuje do nich dojść na skróty. Czy jednak tak szybko zdobyta „kasa” jest trwałym osiągnięciem. Jakże wielu biznesmenów z początku transformacji ustrojowej w naszym kraju szybko się wzbogaciła a potem szybko zostało bankrutami. Znam młodego człowieka, który dość dużo zarabia, pracuje ciężko, zaniedbując wiele ważniejszych rzeczy jak chociażby wiarę. On ma duże przychody, ale to moje konto w banku jest na razie większe. Ten szybko przez niego zdobywany pieniądz jeszcze szybciej się rozchodzi. Ciągle ma jakieś długi, ciągle gdzieś, ktoś od niego żąda zapłaty. Wielkie fortuny nie powstają z wygranej w totka, ale z solidnej, systematycznej pracy, prawie ascetycznego życia codziennego, rozsądnego podejmowania decyzji. Słowa z Przypowieści Salomona nas upominają, ale też dają nam wskazówkę, co robić dalej?
21.5.2008 Boże błogosławieństwo
„Błogosławieństwo Pana wzbogaca, lecz własny wysiłek nic do niego nie dodaje”. (Przyp. 10:22) Słowa trudne do zaakceptowania. Przecież nasza praca przynosi efekty, to nie aktywność w kategorii wiara daje bogactwo a wręcz przeciwnie, wielu ateistów, niewierzących to ludzie bogaci. Chrześcijaństwo i wiara kojarzy nam się ze starszymi osobami na niskich emeryturach. Trudno nam jest uwierzyć, że własny wysiłek jest bezużyteczny. Jednak Biblia ma rację, gdyż spogląda na nasze życie z innej perspektywy. Być może na krotki dystans nasz wysiłek przynosi korzyści ale .… Właśnie to „ ale” jest odpowiedzią na istotę tego fragmentu. Tak prawdę mówiąc za pięćdziesiąt lat nas już w większości nie będzie a co wtedy zostanie z tego, co tak pracowicie zebraliśmy? Czy wtedy będzie jeszcze ważne nasze konto w banku, dom nad morzem? Raczej nie, ale wiara sięga poza ten wymiar naszego życia. Bóg - jeśli mu zaufamy może nas wyposażyć w te wartości, które nigdy nie przemijają. Może warto mu zaufać?
12.5.2008 Trochę o polityce
„Gdy nie ma umiejętnego kierownictwa, naród upada; lecz gdzie jest wielu doradców, tam jest bezpieczeństwo”. (Przyp. 11:14) Ten werset z Biblii dobrze oddaje atmosferę w naszym kraju. Sukcesem narodu jest jego przywództwo. Obserwując zaś scenę polityczną bardzo trudno jest dostrzec to „umiejętne kierownictwo”. Bardzo często ustawy, dysputy w parlamencie przebiegają nie według pytania, co zrobić, aby w Polsce było lepiej? – ale najczęściej pytanie jest rodzaju: Co zrobić aby nasza opcja polityczna zapewniła sobie wygodne życie i rządzenie? Smutne w tym wszystkim jest to, iż ani naród, ani kraj ich w zasadzie nie interesuje. Jeśli już to w kategorii haseł dla tłumu. A szkoda. Salomon, jako mądry przywództwa znał prawdę o umiejętnym kierownictwie. Chciałbym dożyć czasu, gdy w naszym parlamencie dysputy będą dotyczyły dobra kraju, przyszłości nas wszystkich a decyzje będą wymierzone nie w sondaże wyborcze, ale w dobro ogólnonarodowe. Może warto sięgać czasami do Biblii, aby tam szukać wskazówek i dla naszej rzeczywistości politycznej.
28.4.2008 Presja czasu
Warto też uczyć się od psalmisty: Życie nasze trwa lat siedemdziesiąt, A gdy sił stanie, lat osiemdziesiąt; A to, co się ich chlubą wydaje, to tylko trud i znój, Gdyż chyżo mijają, a my odlatujemy. [ ] Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy posiedli mądre serce! Ps. 90:10,12 Sztuka liczenia dni, to sztuka panowania nad zegarem życia. Wielu z nas żyje tak jakby mieli przed sobą setki a nie dziesiątki lat. Nasze życie przemija, czas biegnie szybko. Umiejętność liczenia czasu w tym wymiarze całego życia jest sztuką na miarę wieczności. Musimy zadawać sobie szczególnie mocno pytania o priorytety, o naszą przyszłość o efekty naszych wyborów i decyzji. Zegar biologiczny tyka od dnia urodzin i ma wpisane w swoje tykanie „zużycie baterii”. Przyjdzie taki moment, gdy ten zegar się zatrzyma, czy wtedy nasze życie będzie spełnione, czy wtedy będziemy mogli powiedzieć wykonaliśmy wszystko w zgodzie z planem Boga? Czas przemijania ma w sobie element przygotowania to czasu trwania wiecznego. Trudno nam sobie wyobrazić życie poza przemijaniem, ale obietnica wieczności jest właśnie zaproszeniem do takiej rzeczywistości. Umiejętność liczenia czasu to według psalmisty sztuka inwestowania w nieprzemijalne a ignorowania przemijalnego. Czy aspekt wieczności uwzględniamy w swoich planach życiowych?
11.4.2008 Równość między płciami
W pierwszej księdze Mojżeszowej lub inaczej nazywanej księdze Rodzaju jest zapisany ważny tekst biblijny: Potem rzekł Pan Bóg: Niedobrze jest człowiekowi, gdy jest sam. Uczynię mu pomoc odpowiednią dla niego. Utworzył więc Pan Bóg z ziemi wszelkie dzikie zwierzęta i wszelkie ptactwo niebios i przyprowadził do człowieka, aby zobaczyć, jak je nazwie, a każda istota żywa miała mieć taką nazwę, jaką nada jej człowiek. Nadał tedy człowiek nazwy wszelkiemu bydłu i ptactwu niebios, i wszelkim dzikim zwierzętom. Lecz dla człowieka nie znalazła się pomoc dla niego odpowiednia. Wtedy zesłał Pan Bóg głęboki sen na człowieka, tak że zasnął. Potem wyjął jedno z jego żeber i wypełnił ciałem to miejsce. A z żebra, które wyjął z człowieka, ukształtował Pan Bóg kobietę i przyprowadził ją do człowieka. Wtedy rzekł człowiek: Ta dopiero jest kością z kości moich i ciałem z ciała mojego. Będzie się nazywała mężatką, gdyż z męża została wzięta. Dlatego opuści mąż ojca swego i matkę swoją i złączy się z żoną swoją, i staną się jednym ciałem. A człowiek i jego żona byli oboje nadzy, lecz nie wstydzili się. 1 Moj. 2:18-25 Jest to opis stworzenia kobiety, autor w piękny sposób ukazuje ważne prawdy odnośnie stworzenia kobiety i mężczyzny. Obie płcie są zaplanowane przez Boga i obie mają swoje pochodzenie w woli Bożej, są więc sobie równe. W opisie nadawania imion zawarta jest idea poddaństwa i równości. Adam nazywając zwierzęta jednocześnie nie znalazł w świecie zwierząt partnera dla siebie. Bóg dostrzega brak mężczyzny, brak dla niego pomocy odpowiedniej. Stwarzając kobietę doszło do uzupełnienia człowieczeństwa. Ewa uzupełniała to, czego brakowało Adamowi a on dawał jej to, czego brakowało jej. Pomiędzy mężczyzną a kobietą doszło do partnerstwa i wzajemnego uzupełniania. Dopiero w parze tworzą jedność, dopiero, gdy są razem stanowią jedno ciało, jeden organizm. Ważny jest też element pochodzenia kobiety, nie jest wzięta z nogi, aby być sługą ani nie jest wzięta z głowy, aby nie panować, wzięta jest z żebra, z okolic bliskich sercu, aby mężczyznę i kobietę łączyła miłość i bliska więź partnerska. Ten piękny świat ulega degradacji już w następnym rozdziale, gdy grzech wkracza do życia pary ludzkiej. To grzech sprawia, że pomiędzy płciami dochodzi do napięć, konfliktów, dominacji, wykorzystywania, ale nie taki miał być plan Boga. Kobieta i mężczyzna są różni, mają różne zadania i role społeczne do spełnienia, ale dopiero razem tworzą pełnię człowieczeństwa. Niestety grzech sprawia, że ta jedność małżeńska jest taka trudna i czasami tak raniąca. Może warto czasami zastanowić się nad wzajemnymi relacjami w małżeństwie i o tym, czy faktycznie jesteście pomocą odpowiednią dla siebie? Może warto coś w sobie przewartościować w tej kategorii.
31.3.2008 Istota zwiastowania ewangelii
A mowa moja i zwiastowanie moje nie były głoszone w przekonywających słowach mądrości, lecz objawiały się w nich Duch i moc, Aby wiara wasza nie opierała się na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej. 1 Kor. 2:4-5 Pamiętam taką historię jechałem pociągiem, do przedziału przyszła kobieta, która narobiła trochę zamieszania. Potem rozpoczęła się dyskusja i rozmowa, dość sympatycznie podróżowaliśmy z Warszawy do Wrocławia. Dyskusja zeszła też na tematy religijne. Pod koniec podróży zaprosiłem tę kobietę na nabożeństwo i ona pozostała z moim zborze do końca swojego życia. To dało mi wiele do myślenia, wielokrotnie prowadzę burzliwe dyskusje teologiczne i wielokrotnie udowadniam ludziom swoje racje. Ciekawe, że nigdy to się nie przedkłada na praktyczny krok decyzję związania z Jezusem. Kobiecie z pociągu powiedziałem jedno zdanie, proszę przyjść na nabożeństwo i to wystarczyło. Paweł miał rację, to nie polega na mądrych dysputach, ale na świadectwie mocy Bożej. To nie my kreujemy zbawienie i nawrócenie ludzi, ale to Duch Święty czyni. Nasze zadanie to zadanie siewcy, którego udział we wzroście jest minimalny on tylko wrzuca nasiona do ziemi, ale potencjał wzrostu jest poza nim. Może warto się wiec zastanowić nad głoszeniem Słowa Bożego? Bez siewcy nie ma bowiem plonów!
7.3.2008 Refleksja wielkanocna
Lecz gdy On złożył raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, usiadł po prawicy Bożej, Oczekując teraz, aż nieprzyjaciele jego położeni będą, jako podnóżek stóp jego. Albowiem jedną ofiarą uczynił na zawsze doskonałymi tych, którzy są uświęceni. Hebr. 10:12-14 Okres Wielkanocy to czas refleksji nad sensem ludzkiego życia. Jezus umiera za nasze grzechy – to hasło jest prawie sloganem, powtarzamy go w każdym wyznaniu wiary, ale czy wiemy, o co w nim chodzi? Kiedyś i ja byłem takim powtarzaczem, ale nie znałem sensu tego stwierdzenia. Jezus umarł za mój grzech, ale nie miało to dla mnie większego znaczenia. Nadal dążyłem do osobistej doskonałości, budowałem w sobie iluzję podążania do doskonałego i etycznego życia. W zasadzie nie byłem przekonany, że śmierć Jezusa była w ogóle potrzebna komukolwiek. Jednak prawda o mojej grzeszności uświadomiła mi ogrom mojej winy wobec Boga i grożący mi wyrok wiecznej śmierci. Dopiero wtedy na mojej drodze wiary stanął Jezus i jego krzyż, dopiero wtedy zrozumiałem, że krzyż był zamiast. To ja powinienem umrzeć na wieki a zrobił to za mnie Jezus. To ja byłem potępionym, ale to Jezus zmienił w moim życiu raz na zawsze. Dlatego on musiał umrzeć, aby ja mógł żyć w Nim w wieczności. Z okazji zbliżających się świąt męki i zmartwychwstania Pańskiego warto się zastanowić nad swoim życiem i nad jednym pytaniem: Czy Jezus umarł już za ciebie osobiście? Czy oddałeś mu swoje życie i pozwoliłeś mu zmienić siebie i przekształcić na Boży obraz? Jeśli nie to może warto rozpocząć nowe życie właśnie w tym momencie.
19.2.2008 Mamona a wiara
Żaden sługa nie może dwom panom służyć, gdyż albo jednego nienawidzić będzie, a drugiego miłować, albo jednego trzymać się będzie, a drugim pogardzi. Nie możecie Bogu służyć i mamonie. Łuk. 16:13 Co stanowi twój cel w życiu? To pytanie jest niezmiernie ważne dla nas i dla naszej przyszłości. Jezus wyraźnie stwierdza, że wybór ten musi być radykalny. Mamona albo Jezus to ostry i zdecydowany krok. Wielu chce to połączyć i rzadko, komu to połączenie wychodzi na zdrowie. Jezus i mamona wymaga od nas stu procent czasu, a czas mamy jeden. Co może być tą mamoną? Ten wybór to wybór pomiędzy mieć a być. To wszystko, co stanowi nasze mieć jest tą mamoną. Tu mieści się nasze zaangażowanie w życie doczesne, w konsumpcję, w biznes, w robienie kariery. Każdy z tych elementów niepostrzeżenie prowadzić musi do zajmowania czasu, do kompromisu w wierze, do zaniku etycznych zasad. W procesie odchodzenia od wiary i Boga pojawiają się na początek szlachetne intencje typu lepsza praca, utrzymanie rodziny, nowy dom itp. Z czasem z tego wszystkiego pozostaje jedynie pieniądz i gromadzenie a wiara znajduje się w odwrocie. Zamiast do Kościoła idziemy do pracy, bo w niedzielę więcej płaca, zamiast na nabożeństwie robimy zakupy, bo to jest nasz wolny czas. Poli krok po kroku mamona zabija w nas wiarę. Jednak kiedyś przyjdzie dzień, gdy to wszystko, co mamy straci na znaczeniu i co wtedy pozostanie w naszych rękach? Inwestowanie w Boga i wiarę ma o wiele głębszy sens, gdyż nasze doczesne majątki stracą dla nas znaczenie za sto lat, a Bóg i wartości wiary pozostaną z nami na wieki. Bądź, więc mądrym inwestorem.
21.1.2008 Wiara działająca w życiu
Przeczytajmy tekst zapisany w liście do Rzymian: Czyż nie wiecie, że jeśli się oddajecie jako słudzy w posłuszeństwo, stajecie się sługami tego, komu jesteście posłuszni, czy to grzechu ku śmierci, czy też posłuszeństwa ku sprawiedliwości? Lecz Bogu niech będą dzięki, że wy, którzy byliście sługami grzechu, przyjęliście ze szczerego serca zarys tej nauki, której zostaliście przekazani, a uwolnieni od grzechu, staliście się sługami sprawiedliwości. Rzym. 6:16-18 Człowiek może funkcjonować jedynie w dwóch światach. W świecie wrogości do Boga i odrzuceniu jego planu i w świecie przyjaźni z Bogiem. Są jedynie te dwie płaszczyzny, w jakich możemy funkcjonować. Nie można żyć jednocześnie w obu z nich, tak jak nie można jednocześnie mieszkać w Stanach i Polsce. Powód jest bowiem jeden, odległość to uniemożliwia. Pomiędzy światem Bożym a nie Bożym jest przepaść i każdy z nas może stać jedynie na jednym z dwóch jej brzegów. Co ty wybrałeś? Życie w świecie oddalonym od Boga, czy w świecie Bożym? Są to ważne pytania, które mogą zadecydować nie tylko o tym, co zrobisz jutro, ale i o tym, co będziesz robił za tysiące lat. Są to pytania na miarę wieczności, na marę przyszłości. Pytania te odnoszą się też do naszej realnej rzeczywistości, w jakiej się dzisiaj poruszamy. Wiara, choć lokuje naszą nadzieję w wieczności, to ma wymiar teraźniejszy. Jeśli chcesz żyć z Bogiem kiedyś, musisz żyć z nim w przyjaźni już dzisiaj. Przyjaźń ta zwana wiarą ma wymiar etyczny w każdym momencie. Przyjęcie etycznych standardów Bożych jest tutaj kluczowe. Jeśli uważasz siebie za chrześcijanina, to musisz żyć jak chrześcijanin, to musisz realizować plan Boga dla siebie. Jeśli zaś tego nie robisz, to żyjesz złudzeniami, żyjesz w kłamstwie a te wszystkie pozory nic ci nie dadzą w oczach Boga. Człowieka można oszukać, Boga niestety nie! Czy należysz, więc do Chrystusa? Dzisiaj możesz jeszcze się do niego przyłączyć, jutro być może zostaniesz poza nim na wieczność. Nie zwlekaj, zacznij już teraz, natychmiast życie z Bogiem.
13.12.2007 Życzenia świąteczne.
Dzisiaj rozmawiałem z kobieta od Świadków, która nie uznaje zbliżających się świąt Bożego narodzenia. Uważa ona te święta za pozostałość pogańskich praktyk. Jest to prawda, ale święta te dają okazję do reelekcji dotyczącej narodzin Jezusa. Nie tyle chodzi tutaj o narodziny historyczne, bo one są faktem i możne je czcić, ale bardziej chodzi o narodziny duchowe. Zadajmy sobie pytanie, nie czy Jezus się kiedykolwiek narodził, ale pytanie czy narodził się dla Ciebie, czy narodził się w Tobie? To jest zasadnicze pytanie, jakie musimy sobie postawić. Z okazji świąt chciałbym wszystkim czytelnikom bloga i słuchaczom TWR życzyć dużo błogosławieństwa i prowadzenia Bożego w życiu a przede wszystkim, aby Jezus narodził się w waszych sercach? Aby Jezus był obecny w waszych rodzinach. Pozwólcie Jezusowi przebudować wasze rodziny.
5.11.2007 Refleksja listopadowa
Listopad jest miesiącem refleksji nad przemijaniem. Każdy z nas na początku tego miesiąca odwiedza jakiś cmentarz i wspomina kogoś z rodziny, kto już od nas odszedł. Czym dłużej żyjemy tym więcej jest na cmentarzach takich miejsc wspomnień. Rzadko, kiedy myślimy o swoim przemijaniu, ale prawda jest nieubłagana, z roku na rok przybywa nam lat, coraz bardziej zbliżamy się do statystycznej długości ludzkiego życia, czyli gdzieś około 75 lat, coraz częściej doświadczamy niedoskonałości zdrowotnych. W moim przypadku przybywa pigułek, które muszę codziennie zażywać. Rodzi to pytanie, dokąd zmierzasz? Apostoł Paweł stwierdza: „Wiemy, że jeśli ten namiot, który jest naszym ziemskim mieszkaniem się rozpadnie, mamy budowlę od Boga, dom w niebie, nie rękoma zbudowany, wieczny. (2Kor.5,1) Czy myślisz o wieczności jak o domu a o doczesności jak o tymczasowości? Myślę, że raczej nie, gdyż i ja tak nie postrzegam życia tu i teraz. Jednak to nasze tu i teraz to tak jak namiot, przyjemnie jest w nim zamieszkać na krótko w lecie nad jeziorem, ale to nie jest coś stałego i na zawsze. Skoro musimy umrzeć to może warto się zapytać samego siebie, czy masz już klucz do domu? Głupio byłoby, bowiem pozostać z dala tego domu.
9.10.2007 Miłość a dekalog
Niezmiernie ciekawym fragmentem jest tekst zapisany w ewangelii Jana (Jan. 14:21,23-24): „Kto ma przykazania moje i przestrzega ich, ten mnie miłuje; a kto mnie miłuje, tego też będzie miłował Ojciec i Ja miłować go będę, i objawię mu samego siebie. […] Odpowiedział Jezus i rzekł mu: Jeśli kto mnie miłuje, słowa mojego przestrzegać będzie, i Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy, i u niego zamieszkamy.. Kto mnie nie miłuje, ten słów moich nie przestrzega, a przecież słowo, które słyszycie, nie jest moim słowem, lecz Ojca, który mnie posłał.” Wielu ludzi deklaruje miłość do Boga i swoją wiarę, jednak tej wiary i miłości nie widać w codziennym życiu. Szczególnie dobitnie tę zasadę potwierdzają wszyscy fundamentaliści religijni charakteryzujący się dużym potencjałem nienawiści do ludzi. Bez względu na to czy są to słuchacze wiadomego radia, czy protestanccy amerykańscy wojownicy z aborcją, czy też muzułmańscy terroryści. Oni wszyscy mówią o miłości do Boga jednocześnie zabijając i propagując destrukcyjne teorie pełne nienawiści. Czy jest to wiara? Czy jest to wierność Bogu? Warto się nad tym zastanowić. Ewangelia Jana zaś pokazuje, że wiara to miłość realizowana na dwa sposoby poprzez słuchanie Słowa Bożego i przestrzeganie jego. Warto zacząć od podstawowego stwierdzenia, że współcześni ludzie nie czytają Biblii i nie znają Słowa Bożego. Być może księga ta jest gdzieś na półce, ale na pewno nie w sercu i umyśle współczesnych chrześcijan. Z jednej strony jest nasza deklaracja miłowania Boga a z drugiej strony ignorowanie jego słowa. Tu jest pewien paradoks. Jak bowiem można kogoś kochać i nie czytać jego listów? Jak można kogoś kochać i ignorować jego słowa? A może nasza deklaratywna miłość do Boga to fikcja? Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym? W moim doświadczeniu wiary czytanie i poznawanie Słowa Bożego odegrało ważną rolę. Może warto zorganizować sobie codzienny czas na czytanie listu Boga, jakim jest Biblia? To może być najważniejsze wydarzenie w Twoim życiu wiary i do niego zachęcam z całego serca.
11.6.2007 Sens wiary
W liście do Rzymian apostoł Paweł napisał następujące słowa: „Czyż nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni? Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili”. (Rzym. 6:3-4) Słowa te prowadzą nas w tajemnicę wiary, wynika ona z mocy płynącej z krzyża. Bez krzyża Jezusowego nasza wiara traci moc i sens. To właśnie pod krzyżem Jezus pozwolił odwrócić trend Adamowy na trend Jezusowy. Gdy Adam zgrzeszył odszedł od Boga w kierunku świata i dzisiaj widzimy tego efekt w postaci nagromadzonego zła w tym świecie. Krzyż Jezusa przełamuje impas grzechu i pozwala wierzącym udać się w drogę przeciwną, od świata do Boga. Ten trend Jezusowy jest możliwy, gdy człowiek przeżyje pełną przemianę porównaną do śmierci i zmartwychwstania. Stare nasze JA musi obumrzeć, aby mogło pojawić się odnowione życie w Bogu. Obrazem tego jest biblijny chrzest, zawsze przez apostołów udzielany dorosłym na podstawie wyznania ich wiary, gdy duchowny zanurzał katechumena w wodzie, obrazując śmierć i wynurzał obrazując zmartwychwstanie do nowego życia. Ważne pytanie, czy ty umarłeś i zmartwychwstałeś w Jezusie? Czy twoje życie zostało przemienione łaską Bożą i Bożą wiarą? Jeśli nie to oddaj je Bogu w modlitwie i rozpocznij nowe życie z Jezusem.
23.5.2007 Fałszywi prorocy
We współczesnym polskim kościele zrodziła się moda na domorosłych proroków. Raz po raz słyszę głos takowego proroka i najczęściej nic z jego wizji prorockiej się nie spełnia. Fałszywy prorok to osoba, która twierdzi, że głosi słowo Boże podczas gdy mówi jedynie w swoim imieniu. Ostatnimi czasy doświadczyłem działalności takich fałszywych prorokowi moim środowisku. Ogłoszono rychłe uzdrowienie moich trzech przyjaciół, minęły już miesiące i nic się nie stało. Niestety niektórzy nadal zachwyceni tymi proroctwami trwają w nich, uważają, że one się nie sprawdziły gdyż coś tam zawiniło ale nie prorok. Gdy autentyczny prorok zapowiada coś to się ta zapowiedź realizuje w pełni, w odpowiednim czasie, skutecznie. Nigdy zaś częściowo lub wcale. Stary Testament daje jednoznaczną radę co robić w takiej sytuacji: 20. Wszakże prorok, który ośmieli się mówić w moim imieniu słowo, którego mu nie nakazałem mówić, albo który będzie przemawiał w imieniu innych bogów, taki prorok poniesie śmierć. 21. A jeśli powiesz w swoim sercu: Po czym poznamy słowo, którego Pan nie wypowiedział? 22. Jeżeli słowo, które wypowiedział prorok nie w imieniu Pana, nie spełni się i nie nastąpi, jest ono słowem, którego Pan nie wypowiedział, lecz w zuchwalstwie wypowiedział je prorok; więc nie bój się go. 5 Moj. 18:20-22 Dzisiaj są trochę inne czasy i nikt nie zabija kogoś z powodu kłamstwa, ale kościół powinien się odciąć od takiego fałszywego proroka w sposób jednoznaczny.
30.3.2007 Zmartwychwstanie
Nasze rozważania warto rozpocząć od tekstu z ewangelii Mateusza: „A po sabacie, o świcie pierwszego dnia tygodnia, przyszła Maria Magdalena i druga Maria, aby obejrzeć grób. I oto powstało wielkie trzęsienie ziemi, albowiem anioł Pański zstąpił z nieba i przystąpiwszy odwalił kamień i usiadł na nim. A oblicze jego było jak błyskawica, a jego szata biała jak śnieg. A strażnicy zadrżeli przed nim ze strachu i stali się jak nieżywi. Wtedy anioł odezwał się i rzekł do niewiast: Wy się nie bójcie; wiem, bowiem, że szukacie Jezusa ukrzyżowanego. Nie ma go tu, bo wstał z martwych, jak powiedział; chodźcie, zobaczcie miejsce, gdzie leżał. A idąc śpiesznie powiedzcie uczniom jego, że zmartwychwstał, i oto poprzedza was do Galilei, tam go ujrzycie; oto powiedziałem wam”. Mat. 28:1-7 Zmartwychwstanie – jest tym elementem, w który nam najtrudniej uwierzyć, gdyż śmierć w naszym doświadczeniu jest ostatecznym końcem. Znamy ludzi, którzy chorowali i dziś są zdrowi, więc cudowne uzdrowienie mieści się w naszym doświadczeniu. Znamy ludzi, którzy mieli problemy i ich dzisiaj już nie mają, więc naprawa sytuacji przez moc modlitwy mieści się w naszym doświadczeniu. Niestety nie znamy nikogo, kto był martwy a dzisiaj ponownie żyje. Jezus jest w zasadzie jedynym takim przypadkiem. Trudno jest wierzyć na podstawie jedynego przypadku, trudno jest zaakceptować fakt zmartwychwstania, gdyż tylko Jezus tego dokonał. Jednak zmartwychwstanie jest najważniejszym faktem chrześcijaństwa, jak gdzieś powiedział apostoł Paweł bez zmartwychwstania nie byłoby sensu wierzyć. Jedynie zmartwychwstały Jezus jest gwarancją skuteczności naszego wybawienie z grzechów, jest naszą nadzieją na wieczność i na zmartwychwstanie kiedyś w przyszłości, którego doświadczymy. Czy wierzysz w zmartwychwstanie? Jeśli tak to jakie ma znaczenie dla ciebie święto Wielkiej Nocy? Może warto w czasie wielkiego tygodnia zastanowić się nad swoim stosunkiem do Boga i wiary, do zbawienia i Chrystusa. Jezus zmartwychwstał, prawdziwie powstał – przywitamy się tymi słowami w niedzielny poranek, ale czy te słowa to Twoje wyznanie wiary?
22.2.2007 Refleksja płynąca z Ezdrasza
Ostatnio rozważamy u nas w zborze księgę Ezdrasza. Jest to niezmiernie ciekawa księga starotestamentowa. Ukazuje ona jak Bóg przeprowadził realizację swojego działa i to wbrew woli otoczenia. Opisuje ona historię Izraela, gdy ci po niewoli babilońskiej wrócili do Jerozolimy i rozpoczęli odbudowę świątyni. Okoliczne ludy były przeciw, pisały donosy, rzucały oszczerstwa i przeszkadzali na wszelkie możliwe sposoby. Pomimo tego świątynia została odbudowania nie dlatego, że tak chcieli budowniczowie, ale dlatego, że tak postanowił Bóg. Czy Bogu można się sprzeciwić? Ta księga pokazuje, że nie. Bóg musi zwyciężyć. W związku z tym stawiam sobie pytanie, co bardziej się opłaca nam, być wiernym Bogu czy z nim walczyć? Osobiście uważam, że wierność Bogu bardziej się „opłaca”. Może warto zastanowić się, czego od nas oczekuje Bóg i to realizować. Jego wola znajduje się, bowiem w Piśmie Świętym i tam możemy znaleźć dla siebie inspirację.
13.12.2006 Życzenia świąteczne
A z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak:, Gdy matka jego, Maria, została poślubiona Józefowi, okazało się, że, zanim się zeszli, była brzemienna z Ducha Świętego. A Józef, mąż jej, będąc prawym i nie chcąc jej zniesławić, miał zamiar potajemnie ją opuścić. I gdy nad tym rozmyślał, oto ukazał mu się we śnie anioł Pański i rzekł: Józefie, synu Dawidowy, nie lękaj się przyjąć Marii, żony swej, albowiem to, co się w niej poczęło, jest z Ducha Świętego. A urodzi syna i nadasz mu imię Jezus; albowiem On zbawi lud swój od grzechów jego. A to wszystko się stało, aby się spełniło słowo Pańskie, wypowiedziane przez proroka: Oto panna pocznie i porodzi syna, i nadadzą mu imię Immanuel, co się wykłada: Bóg z nami. A gdy Józef obudził się ze snu, uczynił tak, jak mu rozkazał anioł Pański i przyjął żonę swoją. Ale nie obcował z nią, dopóki nie powiła syna, i nadał mu imię Jezus. Mat. 1:18-25 Na początku naszej epoki narodziła się w Betlejem mała osoba, która zmieniła świata na zawsze. Jezus przez 30 lat swojego życia był taki jak inni, pracował, mieszkał, rozmawiał z ludźmi a potem nastąpiły 3 lata, które przekształciły naszą rzeczywistość na zawsze. Po tamtym świecie, w którym On się narodził nie pozostało już nic poza ruinami zabytkowych miast. Już nie ma tych państw, tych religii tych systemów etycznych i społecznych. Ale to, czego On dokonał nie mogło odejść w zapomnienie. Czasami marzy mi się odkrycie tamtego świata, zobaczenie, co Jezus robił od dnia narodzin do dnia spotkania z Janem nad Jordanem, ale ten okres jego historii na zawsze pozostanie dla nas tajemnicą. To, co o nim wiemy to w sumie dość niewiele, ale bardzo dużo. Mamy wiele pytań bez odpowiedzi i wiele odpowiedzi na nasze najważniejsze pytania. Jezus zbawił świat. Ten slogan jest powtarzany bez końca w każdym katechizmie, ale czy Jezus zbawił ciebie osobiście? To pytanie pada rzadziej a jeszcze rzadziej udzielamy na nie osobistej odpowiedzi: TAK jestem zbawionym przez Jezusa. Jezus narodził się dwa tysiące lat temu w Betlejem i to jest ważny fakty historyczny, ale nie jest tak długo ważny dla Ciebie jak długo Jezus nie narodził się w tobie i dla ciebie. Czy jesteś zbawiony? W tym okresie Bożego Narodzenia i oczekiwania na nowy rok życzę wam wszystkim słuchaczom naszego radia błogosławieństwa Bożego, prowadzenia i właśnie tego, aby Jezus zamieszkał w was na zawsze?
19.10.2006 Coś na temat braku jedności
Starając się zachować jedność Ducha w spójni pokoju: Jedno ciało i jeden Duch, jak też powołani jesteście do jednej nadziei, która należy do waszego powołania; Jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest; Jeden Bóg i Ojciec wszystkich, który jest ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich. A każdemu z nas dana została łaska według miary daru Chrystusowego. Efez. 4:3-7 Ostatnio przygotowywałem kazanie w oparciu o ten tekst. Zastanawia mnie ten ogromny brak jedności wśród ludzi wierzących. Spory i ciągle spory, brak zaufania do siebie, ciągła walka, na argumenty raczej niskiego lotu. Czy można to odmienić? Czy można dostrzec jednak to, co łączy? Paweł wzywa tutaj do podjęcia próby zachowania jedności, ale jakoś tego ekumenicznego ducha nie dostrzegam we współczesnym kościele. W sumie to jest smutne, jak my skłóceniu chrześcijanie będziemy mogli być razem w jednym niebie i śpiewać wspólnie dla chwały Bożej w tym ogromnym chórze, jaki tam powstanie? To są pytanie, które warto sobie czasami postawić i nad nimi się zastanowić. A może bardziej osobiście, co ja mogę zrobić dla tej jedności?
13.9.2006 Piękna Turcja
Dzisiejsza Turcja jest krajem muzułmańskim, ale tu właśnie na jej terytorium kształtowało się dzisiejsze chrześcijaństwo. Wiele miast, do jakich zostały napisane listy Pawłowe było na tym terytorium. Być może tez i ewangelie były tu napisane. Pierwsze zbory składające się z byłych pogan nawróconych do Boga powstawały właśnie tu. Dzisiaj z tego całego dorobku pozostały jedynie ruiny miast antycznych, odwiedzane przez turystów. Niewiele śladów tak wspaniałej przeszłości pozostało do dzisiaj. Rodzi się pytanie, dlaczego na terenie dzisiejszej Turcji chrześcijaństwo okazało się tak słabe? Wydaje się, że odpowiedzią jest brak wiary, zeświecczenie, wprowadzenie do chrześcijaństwa elementów z pogańskich religii, odejście od Biblijnego wzorca było przyczyną słabości i powodem, że islam zdobył te tereny dla siebie. Już Jan apostoł w apokalipsie ostrzegał kościoły Azji przed upadkiem w słowach: „upamiętaj się i spełniaj uczynki takie, jak pierwej, a jeśli nie, to przyjdę do ciebie i ruszę świecznik twój z miejsca” Obj.2,5b. Spójrzmy na współczesny kościół, czyż jego sytuacja nie jest podobna do tej sprzed wieków? Czy nie przypominamy starożytnego kościoła w Efezie? Może warto coś zmienić i zacząć te zmiany do siebie?
13.9.2006 I po wakacjach ...
Moje powakacyjne refleksje. Gdy wypoczywałem w Turcji miałem okazję oglądać piękne krajobrazy. Izajasz napisał: „Podnieście ku górze wasze oczy i patrzcie, kto to stworzył?” Iż.40,26a. Czas wakacji to czas pospolitego ruszenia, miliony ludzi opuszcza swoje mieszkania i domy, aby udać się gdzieś indziej. Wędrując po świecie raz po raz spotykają nowe krajobrazy i cuda przyrody. Podziwiają góry i moc morza, bywają zafascynowani cudowna przyrodą. Czy jednak zadajemy sobie pytanie, skąd to się wszystko wzięło? Czy jest możliwe, aby tak piękny świat powstał w wyniku przypadku? Czy ta cała różnorodność nie wskazuje na stworzyciela? A jeśli tak to czy wyciągamy wnioski z tych obserwacji? Czy nie powinienem podporządkować swojego życia Bogu? Warto zadać tych kilka pytań wracając do codziennych obowiązków i nudnego roku pracy i nauki.
20.7.2006 Dzieci obietnicy
Ostatnio miałem okazję przeczytać dość słabą książkę teologiczną, takie wywody w zasadzie o niczym. Jednak w czasie czytania tej książki uzmysłowiłem sobie pewną prawdę ewangeliczną. Otóż chrześcijaństwo jest religią obietnicy. Bóg chrześcijan to nie osoba, która szuka okazji do karania, to nie osoba, która stworzyła system policyjny pilnujący zachowania człowieka. Bóg to osoba, która składa obietnicę. Cała Biblia to księga obietnicy. Począwszy od Adama w Raju, Abrahama, Mojżesza, czasów Nowego Testamentu jest to religia obietnicy. To właśnie obietnica ulokowana w przyszłości nadaje ton życiu bohaterów biblijnych. To dla tej obietnicy Mojżesz stanął przed Faraonem ryzykując swoim życiem, to dla tej obietnicy Abraham opuścił wygodny styl życia, aby zyskać coś w przyszłości. Właśnie a jak jest z nami, z naszym postrzeganiem Boga? Czy dla nas chrześcijaństwo to religia zakazów, czy też religia obietnicy? Myślę, że ta pierwsza opcja jest powszechniejsza, a ta druga zapomniana. Jezus chce nas obdarzyć obietnicą, a my powinniśmy być dziećmi obietnicy ze wzrokiem ukrytym w przyszłości, do której zmierzamy.
12.6.2006 Spojrzenie ze szczytu góry
Okres wakacji to okres oglądania świata. Przez jedenaście miesięcy siedzimy w domu, ciągle mamy te same widoki w drodze z domu do pracy lub szkoły, te same miejsca te same sklepy. Świat wielu z nas wydaje się wtedy monotonny i nudny. Jednak wakacje zmieniają to wszystko na jakiś czas. Ekscytujące wyprawy, coś nowego, innego i gdzie indziej. Ponownie pojawią się nowe zdjęcia w albumach i nowe wspomnienia. Wędrując po świecie warto przybliżyć sobie cytat z księgi Rodzaju: I spojrzał Bóg na wszystko, co uczynił, a było to bardzo dobre. I nastał wieczór, i nastał poranek - dzień szósty. 1 Moj. 1:31 Szukajmy tego dobra i piękna wśród nas, w okolicy, tam gdzie jesteśmy. Stworzony przez Boga świat jest piękny, fascynujący i pokazujący chwałę Bożą. Może warto siąść pod drzewem na spacerze i popatrzeć w ciszy wkoło. Może warto spojrzeć po horyzont z wysokiej góry i podziwiać to, co Bóg uczynił. Może też warto podziękować Bogu za to piękno świata uczynionego dobrze.
26.4.2006 Majowe rozważania
Zbliża się długi majowy weekend. Wkrótce wielu z nas wyjedzie na tych kilka dni. Będziemy spacerować po górach, lasach. Zwiedzać nowe miejsca i odpoczywać w atmosferze rodzącej się po zimie przyrody. Warto w tym czasie wytchnienia od codziennych obowiązków spojrzeć wkoło i na chwile zatrzymując się w biegu od pracy do domu, od domu na zakupy zastanowić się nad sensem ludzkiego życia. Czas mija bezpowrotnie, lata stają się coraz krótsze, cyfry na kalendarzu się zmieniają. Dokąd zmierzam? Jaki jest cel mojego życia? Może warto w tym czasie spojrzeć do Biblii i zastanowić się nad ofertą Jezusa: Rzekł jej Jezus: Jam jest zmartwychwstanie i żywot; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. A kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki. Czy wierzysz w to? Jan. 11:25-26
10.4.2006 Tylko Jezus
Tylko Chrystus to okrzyk reformacji. Jakże słuszne stwierdzenie, przecież nasza wiara, nasze zbawienie, nasza nadzieja i nasza przyszłość to On, to od jego miłosierdzia i miłości zależy nasza wieczność i nasza doczesność. Szczególnie mocno to widać w okresie świąt wielkanocnych. Tu przeżywamy najważniejszy moment w historii zbawienia. Otóż Jezus staje się Barankiem złożony o ofierze za mój i twój grzech, czy to nie wspaniała nowina? W tym właśnie tkwi sedno dobrej nowiny, ewangelii. Jezus nas miłuje nas kocha i za nas oddał swoje życie abyśmy mogli znaleźć w nim ukojenie. Paweł kiedyś napisał, że gdy przybył do jednego z kościołów to nikogo nie znał poza Chrystusem i to ukrzyżowanym. A my czy dzisiaj moglibyśmy to samo powiedzieć? Ileż w naszym chrześcijaństwie jest wątków, myśli, teologii. Czasami aż Jezus staje się gdzieś niezauważony, ignorowany, nieważny. Ileż to ludzi twierdzi, że zostaną zbawieni, bo pielgrzymują do Marii, dlatego, że mówią językami, dlatego, że codziennie czytają Biblię. Dlatego, że są baptystami, prawosławnymi, luteranami, czy kimkolwiek innym. Przecież nasza nadzieja na zbawienie jest jedynie w Jezusie. Właśnie z okazji świąt Wielkiej Nocy życzę wam błogosławieństwa Bożego, prowadzenia Bożego i światła ewangelii, która pozwoli wam dostrzec w Jezusie jedynego zbawiciela świata. Życzę wam, aby właśnie w te święta Jezus stał się waszym osobistym i jedynym zbawicielem, sensem waszego życia.
22.2.2006 Liberalizm i fundamentalizm
W związku z moimi studiami teologicznymi zauważam dość mocny i żywy nurt liberalny i fundamentalistyczny w chrześcijaństwie. Oba moim zdaniem są szkodliwe. Sprawiają one, że Słowo Boże ulega zniekształceniu i wypaczeniu. Prawda jak zwykle leży gdzieś po środku. Liberalizm kwestionuje nadprzyrodzoność w objawieniu, zaś fundamentalizm tworzy chrześcijaństwo zaściankowe, fanatyczne, antyintelektualne. Zgłębianie zaś prawdy w oparciu o osiągnięcia naukowe badaczy biblijnych i teologicznych, odniesienia do dorobku teologicznego świata, nawet tego podejrzanego, jeśli chodzi o poprawność, ukazuje nam Boga objawionego, Boga logicznego i prawdziwego. Pozwala wzbogać nasze przeżycie wiary. Nasze poznanie Stwórcy. Zachęcam wszystkich do podejmowania nauki w szkołach teologicznych. To daje dużo satysfakcji a tez zbudowania. Tak jest przynajmniej w moim przypadku.
25.1.2006 Mój wybór
Wielu tedy spośród uczniów jego, usłyszawszy to, mówiło: Twarda to mowa, któż jej słuchać może? […] Od tej chwili wielu uczniów jego zawróciło i już z nim nie chodziło. Wtedy Jezus rzekł do dwunastu: Czy i wy chcecie odejść? Odpowiedział mu Szymon Piotr: Panie! Do kogo pójdziemy? Ty masz słowa żywota wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Chrystusem, Synem Boga żywego. Jan. 6:60,66-69 Twarda mowa, zasady wiary i chrześcijaństwa są taką twardą mową. Gdy słuchamy Boga zawsze pojawia się walka o realizację tych trudnych zasad. Czy jednak możemy pójść gdzie indziej? Wielu odchodzi od wiary i Chrystusa, ale jedynie prawdziwe jest stwierdzenie Piotra do kogo pójdziemy? Czy można pójść w świat i zrezygnować ze słów żywota wiecznego? W czasie, gdy rodzą się wątpliwości warto się zastanowić nad zyskiem pozostania.
10.1.2006 Przegrany z powodu zaniechania
W Hbr.12,16-17 czytamy: „Żeby nikt nie był rozpustny lub lekkomyślny jak Ezaw, który za jedną potrawę sprzedał pierworództwo swoje. A wiecie, że potem, gdy chciał otrzymać błogosławieństwo, został odrzucony, nie uzyskał bowiem zmiany swego położenia, chociaż o nią ze łzami zabiegał” Kontynuując nasze rozważania na temat tego fragmentu warto zwrócić uwagę na przykład Ezawa. On zmienił Boży kierunek dla siebie w imię doraźnego interesu i przegrał wszystko. W imię doczesnych wartości oddał wieczną perspektywę dla siebie i swoich potomków. Jak pamiętamy Ezaw sprzedał swoje pierworództwo za miskę zupy. To od Jakuba a nie od Ezawa rozpoczęła się historia Izraela. Dlaczego, bo Ezaw postawił dobra materialne przed duchowymi i przegrał. Tu może warto zastanowić się jakie my dobra stawiamy na czele naszego życia. Jakże łatwo jest przegrać wszystko gdy źle się zainwestuję na początku!
28.12.2005 Gorzkie korzenie
W poprzednim tekście mówiłem o pokoju i uświęceniu teraz warto zwrócić uwagę na gorzkie korzenie. Nasz poprzedni tekst z listu do Hebrajczyków zawiera słowa: „Bacząc, żeby nikt nie pozostał z dala od łaski Bożej, żeby jakiś gorzki korzeń, rosnący w górę, nie wyrządził szkody i żeby przezeń nie pokalało się wielu”. Gorzki korzeń rosnący w naszym życiu, to rzecz, która rujnuje, niszczy nas od środka. Skąd się biorą takie gorzkie korzenie? Najczęściej ze zranień i pielęgnowanych negatywnych odczuć. Zranienia są elementem zawsze obecnym w życiu człowieka, każdy kto np. jest małżonkiem doświadcza tego dość często. Problemem nie są jednak zranienia jakich doznajemy ale to co my z nimi robimy. Można przyjąć dwie postawy wybaczenia i pielęgnacji. Te pielęgnowane stają się gorzkimi korzeniami rosnącymi w naszym życiu aż do momentu gdy ktoś zacznie z powodu tego korzenia cierpieć. Spójrzmy na wielu młodych zakochanych ludzi, którzy nie potrafią żyć bez siebie, a po kilkunastu latach nie potrafią żyć z sobą, dlaczego? Właśnie te nie wybaczone zranienia, pielęgnowane korzenie, niechęci sprawiają, że miłość zamienia się w nienawiść i niechęć. Co możemy zrobić? - to co robi ogrodnik gdy dostrzeże w swoim ogrodzie niepożądane roślinki, wyrwać je jak najszybciej gdy jeszcze nie wyrządziły straty.
20.12.2005 Życzenia świateczne
Wkrótce święta, czas szczególny w naszym kraju. Zasiądziemy przy stołach z rodzinami, odwiedzimy byc może kościół po raz pierwszy w tym roku. Wielu z nas podchodzi do świąt jedynie jak do tradycji rodzinnej. Święta to też wspomnienie najważniejszego wydarzenia w historii świata. Mesjasz Jezus Chrystus narodził się w Betlejem. Jest to wspaniałe i cudowne. dlatego w tym dniu składamy sobie zyczenia. Chiałbym moim przyjacielom, znamym i nieznanym złozyć najserdeczniejsze życzenia błogosławieństwa Bożego i Radości w Panu Naszym Jezusie Chrytusie. Niech Jezus narodzi się w Waszych sercach jeśli go tam jeszcze nie ma, niech Jezus wspiera was i prowadzi w tym Nowym Roku.
7.12.2005 Niedzielne kazanie
Ostatnio miałem przygotować kazanie na niedzielę. Długo się zastanawiałem nad testem który mam wygłosić i znalazłem w Biblii słowa zapisane w Hebr. 12:14-17, są to niezwykle ciekawe słowa, warto je tutaj zacytować: „Dążcie do pokoju ze wszystkimi i do uświęcenia, bez którego nikt nie ujrzy Pana, Bacząc, żeby nikt nie pozostał z dala od łaski Bożej, żeby jakiś gorzki korzeń, rosnący w górę, nie wyrządził szkody i żeby przezeń nie pokalało się wielu, Żeby nikt nie był rozpustny lub lekkomyślny jak Ezaw, który za jedną potrawę sprzedał pierworództwo swoje. A wiecie, że potem, gdy chciał otrzymać błogosławieństwo, został odrzucony, nie uzyskał bowiem zmiany swego położenia, chociaż o nią ze łzami zabiegał. W dzisiejszym blogu zajmę się jedynie pierwszym wersetem. Bóg stawia przed nami dwa zadania życie w pokoju ze wszystkimi i zadanie uświęcenia swojego życia. Oba elementy są od siebie zależne, pierwszy odwołuje się do budowania relacji na zewnątrz drugi od wewnątrz. Oba są zależne od siebie wzajemnie. Zbliżenie się do Boga musi zbliżyć nas do ludzi. Gdy zrozumiemy istotę łaski Bożej to o wiele łatwiej będzie nam przebaczać zranienia jakich doznajemy a więc i budowanie pokoju będzie łatwiejsze. Może warto zastanawiać się nad swoim wnętrzem, nad swoim związkiem z Bogiem, a następnie przekładać to na związek z innymi ludźmi. Warto zaufać Bogu i warto budować pokój wkoło siebie, choć to nie jest łatwe zadanie.
15.11.2005 Przmyślenia z wykładu socjologii
Moja praca z socjologii na temat wpływu protestantyzmu na działalność gospodarzą uświadomiła mi pewną ważną prawdę. Nasz stosunek do Boga i wiary ma znaczący wpływ na nasze postawy w bardzo nawet odległych od wiary dziedzinach. W naszym codziennym życiu realizujemy autentyczne wybory światopoglądowe. Jeśli nasze postawy życiowe odzwierciedlają wiarę jako priorytet, to rzutuje to na nasz stosunek do pracy, do nauki do życia. Wiara przecież nie jest tylko i wyłącznie sprawą naszego rozumu ale ogarnia nas we wszystkich możliwych dziedzinach życia. Odwracając to spostrzeżenie, jakość naszego życia w społeczeństwie odzwierciedla nasz stosunek do wiary. Pokazuje pośrednio jakie znaczenia ma dla nas etyka chrześcijańska. Powszechne ignorowanie prawa w naszym kraju, korupcja, byle jaka praca, rozwody, wolna miłość i inne tego rodzaju powszechne przypadłości pokazują, że nasza wiara raczej jest słaba, a na pewno nie obejmuje tych statystycznych 90% społeczeństwa. Tu przypominają mi się słowa z Apokalipsy, gdzie Jezus mówi do kościoła w Sardes: „A do anioła zboru w Sardes napisz: To mówi Ten, który ma siedem duchów Bożych i siedem gwiazd: Znam uczynki twoje: Masz imię, że żyjesz, a jesteś umarły. (Obj. 3:1). Czy przypadkiem nasze chrześcijaństwo nie jest takim obumarłym zjawiskiem. Faktycznie kościoły są w Polsce pełne, ale co z tego wynika dla nas po wyjściu z kościoła? Niestety, najczęściej nic. Warto więc budować swoją wiarę autentycznie, aktywnie a nie tylko biernie udawać, że wierzymy.
18.10.2005 Wiara a kultura
Żyjąc w Europie nie uświadamiamy sobie pewnych spraw. Np. zdarza się, że przekaz ewangelii i kultury mieszają się z sobą tworząc jedną całość. Pojawiają się protesty, gdy ktoś chce wprowadzić zmiany płynące z osiągnięć kulturowych do kościoła, pojawiają się głosy, że to łamanie odwieczną tradycję, że to niezgodne z Biblią itd. Ostatnio, gdy byłem na Sri Lance w całkiem innej rzeczywistości kulturowej dostrzegłem jak wiara i chrześcijaństwo łączą się z kulturą narodową. Tam obraz chrześcijaństwa był inny, gdyż inna była kultura ludzi, ich obyczajowość i ich zwyczaje. Okazało się, że bardzo łatwo jest ich urazić, gdy człowiek przystosowany do naszych obyczajów gwałtownie zaczyna szokować ich. Dotyczy to np. strojów, gestów, obyczajów panujących na nabożeństwach. Po powrocie do kraju inaczej spoglądam na kulturowe przesłanie kościoła. Moja wycieczka uświadomiła mi, jak bardzo trzeba uważać aby kultury nie pomieszać z Biblia i wiarą. Konsekwencje tego mogą być poważne. Ciekawe, co was szczególnie drażni w kościele właśnie w kategorii kulturowego przekazu? Napiszcie swoje uwagi chętnie się z nimi zapoznam.
4.10.2005 Właśnie wróciłem z dalekich stron
W naszym kraju mamy poczucie biedy, ograniczeń i postrzegamy inne narody i kraje jako te, którym żyje się lepiej i bogaciej. Jakże wielu z nas narzeka na swój los i marzy o tym, aby pojechać „tam” do takiego raju. Ostatnio byłem w tej „gorszej” części świata, w kraju biedniejszym, o innej kulturze, o innych obyczajach. Znalazłem się niedaleko równika, na Sri Lance. Zobaczyłem całkiem inny kraj, piękny, z bardzo przyjaznymi ludźmi, ale kraj o innych standardach życia. Czasami to mnie denerwowało, irytowało, ale w sumie musiałem dostosować się do ich stylu życia. Po powrocie do kraju dostrzegłem to, czego nie widzimy; jesteśmy bogatym krajem, mamy wspaniałe drogi, jesteśmy zdyscyplinowani i jest ogólnie pięknie. Zauważyłem jak wiele rzeczy mam, za które mogę być wdzięczny Bogu. Podróże kształcą, warto, więc od czasu do czasu wybrać się w inną stronę niż do krajów bogatszych. To może nas nauczyć wdzięczności Bogu i pozwoli nam dostrzec to, czego na co dzień nie widzimy.
19.8.2005 Moje wakacje
Na jakieś 4 tygodnie zamilknę, gdyż będę na wyjeździe daleko od Polski, tak jak ptaki na jesieni i mi się udało w tym roku zaplanować wyjazd do ciepłych, raczej gorących krajów. W wakacje będę w miejscach w których żyje się niewątpliwie bardziej ubogo niż w Polsce, gdzie dobrobyt to marzenie, gdzie narzekający na biedę Polak może poczuć się bogaczem. Mam nadzieję na nowe spostrzeżenia, refleksje, nowe przeżycia. Otarcie się o ludzi innej kultury zawsze ubogaca ale też i daje możliwości zweryfikowania obrazu swojego świata. Mam nadzieję, że ten mój wyjazd do ciepłych krajów wzbogaci też i moją wiarę. Może warto zabrać z sobą na te wakacje werset z listu Jakuba: „nie narzekajcie, bracia, jedni na drugich, abyście nie byli sądzeni; oto sędzia już u drzwi stoi”.
25.7.2005 Ach te wakacje!
Wakacje to czas szczególny w naszym życiu. Europejczycy wpadają w tym okresie w amok podróżowania, wypoczywania, zmiany stylu życia. Kto z nas nie marzy o plaży, jeziorze, zagranicznych wojażach. Każdy z nas potrzebuje chwili odpoczynku po trudach dnia codziennego, pracy, obowiązków rodzinnych, szkolnych itp. Totalna zmiana stylu życia w wakacje jakże często prowadzi do zaprzeczenia systemowi wartości jaki wyznajemy. Wakacje bowiem nie zwalniają nas z odpowiedzialności przed Bogiem, nie mogą być czasem wolności od zasad wiary. Może warto w te wakacje poświęcić więcej czasu na modlitwę, lekturę Biblii, próbę zastanowienia się nad swoim powołaniem do wiary, miłości Boga, życia na tym świecie. Wędrówki po górach, lasach, spoglądanie na szumiące morze, czy cisza brzegu jeziora szczególnie pobudzają nas do myśli o sensie swojego życia. Może w głosie przyrody dostrzeżemy ten delikatny głos Boga?
1.7.2005 Czy istnieją jedynozbawcze kościoły?
Bardzo często daje się zauważyć niezmiernie wielkie poczucie spełnienia wśród kościołów i wspólnot chrześcijańskich. Jakże często można usłyszeć: my to potęga duchowa i sama prawda a oni to sekciarze i chrześcijanie, którzy raczej nie mają szansy na prawdę i zbawienie. Jedyno zbawcze kościoły, zapatrzone w swoją teologię i dbające o swój interes. Nie jest to Boży obraz. W księdze Apokalipsy też jest wzmianka o kościele zapatrzonym w siebie a nie szukającym prawdy ewangelii. Posłuchajmy: 14. A do anioła zboru w Laodycei napisz: To mówi Ten, który jest Amen, świadek wierny i prawdziwy, początek stworzenia Bożego:15. Znam uczynki twoje, żeś ani zimny, ani gorący. Obyś był zimny albo gorący!16. A tak, żeś letni, a nie gorący ani zimny, wypluję cię z ust moich.17. Ponieważ mówisz: Bogaty jestem i wzbogaciłem się, i niczego nie potrzebuję, a nie wiesz, żeś pożałowania godzien nędzarz i biedak, ślepy i goły,18. Radzę ci, abyś nabył u mnie złota w ogniu wypróbowanego, abyś się wzbogacił i abyś przyodział szaty białe, aby nie wystąpiła na jaw haniebna nagość twoja, oraz maści, by nią namaścić oczy twoje, abyś przejrzał.19. Wszystkich, których miłuję, karcę i smagam; bądź tedy gorliwy i upamiętaj się.20. Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną21. Zwycięzcy pozwolę zasiąść ze mną na moim tronie, jak i Ja zwyciężyłem i zasiadłem wraz z Ojcem moim na jego tronie.22. Kto ma uszy, niechaj słucha, co Duch mówi do zborów. Obj.3,14-22 Bogaty, pewny siebie, zapatrzony w swoje osiągnięcia kościół jest jednocześnie kościołem nieszczęśliwym, gdyż nie wie, jak daleko jest od Boga i jego woli. A do jakiego kościoła my należymy? Czy jest to kościół szukający woli Bożej, prawdy, oparty na ewangelii, czy też jest to kościół zbudowany na ludzkich naukach, na bogactwie historii, na bogactwie materialnym? Kościół w Laodycei nie znalazł uznania w oczach Boga. Co więcej w tym kościele Jezus stał za drzwiami i pukał, pukał bezskutecznie. Był to kościół tak bogaty, że Jezus przestał mu być potrzebny. A jak jest w twoim kościele, gdy do niego wchodzisz, to co widzisz, Jezusa, czy cokolwiek innego? Jak często słyszysz ewangelię zbawienia opartą o krzyż a jak często słyszysz kazania na tematy doczesne? Może warto zadać sobie pytanie, czy mój kościół jest podobny do kościoła w Laodycei, jeśli zaś nie to może należy poszukać innego?
27.6.2005 Moc kościoła?
Co stanowi o mocy kościoła? Jest to dobre pytanie, na które odpowiedź znalazł Jan w jednym ze swoich 7 listów: 7. A do anioła zboru w Filadelfii napisz: To mówi Święty, prawdziwy, Ten, który ma klucz Dawida, Ten, który otwiera, a nikt nie zamknie, i Ten, który zamyka, a nikt nie otworzy.8. Znam uczynki twoje; oto sprawiłem, że przed tobą otwarte drzwi, których nikt nie może zamknąć; bo choć niewielką masz moc, jednak zachowałeś moje Słowo i nie zaparłeś się mojego imienia9. Oto sprawię, że ci z synagogi szatana, którzy podają się za Żydów, a nimi nie są, lecz kłamią, oto sprawię, że będą musieli przyjść i pokłonić się tobie do nóg, i poznają, że Ja ciebie umiłowałem.10. Ponieważ zachowałeś nakaz mój, by przy mnie wytrwać, przeto i Ja zachowam cię w godzinie próby, jaka przyjdzie na cały świat, by doświadczyć mieszkańców ziemi.11. Przyjdę rychło; trzymaj, co masz, aby nikt nie wziął korony twojej,12. Zwycięzcę uczynię filarem w świątyni Boga mojego i już z niej nie wyjdzie, i wypiszę na nim imię Boga mojego, i nazwę miasta Boga mojego, nowego Jeruzalem, które zstępuje z nieba od Boga mojego, i moje nowe imię.13. Kto ma uszy, niechaj słucha, co Duch mówi do zborów. Obj. 3:7-13 Moc kościoła nie tkwi w budynkach, pokaźnej ilości członków, w zasięgu terytorialnym, w sile pieniędzy. Moc kościoła tkwi w Bogu, to On jedynie daje tej mocy, której kościół tak bardzo dzisiaj potrzebuje. Kościół w Filadelfii miał tą moc, gdyż był wierny Słowu Bożemu. Tu mamy klucz do sukcesu. Czy mój kościół jest wierny Słowu Bożemu? Wielu powie w zasadzie trudno to stwierdzić, gdyż Biblia jest nam nie znana. Może więc warto ją poznać i zacząć budować swoje życie wyłącznie na Słowie Bożym? Zastanów się …!
20.6.2005 Fałszywi prorocy
Dzisiaj w kościele jest modny charyzmatyzm i dobrze, że po wiekach ignorowania, kościół dostrzegł moc Ducha Świętego działającego w kościele i w naszym indywidualnym życiu wiary. Jednak z tym wiążą się też i zagrożenia, o których pisze Jan w Apokalipsie: 18. A do anioła zboru w Tiatyrze napisz: To mówi Syn Boży, który ma oczy jak płomień ognia, a nogi jego podobne są do mosiądzu.19. Znam uczynki twoje i miłość, i wiarę, i służbę, i wytrwałość twoją, i wiem, że ostatnich uczynków twoich jest więcej niż pierwszych.20. Lecz mam ci za złe, że pozwalasz niewieście Izabel, która się podaje za prorokinię, i naucza, i zwodzi moje sługi, uprawiać wszeteczeństwo i spożywać rzeczy ofiarowane bałwanom.21. I dałem jej czas, aby się upamiętała, ale nie chce się upamiętać we wszeteczeństwie swoim.22. Toteż rzucę ją na łoże, a tych, którzy z nią cudzołożą, wtrącę w ucisk wielki, jeśli się nie upamiętają w uczynkach swoich.23. A dzieci jej zabiję; i poznają wszystkie zbory, że Ja jestem Ten, który bada nerki i serca, i oddam każdemu z was według uczynków waszych.24. Wam zaś, pozostałym, którzyście w Tiatyrze, wszystkim, którzy nie macie tej nauki, którzyście nie poznali, jak mówią, szatańskich głębin, powiadam: Nie nakładam na was innego ciężaru;25. Trzymajcie się tylko mocno tego, co posiadacie, aż przyjdę.26. Zwycięzcy i temu, kto pełni aż do końca uczynki moje, dam władzę nad poganami,27. I będzie rządził nimi laską żelazną, i będą jak skruszone naczynia gliniane.28. Taką władzę i Ja otrzymałem od Ojca mojego; dam mu też gwiazdę poranną.29. Kto ma uszy, niechaj słucha, co Duch mówi do zborów. Obj.2,18-29 Izebel jest synonimem fałszywego proroka. Uważała siebie za osobę natchnioną i osobę prowadzącą ludzi w kierunku Boga, podczas gdy jej proroctwa pełniły destrukcyjną rolę. W dzisiejszym świecie chrześcijańskim jest wiele wielkich ludzi, którzy uważają siebie za osoby ważne i mające coś do powiedzenia, Wielu z nich prowadzi ludzi w złym kierunku. Jak rozpoznać prawdziwe proroctwo od fałszywego? Tu probierzem prawdziwości może być tylko Słowo Boże i prawda. Każde proroctwo, które wykracza w swoim przesłaniu poza biblijne nauczanie jest fałszywe i godne odrzucenia. Każde proroctwo, które spełnia ten pierwszy warunek ale się nie sprawdza jest fałszywym proroctwem. Jako wierzący ludzie powinniśmy bardziej wierzyć Słowu Bożemu niż słowu ludzkiemu. Autorytet Boga musi być nad autorytetem człowieka.
14.6.2005 Urok fałszywych nauk w kościele
Od kiedy istnieje kościół istnieje problem fałszywych nauk, jakie próbują się wedrzeć do teologii. Niestety czasami to się udawało w historii i dzisiaj teologia chrześcijańska jest zaśmiecona wieloma niebiblijnymi teoriami. Bóg w Apokalipsie przestrzega nas przed takimi praktykami, posłuchajmy: 12. A do anioła zboru w Pergamie napisz: To mówi Ten, który ma ostry miecz obosieczny.13. Wiem, gdzie mieszkasz, tam, gdzie jest tron szatana; a jednak trzymasz się mocno mego imienia i nie zaparłeś się wiary we mnie, nawet w dniach, kiedy Antypas, świadek mój wierny, został zabity u was, gdzie szatan ma swoje mieszkanie.14. Lecz mam ci nieco za złe, mianowicie, że są tam tacy, którzy trzymają się nauki Balaama, który nauczał Balaka, jak uwodzić synów izraelskich, by spożywali rzeczy bałwanom ofiarowane i uprawiali nierząd.15. Tak i ty masz u siebie takich, którzy również trzymają się nauki nikolaitów.16. Upamiętaj się więc; a jeżeli nie, przyjdę do ciebie wkrótce i będę z nimi walczył mieczem ust moich.17. Kto ma uszy, niechaj słucha, co Duch mówi do zborów. Zwycięzcy dam nieco z manny ukrytej i kamyk dam mu biały, a na kamyku tym wypisane nowe imię, którego nikt nie zna, jak tylko ten, który je otrzymuje. Obj.2,12-17 Balam i Balak stali się w Biblii synonimem ludzi, którzy dla doraźnych interesów zignorowali wolę Boga, po to aby odnieść doczesną korzyść. Interesowność w kościele, trzymanie się fałszywych nauk dla jakiegoś celu, ignorowanie woli Bożej dla wygody i pieniędzy. To grzech Balama i Balaka. Jest to też dramat kościoła, gdy tego rodzaju praktyki w nim się znajdują. Nauki, które uwodzą wierzących, wprowadzają ich w błąd. Takich nauk jest trochę w kościele. Jak oczyścić kościół z tego wszystkiego? Jedynym rozsądnym krokiem jest powrót do korzeni do Biblii. Budujmy swoją wiarę na Biblii i jej zasadach. Jest to jedyna rozsądna rzecz jaką możemy zrobić.
6.6.2005 Czy można służyć szatanowi a być przekonanym ...
Czy można służyć szatanowi a być przekonanym, że się służy Bogu? Takie pytanie wydaje się absurdalne ale taki fakt jest zapisany w Apokalipsie, posłuchajmy: 8. A do anioła zboru w Smyrnie napisz: To mówi pierwszy i ostatni, który był umarły, a ożył;9. Znam ucisk twój i ubóstwo, lecz tyś bogaty, i wiem, że bluźnią tobie ci, którzy podają się za Żydów, a nimi nie są, ale są synagogą szatana.10. Nie lękaj się cierpień, które mają przyjść na cię. Oto diabeł wtrąci niektórych z was do więzienia, abyście byli poddani próbie, i będziecie w udręce przez dziesięć dni. Bądź wierny aż do śmierci, a dam ci koronę żywota.11. Kto ma uszy, niechaj słucha, co Duch mówi do zborów. Zwycięzca nie dozna szkody od drugiej śmierci. Obj.2,8-11 Synagoga szatana - takie stwierdzenie jest miłe dla przeróżnego rodzaju antysemitów, ale nie o takie zrozumienie i nie o taką satysfakcję chodziło Janowi, gdy ten list napisał. Żydzi z synagogi pragnęli służyć wiernie Bogu, byli przekonani, że są jedyną prawdziwą wiarą i jedynie oni są wierni Biblii. W imię tej wierności wystąpili przeciwko kościołowi Chrystusa. Chcąc być wiernymi Bogu stali się narzędziem szatana, dlaczego? Czy to nie absurd? Dla Żydów kościół to była destrukcyjna sekta, z którą należało walczyć na wszelkie sposoby. Cóż się okazało, walczyli z samym Bogiem. To jest ich największy dramat. Dlaczego nie rozpoznali prawdy? Powód był jeden, wierzyli w swoją teologię, którą sami stworzyli a która miała jedynie pozory zgodności z Biblią. W dzisiejszych czasach są tacy co walczą z sektami, przy czym tym epitetem określają tych, co nie z nami. Czy przypadkiem walcząc z sektami nie walczą z samym Bogiem? Może warto siąść nad Biblią i się zastanowić, co jest a co nie jest prawdą i szukając woli Bożej spojrzeć na te „sekty”. Wtedy jednak może się okazać, że te niektóre sekty lepiej służą Bogu niż ja? Z takiego spostrzeżenia może się zrodzić coś wielkiego, przecież największy apostoł na początku też walczył z sektą do dnia, w którym nie spotkał na swej drodze Jezusa, który powiedział do niego: „Pawle czemu mnie prześladujesz?”
31.5.2005 Pierwsza miłość
Czy pamiętacie swoją pierwszą miłość? Pewnie tak, długie wpatrywanie się w ukochaną, wspólne spacery, fascynacją jej osobą. Potem zaś gdy miłość ta przemieniła się w trwały związek jakoś ta pierwotna fascynacja osłabła a przyszła „proza życia”. Podobny los spotyka i kościół, w księdze Objawienia Jan napisał: 1. Do anioła zboru w Efezie napisz: To mówi Ten, który trzyma siedem gwiazd w prawicy swojej, który się przechadza pośród siedmiu złotych świeczników:2. Znam uczynki twoje i trud, i wytrwałość twoją, i wiem, że nie możesz ścierpieć złych, i że doświadczyłeś tych, którzy podają się za apostołów, a nimi nie są, i stwierdziłeś, że są kłamcami.3. Masz też wytrwałość i cierpiałaś dla imienia mego, a nie ustałeś.4. Lecz mam ci za złe, że porzuciłeś pierwszą twoją miłość.5. Wspomnij więc, z jakiej wyżyny spadłeś i upamiętaj się, i spełniaj uczynki takie, jak pierwej; a jeżeli nie, to przyjdę do ciebie i ruszę świecznik twój z jego miejsca, jeśli się nie upamiętasz.6. Na swoją obronę masz to, że nienawidzisz uczynków nikolaitów, których i ja nienawidzę.7. Kto ma uszy, niechaj słucha, co Duch mówi do zborów. Zwycięzcy dam spożywać z drzewa żywota, które jest w raju Bożym. Obj. 2:1-8 Opisany tutaj kościół w Efezie był prawie wzorem ale ich relacja osobista z Bogiem osłabła. Nadal byli niezmiernie aktywni, nadal robili wiele dobrego, nadal trwali przy ewangelii ale gdzieś zagubili tę żywą aktywną i mocną więź ze swoim Stwórcą. Ich ciała były jeszcze wierne Bogu ale ich serca już szczerze dla niego nie biły. Coś w tym jest i w nas. Chodzimy do kościoła, modlimy się, czytamy codziennie Biblię ale jakoś tak z przymusu i obowiązku a nie z entuzjazmu dla Boga. Jak widać taka postawa Bogu się nie podoba, więc należałoby coś zmienić, coś do tej swojej formalnej wierności dodać. Więcej miłości, więcej zaangażowania, więcej radości. Czy masz swoją pierwszą miłość w relacji z Bogiem i Stwórcą?
23.5.2005 Żywy czy martwy?
Żywy i martwy kościół - istnieje w niektórych kręgach chrześcijan takie pojęcie, czy jednak jest ono słuszne i poprawne? Wydaje się, że kościół powinien być zawsze żywy i zawsze aktywny, przecież wiara przemienia ludzkie życie dogłębnie. Jednak istnieją martwe kościoły, pisze o nich Apokalipsa, posłuchajmy: 1. A do anioła zboru w Sardes napisz: To mówi Ten, który ma siedem duchów Bożych i siedem gwiazd: Znam uczynki twoje: Masz imię, że żyjesz, a jesteś umarły.2. Bądź czujny i utwierdź, co jeszcze pozostało, a co bliskie jest śmierci; nie stwierdziłem bowiem, że uczynki twoje są doskonałe przed moim Bogiem.3. Pamiętaj więc, czego się nauczyłeś i co usłyszałeś, i strzeż tego, i upamiętaj się. Jeśli tedy nie będziesz czujny, przyjdę jak złodziej, a nie dowiesz się, o której godzinie cię zaskoczę.4. Lecz masz w Sardes kilka osób, które nie skalały swoich szat, więc chodzić będą ze mną w szatach białych, dlatego, że są godni.5. Zwycięzca zostanie przyobleczony w szaty białe, i nie wymażę imienia jego z księgi żywota, i wyznam imię jego przed moim Ojcem i przed jego aniołami.6. Kto ma uszy, niechaj słucha, co Duch mówi do zborów. Obj. 3:1-6 Absolutnie martwego kościoła nie ma nawet w Sardes, w martwym kościele byli ludzie Boży, ale generalnie ten kościół był martwy, odszedł od prawdy Bożej. Powstaje więc pytanie a jaki jest mój kościół, do którego należę, czy jest żywy, czy nie? Jakie są kryteria żywego kościoła? Wbrew pozorom to pytane nie jest trudne do odpowiedzi. Żywy kościół to wspólnota ludzi oddanych Chrystusowi. Jest to też kościół, który wiernie trzyma się Bożego Słowa, który odrzucił to wszystko, co nie jest pochodzenia Bożego. Jaki jest więc twój kościół, w którym jesteś co niedzielę? Jeśli ma on symptomy umarłego, to może warto zastanowić się nad zmianą kościoła? Przynależność do żywego kościoła, to połowa sukcesu wiary, poszukaj takiej wspólnoty i trwaj przy Bogu.
5.5.2005 Wiedza a wiara
Ostatnio rozmawiałem z młodym człowiekiem, chrześcijaninem na temat studiów teologicznych. Ten młody człowiek dość krytycznie odniósł się do tego zagadnienia uważając studiowanie za marnowanie czasu. Był wyznawcą wiary bez nauki i wiedzy, wiary budowanej jedynie na uczuciu i przeżyciu. Osobiście mnie zawsze tego typu teorie przerażają, bo jak można poznać dobrze Boga wyrzekając się zdobywania wiedzy na ten temat. Z drugiej zaś strony jestem przeciwnikiem intelektualnego chrześcijaństwa, budowanego jedynie na wiedzy. Wiara to wiedza, przeżycie duchowe, doświadczenie i zastosowanie w ten sposób zdobytej wiedzy z życiu codziennym. Jezus powiedział: Mówił, więc Jezus do Żydów, którzy uwierzyli w niego: Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie i poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi. Jan. 8:31-32. Poznawanie prawdy jest naszym obowiązkiem, poznawanie to odbywa się zarówno przez przeżycie duchowe jak i konkretną wiedzę o Bogu. Oba nurty składają się na nasz wzrost duchowy. Warto o tym pamiętać.
12.4.2005 Dar nienawiści
Od dłuższego czasu wędruję po różnych forach chrześcijańskich, czasami coś napiszę, czasami jedynie czytam. Ostatnio czytałem komentarze pod kondolencjami napisanymi przez grupę protestanckich działaczy kościelnych w związku ze śmiercią papieża i byłem „porażony”. Takiej ilości nienawiści, obraźliwych słów pod adresem podpisanych tam teologów już dawno nie czytałem. „Orły” ortodoksji protestanckiej popisali się postawą nagonki, obmowy, obrażania tych, który w tym smutnym dla Katolików dniu wyrazili swoje ubolewanie. Inny obrazek, jako protestant napisałem coś na forum Katolickim i natychmiast odezwały się „orły” ortodoksji katolickiej, obrażając, wyzywając i będąc przeciw dla zasady: przecież tego „sekciarza’ należy natychmiast podsumować. Dobrze, że dzisiaj nie ma stosów, bo pewnie bym na jednym z nich spłonął. W dobie dialogu międzywyznaniowego takie postawy przerażają i smucą jednocześnie. Przecież nie ma daru bezinteresownej nienawiści chrześcijańskiej, a może jest, tylko o tym nie wiem? Oczywiście może się nie zgadzać, możemy być przeciw, takim czy innym naukom, ale nie możemy obrażać drugiego człowieka, bo może się okazać, że to my obrazimy samych siebie. Jakże żałośnie w takim kontekście brzmią słowa Jezusa: Odpowiedział mu Jan: Nauczycielu! Widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi za nami, jak wypędzał w twoim imieniu demony, i zabranialiśmy mu, bo nie chodził za nami. Ale Jezus rzekł: Nie zabraniajcie mu, ponieważ nie ma takiego, kto by dokonywał cudów w imieniu moim i mógł zaraz potem źle o mnie mówić. Mar. 9:38-39 Nienawiść i chamstwo nigdy nie były zasadą polemiki Jezusa z kimkolwiek. Zawsze była miłość, ale i zdecydowana postawa pokazująca błędy i grzechy. Jakże wiele jeszcze musimy się nauczyć od naszego Mistrza. Warto pójść na te nauki już teraz natychmiast, bo z tak pojmowaną „ortodoksją” może się okazać, że niebo jest dla nas za ciasne. Oczywiście w Internecie mogę się podpisać nic nie znaczącym hasełkiem, ale Bóg zna nasze serce i widzi nas piszących w tak obraźliwy sposób, więc może więcej refleksji.
4.4.2005 W obliczu przemijania
Ostatnio w telewizji i prasie obserwowaliśmy dwa umierania, kobiety w USA zabitej decyzją sądu, skazanej na śmierć z głodu decyzją męża, który chciał mieć problem z żoną z głowy i śmierć druga w Watykanie, gdy powoli umierał Jan Paweł II. Dwie jakże różne śmierci jedna z godnością człowieka spełnionego i druga z wyrachowania sądów i rodziny chcącej zaoszczędzić trochę kasy. Obie jednak do nas przemawiają z dużą mocą i siłą. Stawiają przed nami pytanie o sens naszego ziemskiego życia, sens naszych codziennych ludzkich spraw. Stawia to przed nami po raz kolejny słowa o śmierci zapisane w Piśmie Świętym, pierwszy tekst jest zapisany w księdze Kaznodziei Salomonowego: Lepszy jest smutek niż śmiech, bo gdy smutek jest na twarzy, serce staje się lepsze. Serce mądrych jest w domu żałoby, lecz serce głupich w domu wesela Kazn.7,3-4 I drugi tekst z listu apostoła Pawła do Filipian: Albowiem dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem, a jeśli życie w ciele umożliwi mi owocną pracę, to nie wiem, co wybrać. Albowiem jedno i drugie mnie pociąga: pragnę rozstać się z życiem i być z Chrystusem, bo to daleko lepiej; lecz z drugiej strony pozostać w ciele, to ze względu na was rzecz potrzebniejsza. Filip. 1:21-24 Wydaje się, że ten drugi tekst był słowem w które umierający papież wierzył a ten pierwszy tekst jest tekstem dla mnie i dla ciebie. Stawia przed nami pytanie o sens naszego życia i sens naszego przemijania. Ostatnio 3.04 skończyłem 50 latek i to mi uzmysłowiło prawdę o przemijaniu naszego życia i naszych możliwości. Może warto czasami zastanowić się nad sensem naszego życia?
22.3.2005 Życzenia świąteczne
Zbliżają się najważniejsze święta w kościele. Święta zmartwychwstania to najważniejsze wydarzenie w historii świata. Daje nam bowiem nadzieję na wieczność, nadzieję na zmartwychwstanie. Z okazji tych świąt wszystkim bywalcom tego bloga, życzę wiele Bożego błogosławieństwa i Bożego prowadzenia w życiu.
17.3.2005 Z okazji zbliżającego się Wielkiego Piątku
Albowiem mowa o krzyżu jest głupstwem dla tych, którzy giną, natomiast dla nas, którzy dostępujemy zbawienia, jest mocą Bożą. 1 Kor. 1:18 Na jednym z forum chrześcijańskich przeczytałem opinie, że śmierć Jezusa była bezsensowna. Autor tej wypowiedzi uważał, że Bóg, który skazuje na śmierć swojego Syna jest okrutny a sama śmierć krzyżową nie mogła nikogo zbawić. Gdy czytałem to stwierdzenie, przypomniał mi się właśnie ten wstępny werset. Głupstwo kontra mądrość. Przy czym z punktu widzenia Boga, sprawa wygląda odwrotnie niż z punktu widzenia człowieka. Paweł powiedział „zapłatą za grzech jest śmierć’ to stwierdzenie ma swoje pochodzenie od rozwinięcia słów, które zakazały Adamowi, w ogrodzie Eden spożywać owoce z drzewa poznania dobra i zła, gdyż spożycie to groziło śmiercią. Bóg uwolnił nas od strachu przed śmiercią wieczną ofiarowując swojego Syna na drzewie krzyża. Ta śmierć nie była bezsensowna, ta śmierć była w zastępstwie mojej śmierci i dlatego ja mogę mieć nadzieję na życie wieczne. Czy śmierć Jezusa jest mocą Bożą dla ciebie drogi czytelniku? To jest pytanie na miarę wieczności, jeśli go nie zrozumiesz, jeśli nie staniesz po stronie Jezusa, to być może zostaniesz zaliczony do grona „głupców, którzy byli tak blisko a jednocześnie tak daleko.
2.3.2005 Czy warto dajej pisać?
Witajcie, już od jakiegoś czasu piszę kolejne notki do bloga TWR i zastanawiam się, czy ktoś to czyta? Jakoś brak mi odzewu na to co piszę. Nie wiem, czy to o czym pisze Was interesuje? Czy treści są przystępne? Napiszcie co sądzicie o tym blogu? Czego oczekujecie? O czym chcielibyście przeczytać?
15.2.2005 Nakaz pracy a bezrobocie
Bo gdy byliśmy u was, nakazaliśmy wam: Kto nie chce pracować, niechaj też nie je. Albowiem dochodzą nas słuchy, że niektórzy pomiędzy wami postępują nieporządnie: nic nie robią, a zajmują się tylko niepotrzebnymi rzeczami. 2 Tes. 3:10-11 Ostatnio zastanawiałem się nad tym tekstem. Problemem każdej pomocy charytatywnej jest lenistwo, będące przyczyną kłopotów socjalnych. Stawia to przed niosącymi pomoc trudne do jednoznacznego pokonania wyzwanie. Jak pomagać nie szkodząc i nie wspierając lenistwa? Jak odróżnić zwykłego obiboka od osoby mającej niezawinione problemy finansowe? Jest to tym bardziej trudne, gdy w naszym kraju szaleje bezrobocie. Jak w takiej sytuacji poprawnie ocenić powody problemów z pracą? Z drugiej strony w rodzinach osób celowo niepracujących są dzieci i osoby słabe, które też z tego powodu cierpią. Zasada Pawła jest słuszna, ale trudna w dzisiejszych czasach do realizacji. Ostatnio w tramwaju spotkałem swoją znajomą, była bez pracy, chce pracować, ale nikt nie chce jej dać szansy a to raz jest w złym wieku a drugim razem nie takie kwalifikacje. W zasadzie sytuacja krajowa nie powoduje nadziei dla nas. Parlament robi wrażenie ludzi zajmujących się głównie sobą i swoją partią, a problemy biednych i szukających pracy interesują ich jedynie wtedy, gdy zbliżają się kolejne wybory i trzeba zbierać glosy. Może warto tym razem przypatrzeć się kandydatom właśnie od strony nie haseł, ale czynów służących poprawie naszego losu?
26.1.2005 Tajemnica Natanaela
W ewangelii Jana czytamy najbardziej tajemniczy fragment Nowego Testamentu: „A gdy Jezus ujrzał Natanaela, idącego do niego, rzekł o nim: Oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma fałszu. Rzecze mu Natanael: Skąd mnie znasz? Odpowiedział mu Jezus i rzekł: Zanim cię zawołał Filip, widziałem cię, gdy byłeś pod drzewem figowym. Odpowiedział mu Natanael: Mistrzu! Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś królem Izraela. A Jezus odpowiadając, rzekł do niego: Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci, iż cię widziałem pod figowym drzewem? Ujrzysz większe rzeczy niż to”. (Jan. 1:47-50) Autor ewangelii milczy na temat istoty tych wydarzeń, zapisał jedynie ten krótki dialog, bardzo osobisty, który przekonał Natanaela do Jezusa. Wydaje mi się, że każdy z nas ma taki swój prywatny dialog z Jezusem, on nie jest dla publiczności, choć jego skutki są być może widoczne w świecie. Nie wiemy gdzie i dlaczego Natanael był widziany przez Jezusa, ale to stwierdzenie Jezusa zrobiło na nim piorunujące wrażenie. Natanael ze sceptyka stał się uczniem. Być może i ty jesteś drogi czytelniku takim sceptykiem? Jeśli tak to zbliż się do Jezusa a On i ciebie tak jak Natanaela przekona do prawy ewangelii.
11.1.2005 Wiara Rut
Ostatnio czytam księgę Rut. Jest to księga opisująca piękną historię, warto ją przeczytać, polecam każdemu. Jest to historia dramatyczna, w której Noemi i Rut ubogie kobiety, krocząc drogą Bożą znajdują rozwiązanie swoich problemów. Choć początkowo wydaje się, że przegrały wszystko. Jest to historia teściowej i synowej, w której ta ostatnia porzuca swoją ojczyznę, rodzinę, swoją religie aby podążać przez życie z teściową. Jakże wspaniałą kobietą musiała być Noemi? Mądrości od tej teściowej mogłyby się uczyć współczesne teściowe. Wreszcie jest to też piękna historia o miłości. Ta miłość połączyła Noemi i Rut ale też i ta miłość połączyła Boaza i Rut ze sobą. Ważne dla mnie jest jedno stwierdzenie Rut: „Lecz Rut odpowiedziała: Nie nalegaj na mnie, abym cię opuściła i odeszła od ciebie; albowiem dokąd ty pójdziesz i ja pójdę; gdzie ty zamieszkasz i ja zamieszkam; lud twój lud mój, a Bóg twój - Bóg mój”. (Rut 1:16) Tak głębokiej wiary wam i sobie życzę.
3.1.2005 Życzenia na 2005 rok
Nowy Rok to czas nadziei, nowych możliwości, chęci określenia tego co było złe i rozpoczęcie czegoś nowego. Radosne zabawy sylwestrowe miały nam dodać nadziei na nowy lepszy czas. Czy jednak będzie on lepszy? Chcielibyśmy ale niekoniecznie tak będzie. Życie bowiem niesie w sobie zarówno dobre jak i złe elementy. Chciałbym życzyć wam czytelnikom tego bloga wspaniałego Nowego Roku. Szczególnie mocno chciałbym życzyć Wam Bożego błogosławieństwa, Bożego prowadzenia. Niech wasze marzenia spełnią się, niech Chrystus wzmocni Waszą wiarę. Chciałbym aby nasza tegoroczna nadzieja oparta była o błogosławieństwo Aaronowe: „Niech ci błogosławi Pan i niechaj cię strzeże; niech rozjaśni Pan oblicze swoje nad tobą i niech ci miłościw będzie; niech obróci Pan twarz twoją ku tobie i niech ci da pokój”. 4Moj.6,24-26
16.12.2004 Adwentowa refleksja
Adwent to czas oczekiwania. Czy jednak to nasze oczekiwanie jest tym właściwym? Bo na cóż oczekujemy w tym przedświątecznym rozgardiaszu? Dzieci na prezenty i wolne w szkole, my starsi na kilka dni wolnych od pracy, na udane i tanie zakupy. Czy w tym przedświątecznym czasie myślimy o tym, co najważniejsze? Bóg, wiara, zbawienie, życie wieczne to tematu rzadko, kiedy przez nas poruszane w tym okresie czasu. Chciałbym zachęcić was do chwili refleksji, na temat swojej wiary? Kim Bóg jest dla ciebie i co to znaczy praktycznie? Może warto zastanowić się nad odnową swoich związków z Bogiem, może warto w tym czasie na nowo zacząć uczęszczać do swojego kościoła i zboru. Koniec roku to kolejna jedynka dodana do naszego wieku, może już ostatnia? Warto więc w tym czasie adwentowego oczekiwania rozpocząć swoje życie z Bogiem na nowo.
25.11.2004 Filozofowie greccy a my ...
Ostatnio musiałem przeczytać kilka książek filozoficznych, jest to nowa dziedzina dla mnie, do tej pory jakoś ten temat przechodził obok mnie, a szkoda. Okazało się bowiem, że ta lektura ma swoje uzasadnienie i pozwala mi poznać świat od trochę innej strony. Najbardziej zastanowiło mnie, że filozofowie greccy tak wiele dowiedzieli się o Bogu jedynie z procesu myślowego i to prowadzonego z dala od objawienia Bożego. Przypomniały mi się tu słowa apostola Pawła: „Ponieważ to, co o Bogu wiedzieć można, jest dla nich jawne, gdyż Bóg im to objawił. Bo niewidzialna jego istota, to jest wiekuista jego moc i bóstwo, mogą być od stworzenia świata oglądane w dziełach i poznane umysłem, tak iż nic nie mają na swoją obronę, Dlatego że poznawszy Boga, nie uwielbili go jako Boga i nie złożyli mu dziękczynienia, lecz nikczemnieli w myślach swoich, a ich nierozumne serce pogrążyło się w ciemności. Mienili się mądrymi, a stali się głupi.” Rzym. 1:19-22 Drugi wniosek, choć wiele wiedzieli tak daleko byli od Boga w swoim życiu i postępowaniu. My przypominamy tych filozofów, mamy usta pełne religijnych teorii i deklaracji, ale jak wygląda nasza codzienność z Bogiem? Oburzamy się, gdy ktoś czegoś nie zrobił i zadajemy pytanie: jak mógł tak postąpić, a my, czy jesteśmy lepsi? Bóg oskarżył „mądrali” starożytnych i pewnie podobnie oskarży i nas mądrali XXI wieku. Czy raczej nie powinniśmy wyciągać wniosków z teologii i z naszej wiary?
8.11.2004 Kazanie w Zgorzelcu
Ostatnio miałem wielki przywilej odwiedzić zbór w Zgorzelcu i tam wygłosiłem kazanie z 1 Kor. 10:1-6, jest to bardzo ciekawy tekst: A chcę, bracia, abyście dobrze wiedzieli, że ojcowie nasi wszyscy byli pod obłokiem i wszyscy przez morze przeszli, i wszyscy w Mojżesza ochrzczeni zostali w obłoku i w morzu, I wszyscy ten sam pokarm duchowy jedli, I wszyscy ten sam napój duchowy pili; pili bowiem z duchowej skały, która im towarzyszyła, a skałą tą był Chrystus. Lecz większości z nich nie upodobał sobie Bóg; ciała ich bowiem zasłały pustynię. A to stało się dla nas wzorem, ostrzegającym nas, abyśmy złych rzeczy nie pożądali, jak tamci pożądali. Słowa te ostrzegają nas przed nieuzasadnionym pokładaniu nadziei w czymś co tylko pozornie może dać nadzieję. Żydzi na pustyni byli w najlepszym z możliwych miejsc, w najlepszym z możliwych okresów ale sama obecność to zbyt mało aby ich życie podobało się Bogu. To powinno prowadzić nas do przewartościowania swoich postaw życiowych. Musimy bowiem aktywnie szukać woli Bożej dla siebie i ją realizować w życiu codziennym, inaczej może się okazać, że byliśmy w dobrym miejscu ale straciliśmy czas.
20.10.2004 Bajka o krześle
Jeśli kto mniema, że coś poznał, jeszcze nie poznał, jak należało poznać; 1 Kor. 8:2 Jest to wspaniały werset. Jakże bowiem często w napadzie swojej pychy uważamy siebie za najlepiej poinformowanych na tym świecie. Odrzucamy każdą sugestię i każdą myśl, inną od naszej. Życie to przecież konfrontowanie prawd ze sobą, ‘mojej’ i ‘twojej’ i ‘ich’ prawdy. Która jest prawdziwsza? Która zaś fałszywa? Na te pytanie często nie ma odpowiedzi. Niedawno byłem na wykładzie z filozofii, wykładowca dał przykład o krześle. Spójrzmy na krzesło, co widzimy? Ja widzę, co innego, niż ty? Gdyż ja stoję w innym miejscu, ktoś kto leży na podłodze widzi jeszcze co innego. Więc jaka jest prawda? A może, gdy wgłębimy się w strukturę materiału, z którego jest wykonane, zobaczymy jeszcze coś innego? Jaka jest obiektywna prawda o krześle? Przenieśmy to na wiarę. Mój kościół, ich kościół ale który jest prawdziwy? Moja teologia a ich teologia różni się ale czy jest prawdziwa? Werset zapisany na początku zachęca nas do szukania prawdy, prawdy nieskończonej, gdyż On jest nieskończony. Nigdy nie dojdziemy do punktu, w którym będziemy mogli powiedzieć o Bogu, że wiem już o nim wszystko. Zawsze możemy się zbliżyć do prawdy ale to zbliżenie nigdy nie osiągnie nasycenia. Nie chcę tutaj zniechęcać do myślenia ale zachęcać do poszukiwania prawdy, prawdy w Biblii, Bożym Słowie. Tu mamy do wykonania zadanie na całą wieczność i nigdy nie dojdziemy do kresu poznania. Otwórzcie więc swoje Biblie i nie mówcie: ‘już wiem wszystko’, bo to nieprawda.
8.10.2004 Nie ulegajmy naciskom środowiska
W ewangelii Jana w 9 rozdziale a w wersetach od 18 do 22 zapisany jest następujący tekst: „Żydzi jednak nie chcieli wierzyć, że był ślepy i przejrzał, dopóki nie przywołali rodziców tego, który przejrzał. I zapytali ich mówiąc: Czy to jest syn wasz, o którym mówiliście, że się ślepym narodził? Jakże więc teraz widzi? A odpowiadając rodzice jego, rzekli: Wiemy, że to jest syn nasz i że się ślepym urodził; Lecz jakim sposobem teraz widzi, nie wiemy, albo kto otworzył oczy jego, także nie wiemy; jest dorosły, pytajcie go, niech sam o sobie powie. Tak mówili rodzice jego, bo się bali Żydów; albowiem Żydzi już postanowili między sobą wyłączyć z synagogi każdego, kto wyzna, że On jest Chrystusem.” Historia ta pokazuje człowieka, który był od urodzenia ślepy i Jezus go uzdrowił. Rozpoczęło się dochodzenie, mające na celu potwierdzenie tego cudu. Faryzeusze oczywiście nie chcieli uznać Jezusa Mesjaszem i szukali sposobu aby obalić tezę o cudzie. Nie chcę tu opowiadać całej historii, można ją sobie samemu przeczytać. Dla mnie ważne jest ostatnie zdanie. Jak łatwo jest zastraszyć człowieka. Rodzice uzdrowionego tak bardzo bali się o swoją przyszłość, że woleli odrzucić prawdę o Jezusie aby uratować swoje funkcjonowanie we wspólnocie religijnej. Wynika z tego, że nie zawsze prawda decyduje o tym w co wierzymy, czasami ważniejsze od prawdy jest środowisko w jakim żyjemy, szczególnie jest to istotne, gdy prawda ta może nas wyprowadzić poza nawias społeczeństwa. Rodzi to pytanie: Czy masz odwagę stanąć oboma nogami po stronie prawdy, bez wzlędu na sytuację? To pytanie jest ważne w kontekście prawdy ewangelii. Nie łatwo jest bowiem stanąć po stronie Jezusa w środowisku, które nie uważa tego za słuszną postawę.
20.9.2004 Drogocenna perła
Zastanawiam się nad naszym chrześcijaństwem, jaką wartość dla nas ma nasza przynależność do Chrystusa i do kościoła. W niedzielę i święta idziemy do kościoła, modlimy się itp. To jeszcze jednak nie świadczy o wartości naszego zaangażowania. Jak bardzo cenimy sobie wiarę? To pytanie jest niezmiernie ważne dla każdego z nas. Lub inaczej, ile byśmy byli w stanie oddać za wiarę? To drugie pytanie jest łatwiejsze do odpowiedzi. Czy jesteśmy w stanie oddać Bogu nasze pieniądze? Wielu powie nie, bo duchowni źle nimi zarządzają. Czy jesteśmy w stanie oddać Bogu swój czas? Pewnie powiemy nie, bo przecież mam rodzinę i pracę a one tyle go pochłaniają. Może poświęcimy naszemu Bogu czas na czytanie Biblii? Pewnie też usprawiedliwiamy się brakiem czegoś tam, lub trudnościami ze zrozumieniem? A może oddalibyśmy Bogu nasz dobrobyt, jadąc na misje do dzikich krajów, może oddalibyśmy mu swoje życie, ginąc jako męczennicy? Jaką wartość ma więc dla nas nasza wiara? Pewien kupiec z przypowieści, znał cenę za Królestwo Boże: „Dalej podobne jest Królestwo Niebios do kupca, szukającego pięknych pereł, który, gdy znalazł jedną perłę drogocenną, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją.” Mat. 13:45-46 My niestety dzisiaj obok tej cennej perły widzimy wiele pereł nie mniej cennych. Dlatego tak mało chcemy za nią zapłacić. Bóg nie jest już dla nas najcenniejszą i jedyną wartością ale jest jedną z wielu wartości, być może najważniejszą ale oddać wszystko dla niego to lekka przesada. To jest właśnie powód słabości naszej wiary, słabości kościoła, braku błogosławieństwa. Jaką wartość ma dla ciebie Bóg?
6.9.2004 Nowe narodziny, co to takiego?
Historia Nikodema zapisana w ewangelii Mateusza jest nam dobrze znana. W pierwszych wersetach czytamy: Ten przyszedł do Jezusa w nocy i rzekł mu: Mistrzu! Wiemy, że przyszedłeś od Boga jako nauczyciel; nikt bowiem takich cudów czynić by nie mógł, jakie Ty czynisz, jeśliby Bóg z nim nie był. Odpowiadając Jezus, rzekł mu: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego. Jan. 3:2-3 Nikodem zwraca się do Jezusa z grzecznościową formułą, próbuje nawiązać dialog, chce usłyszeć osobiście od Jezusa coś o jego nauce. W gronie wysokich dostojników Izraela jest wyjątkiem. Kim był Nikodem? Był niewątpliwie teologiem, niezmiernie pobożnym i zaangażowanym w sprawy wiary. Ten pobożny przychodzi do Jezusa i słyszy to za mało, co robisz w swoim życiu religijnym. Ten pobożny człowiek musi się na nowo narodzić. Czy to nie dziwne? Jezus stwierdza, że Nikodem nie wejdzie do Nieba jeśli się nie narodzi na nowo. Czym więc są te nowe narodziny? Jest to moment, w którym pozwolimy Bogu kierować swoim życiem, jest to moment, w którym Jezus stanie się dla nas osobistym i jedynym zbawicielem. Jest to moment, w którym to Jezus będzie nas prowadził przez życie. Nikodem pobożny człowiek nie był takim, potrzebował nowych narodzin z Ducha, a ty czy nie przypominasz Nikodema?
25.8.2004 Zbyt ciężkie brzemię, czy aby na pewno?
Chciałbym dzisiaj przypomnieć ciekawy werset z listu do Galacjan: „Jedni drugich brzemiona noście, a tak wypełnicie zakon Chrystusowy”. (Gal. 6:2) Są to ciekawe słowa, zachęcające nas do życia dla innych, poświęcania swojego czasu i swoich sił. Niedawno mój przyjaciel miał poważny problem, zaangażowałem się całym sobą w pomoc, w wyniku tych wszystkich wysiłków pomoc okazała się skuteczna. Jego odpowiedź mnie zaskoczyła, odrzucił mnie, stwierdził, że ponoszę winę za jego kłopoty, zerwał ze mną wszelką współpracę. To boli i jest smutne, ale nie o tym chcę pisać. Myślę, że kiedyś on zobaczy wszystko we właściwym świetle. Dla mnie z tej trudnej dla mnie lekcji płynie inna prawda. Jezus wziął nasze winy i nasze problemy na siebie. Nosił na sobie nasze choroby i nasze słabości, a my? Odrzuciliśmy go, posądziliśmy go o związki z szatanem i złem. Jakże to musiało Go boleć! Pewnie czuł się jeszcze gorzej niż ja, bo cóż znaczą moje problemy wobec problemów nas wszystkich, jakie on nosił na sobie. Co możemy zrobić? To pytanie warto sobie tu postawić. Odpowiedź wydaje się prosta oprzeć swoje życie o jego wolę, szukać jego obecności. Czy jednak łatwo jest dostrzec, że On robi to dla nas, z miłości? Oddać swoje życie Jezusowi, to jest chyba najlepsza rzecz jaką możemy zrobić. Jezus wziął nasze brzemiona na siebie, warto tę prawdę zauważyć w swoim życiu.
20.8.2004 Wycieczka dla dzieci
Kolejny etap wakacyjnej przygody się zakończył. Właśnie wróciłem z obozu dla dzieci. Jak co roku było to ciężkie wyzwanie. Kierowanie dużym zespołem ludzkim, nauczanie i prowadzenie kasy obozu to zajęcia dość trudne do realizacji, w tak dużym tempie jakie tam obowiązuje. Po paru nieprzespanych nocach i stresujących problemach wróciłem do swojego ciepłego domku i pracy zawodowej. Przewodnią myślą tegorocznego obozu była „Osoba Jezusa”. Temat niby znany a jednak, czy wiemy już wszystko na temat naszego Pana i Mistrza? Może to być zaskoczeniem ale my chrześcijanie znamy tę postać dość pobieżnie, nie czytamy o Jego życiu, nie znamy szczegółów dotyczących Jego nauczania. W sumie to jest smutny obraz, bo jak można mówić, że należymy do Jezusa, że On jest naszym Panem, że wierzymy w Jezusa skoro niewiele wiemy na jego temat? Może na koniec wakacji warto podjąć zobowiązanie poznania osoby Jezusa dokładnie. Aby to zrobić wystarczy przeczytać Nowy Testament, zastanawiając się jednocześnie nad nauką płynącą z czytanych fragmentów. Może warto czytając zadać sobie pytanie: Co Jezus chce powiedzieć współczesnemu człowiekowi? Zachęcam was do czytania Nowego Testamentu w tym roku.
3.8.2004 Za horyzontem
Oto trzecia moja refleksja po wakacjach w Świnoujściu. Bezkresna pustka sięgająca aż po horyzont, wydaje się, że za tym horyzontem nie ma już nic, ale oto pojawia się mały punkcik, statek, który zbliża się do granicy horyzontu i tam niknie z naszych oczu. Ten mały stateczek pokazuje, że jednak jest coś tam dalej, że są tam do odkrycia jakieś nowe wartości i tylko ja nadal stoję na brzegu i jedynie patrzę. Przenosząc to na sferę duchowych przemyśleń, stoimy na brzegu życia i nie widzimy przed sobą nic, poza horyzontem tego życia, śmiercią. A jednak od czasu do czasu, ktoś z naszych znajomych przekracza ten horyzont i odchodzi, gdzie? Tego tak do końca nie wiemy ale Jezus powiedział do nas w ewangelii Jana w 14 rozdziale w wersetach od 1 do 3 następujące słowa: „Niechaj się nie trwoży serce wasze; wierzcie w Boga i we mnie wierzcie! W domu Ojca mego wiele jest mieszkań; gdyby było inaczej, byłbym wam powiedział. Idę przygotować wam miejsce. A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli”. Oczywiście możemy nadal stać na brzegu naszego życia i patrzeć się na horyzont przekonani, że to koniec ale możemy też zaufać Jezusowi, że ten horyzont naszego życia to dopiero początek. Tam za jego kręgiem jest dalszy ciąg życia.
26.7.2004 Trochę po urlopie
Właśnie mój urlop dobiegł końca, co prawda mam jeszcze jego drugą połowę, ale ona jest przewidziana na pracę z dziećmi. W czasie tego urlopu miałem okazję być nad morzem w Świnoujściu. Jest tam niezmiernie duża atrakcja, możliwość turystycznego rejsu na żaglowcu. Jest to niesamowite przeżycie. Z portu wypłynęliśmy na silniku a potem postawiono żagle i zostaliśmy zdani na wiatr. Żagle się nadęły podmuchem i statek powoli płynął do przodu, a potem zrobił zwrot i wrócił to portu. Gdy tak siedziałem na tym statku, zmarznięty zimnym wiatrem zastanawiałem się nad jego siłą i mocą. Zjawia się z nikąd i biegnie nie wiadomo gdzie, po drodze zaś napędza nas stateczek. To jest niesamowite zjawisko. Bóg jest twórcą wiatru, pisze o tym psalmista w Ps.135,6-7: „Pan czyni wszystko, co zechce, na niebie i na ziemi, W morzach i we wszystkich głębinach. On sprowadza chmury z krańców ziemi, Wywołuje błyskawice z deszczem, Wypuszcza wiatr ze swoich komór”. Ten wiatr ukazuje ogrom mocy Boga, można w tej zadumie nad tym zjawiskiem zobaczyć działanie Boga. W Nowym Testamencie wiatr jest symbolem Ducha Świętego, bo on tak działa jak wiatr. Jego działanie zawsze nas zaskakuje i zawsze powoduje pojawienie się mocy w życiu. Wspaniale gdy wiatr Ducha wieje w naszym życiu.
6.7.2004 Wreszcie wakacje
Cały rok czekamy na wakacje. Jest to szczególny czas w naszej kulturze, gdyż na kilka tygodni stawiamy nasze zorganizowane życie na głowie, zmieniamy swoje miejsce pobytu, swój program dnia. Jest to też czas poważnego nadwerężenie swojego budżetu domowego. Czasami zastanawiam się nad sensem tych działań. Pomijając rozważania nad sensownością tego działania, też zaczynam wkrótce swoje wakacje. Moje wakacje od lat są dzielone na dwie części w jednej z nich mam czas leniuchowania nad morzem. Druga zaś część jest bardzo pracowita, gdyż jadę z dziećmi na obóz. Będzie to obóz chrześcijański z programem katechetycznym. W tym roku będziemy starali się przybliżyć dzieciom wiarę w Boga. Wakacje to dobry czas na zastanowienie się nad swoją wiarę, swoim stosunkiem do Boga, swoją wiecznością. Mam nadzieję, że w tym roku każdy z nas w czasie swoich wędrówek po górach, lasach i leżenia na plaży znajdzie czas na zadanie sobie pytania, w co wierzę? Jaki sens ma moje życie? Gdzie i dokąd zmierzam? Jezus powiedział: „Ja jestem drogą prawdą i życiem” i niech ta prawda stanie się prawdą każdego z nas. Życzę wszystkim udanych wakacji, błogosławieństwa Bożego i odnowy swojej wiary w czasie tych wakacji.
28.6.2004 Prawdziwy kościół
Czasami spotykam się z pytaniem o prawdziwość kościoła, w zasadzie bardziej o to, który z kościołów jest prawdziwy? Szukając odpowiedzi na tak postawione pytanie można dojść do dość różnych wniosków w zależności od przyjętych kryteriów. Np., gdy mówimy o kryterium historycznej ciągłości to inaczej to będzie wyglądało, gdy przyjmiemy kryterium wierności przekazom biblijnym. Odpowiedź na tak postawione pytanie, ma zawsze wydźwięk subiektywny, gdyż najprawdziwszy dla nas będzie się wydawał kościół, którego aktualnie jesteśmy członkami. Jednak pomimo tych wszystkich obiektywnych trudności można udzielić sobie w miarę prawdopodobnej odpowiedzi. Dla mnie osobiście kryterium wierności zasadom Biblii wydaje się najsłuszniejsze i niekoniecznie tylko jeden kościół musi je spełniać. Być może kościół tych jest wiele. To może być początkiem do poszukiwania wspólnego wyznania wiary i wspólnego doświadczania radości spotkania z Chrystusem. Tak się składa, że TWR jest instytucją, w której potrafią ze sobą współpracować osoby będące, na co dzień w różnych kościołach. Ta moja refleksja zrodziła, że gdyż ktoś w moich internetowych przyjaciół próbuje mnie przekonać do jedynego prawdziwego kościoła. Takie stanowisko zawsze mi się wydaje podejrzane. Co wy myślicie na ten tamat?
17.6.2004 Na żołnierskiej służbie
Cierp wespół ze mną jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa, Żaden żołnierz nie daje się wplątać w sprawy doczesnego życia, aby się podobać temu, który go do wojska powołał. 2 Tym. 2:3-4 Dzisiaj mam kazanie związane z tym tekstem. Rzadko, kiedy porównujemy swoją wiarę do służby w wojsku. Raczej wiara kojarzy nam się z czymś innym. Jednak, choć jest to zapomniana prawda, a może celowo pomijana, jesteśmy w armii Boga, tylko czy coś z tego wynika dla nas? Przyjrzyjmy się naszej wierze, jakimi żołnierzami Jezusa jesteśmy? Raczej słabymi i tak łatwo ulegamy wrogowi Boga. Gdybyś miał tworzyć armię dla Boga to czy byś zaakceptował taką bylejakość? Raczej nie. Tu można zastanowić się nad procesem poprawy stanu tej armii, rozmyślania te najlepiej rozpocząć od siebie samego. Możesz być dobrym żołnierzem, ale najpierw musisz przejść morderczy trening, zahartować się w trudach. To wszystko nazywa się wzrostem duchowym. Jakimi żołnierzami Jezusa jesteśmy?
7.6.2004 Miłośc a przykazania
Ostatnio miałem przywilej wygłosić kazanie na temat pierwszego listu Jana, w omawianym przeze mnie fragmencie zapisany jest niezmiernie ciekawy werset 3: 3. Na tym bowiem polega miłość ku Bogu, że się przestrzega przykazań jego, a przykazania jego nie są uciążliwe. 1 Jan. 5:3 Musimy zwrócić uwagę na jeden ważny fakt. Miłość to nie podporządkowanie sobie kogoś ale podporządkowanie się komuś. To nie jest postawa, w której Bóg ma mnie służyć ale to ja mam służyć Bogu. Prawdziwa miłość zawsze dąży do usatysfakcjonowania obiektu tej miłości. W tej specyficznej miłości Boga i człowieka, obie strony coś dają. Bóg daje nam zbawienie, wywalczone poprzez ogromne poświęcenie Syna Bożego, my zaś z tej miłości pragniemy spełnić Boże oczekiwania wobec nas, nie na zasadzie przestrzegania przepisów ale na zasadzie realizacji nakazów Boga, aby udowodnić tę naszą miłość do Boga. Zwróćmy uwagę, że Bóg nie żąda od naszej miłości „krokodyla” jak to było zażądane w jednym z dzieł literackich, Boże żądania wobec nas są wyważone i realne. W stanie naszego „zakochania w Bogu” realizowanie tych Bożych nakazów okazuje się łatwe, proste i przyjemne. Te Boże żądania, to nie jakieś nierozsądne i niczemu nie służące „krokodyle”, ale to realne zasady pomagające nam w codziennym życiu. Podobnie jest z miłością i przykazaniami Boga. W akcie wiary dokonuje się w nas przewartościowanie, które sprawia, że prawo Boże nie jest już złośliwym ograniczeniem wolności, ale zasadą życia prowadzącą nas do celu, jakim jest wieczność z Bogiem. Dekalog jest straszną rzeczą dla grzesznika ale przyjemnością dla wierzącego.
28.5.2004 Refleksja z pobytu na pogrzebie
Ostatnio dwoje moich przyjaciół zmarło w jednym dniu, pogrzeb ich był o tej samej godzinie na dwóch różnych cmentarzach. Niestety mogłem być tylko na jednym. Jedna z tych osób była stosunkowo młoda. Gdy tak stałem na cmentarzu a jeszcze wcześniej gdy gorliwie się modliłem o uzdrowienie zastanawiałem się szczególnie mocno nad sensem naszego ludzkiego życia. Bez przerwy biegniemy, nie mamy czasu, aby się spotkać i pogadać, nie mamy czasu na nic. Żyjemy tak jakbyśmy mieli tu być wiecznie, a to nie prawda. Jutro może nas tu już nie być i co wtedy? Właśnie stojąc nad grobem tego mojego przyjaciela zastanawiałem się, czy robiłbym to, co robię dzisiaj, gdybym wiedział, że jutro już będę martwy? Nasze życie mija tak szybko, warto zatrzymać się na chwilę i pomyśleć po co żyjemy – jak kiedyś śpiewano. Rację ma Kaznodzieja, gdy mówi: Serce mądrych jest w domu żałoby, lecz serce głupich w domu wesela. Kazn. 7:4 Przecież to tu na cmentarzu widać dobrze odniesienie dla naszej perspektywy życia. W tym wszystkim jedynie życie dla Boga ma sens, bo pozwala nam przedłużyć to krótkie dzisiaj na zawsze.
20.5.2004 Słowo stało się światłem ...
Zawsze mnie fascynował prolog ewangelii Jana. Jest piękny: Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez nie powstało, a bez niego nic nie powstało, co powstało. W nim było życie, a życie było światłością ludzi. A światłość świeci w ciemności, lecz ciemność jej nie przemogła. Jan. 1:1-5 Te słowa są niezmiernie głębokie, dość często wykorzystuję je do dyskusji na temat boskości Jezusa. Czyż to nie wspaniała nowina, ten, który był na początku, który stworzył wszystko, bez którego woli na świecie nic się nie dzieje stał się światłością ludzi? Przyszedł do swojej własności jako jeden z nas? Bóg obejmujący swoją osobą cały wszechświat zainteresował się mną, pyłkiem niewidocznym we wszechświecie. To jest wspaniałe i chyba nigdy nie będę w stanie w pełni tego zrozumieć i w pełni odpowiedzieć na tak wielkie światło, które zaświeciło w moim życiu. Zawsze zrobię dla Boga mniej niż on zrobił dla mnie. Ten tekst Biblijny prowadził mnie zawsze do refleksji nad wielkością Boga i nad jego bliskością wobec mnie. A czy ten Bóg stwórca jest też obecny w twoim życiu?
11.5.2004 Łaska to jest to ...
Przez lata swoich poszukiwań wiary i Boga nie potrafiłem udzielić odpowiedzi na pytanie, czy jestem zbawionym? W moim kościele, w którym wtedy byłem ten temat był tłumaczony pokrętnie, dziś wiem, że celem tego było trzymanie nas wszystkich w niepewności, przy duchownych, bez których wejść do nieba nie można. Pewnie by tak trwało jeszcze lata, gdybym nie przeczytał tekstu z listu do Efezjan: Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; Nie z uczynków, aby się kto nie chlubił. Jego, bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili. Efez. 2:8-10 Gdy zrozumiałem te słowa, co wcale nie było takie oczywiste, zrozumiałem, że jestem zbawiony nie, dlatego, że coś zrobię, ale dlatego, że coś otrzymam. Przyjęcie prezentu od Boga i to w dodatku największego z możliwych jest jedynym warunkiem zbawienia. Do takiego aktu potrzeba jednak wiary i tylko wiary, a ja wątpiący w swoją doskonałość długo musiałem tej wiary szukać. Na szczęście znalazłem, a ty, czy jesteś zbawiony? Przeczytaj jeszcze raz Cytowany fragment, może i on do ciebie przemówi tak jak kiedyś do mnie?
7.5.2004 bo pójdziesz ....
…, bo pójdziesz przed Panem torując Mu drogi; Łk 1:76 To krótkie zdanie wyrwane z kontekstu stało się kiedyś niezmiernie ważne dla mnie. Wtedy to zdanie przemówiło niezmiernie mocno i wyznaczyło moje losy na wiele lat. Dzisiaj ponownie zastanawiam się nad tym zdaniem jak iść przed Panem i co to znaczy? Chciałem służyć Bogu etatowo, ale ludzie powiedzieli mi nie, a może nie ludzie tylko On? Chciałem docierać z ewangelią do milionów a nie wiem nawet czy docieram do jednostek? Ciągle na nowo zadaję sobie pytanie jak iść przed Panem? Samo hasło jest interesujące, ale praktyczny wymiar nie jest wcale taki prosty. Jezus zachęca nas abyśmy szukali i prosili, szukam i proszę, ale jakże często nie wiem czy znajduję to, co właściwe. Jak pięknie byłoby dostać list z nieba wyznaczający dokładnie i precyzyjnie plan na dzisiaj i na jutro, ale takiego listu nie będzie. To nasze poszukiwanie drogi zawsze musi być po omacku, choć w świetle. Warto na koniec się zastanowić, a ty, dokąd zmierzasz?
4.5.2004 Mój Nowy Testament
Przez lata chodziłem do kościoła, dlatego, że robili to wszyscy i taka była rodzinna tradycja. Chodziłem i nie zastanawiałem się, dlaczego to robię. W pewnym momencie miałem tego dość i postanowiłem się czegoś dowiedzieć na temat kościoła i wiary. Oczywiście w domu nie było żadnej książki religijnej poza modlitewnikami i Nowym Testamentem. Oczywiście Nowy Testament jak to jest w naszym zwyczaju musiał być i nikt go nie czytał. Jest to jedna z najpopularniejszych książek i najrzadziej czytanych, jest to jakiś paradoks. Tak było i ze mną, choć chodziłem do kościoła, co niedzielę to nie czytałem tej książki. Wróćmy do tematu, postanowiłem poznać wiarę, modlitewnik odrzuciłem tam nie było nic ciekawego w tej dziedzinie, pozostał mi Nowy Testament Zacząłem czytać, ale to nie takie proste, pierwsza próba zakończyła się po przeczytaniu kilku stron, nic nie rozumiałem. Coś mnie jednak zmuszało do czytania i druga próba sprawiła ze przeczytałem ciut więcej a dopiero za trzecim razem Bóg do mnie w tej księdze przemówił. Od tamtej pory czytam Biblię codziennie i jest to wspaniała rzecz. Zachęcam i was do tego. Warto pamiętać, że Biblia mówi: Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości, 2 Tym. 3:16 A ty czy czytasz Pismo Święte jedyny list od Boga, jaki jest do ciebie skierowany?
28.4.2004 Witajcie ...
Od dzisiaj rozpoczynam swój TWR-oski blog. Postaram się dzielić z wami swoimi przeżyciami duchowymi, swoimi przemyśleniami na temat wiary i Biblii. Mam na imię Ryszard i jestem od lat związany z Bogiem i wiarą. Moja droga świadomej wiary rozpoczęła się gdy miałem 15 lat a od tamtej pory już trochę latek minęło. Wkrótce napiszę trochę więcej o sobie.
9.1.2000 Konkret
Konkret - program Marka Zajączkowskiego nadawany w niedzielę o godzinie 16.30. W programie Marek Zajączkowski dyskutuje ze słuchaczami i ich rodzinami.
8.1.2000 Przyjaciele
W niedzielę, po programie Sedno, Zdzisława Misiewicz prowadzi teatrzyk dla dzieci Przyjaciele, w którym uczy najmłodszych, jak winny wyglądać relacje rodzinnie wynikające z postawy ludzi wierzących.
7.1.2000 Droga do Boga
Droga do Boga - program Józefa Brandysa produkowany w studio w Londynie. Cechami charakterystycznymi programu są: prosty język wykładów biblijnych i tradycyjna muzyka.
6.1.2000 Słowo i Życie
Słowo i Życie - nadawane w środę audycje o podobnym charakterze z autorskim udziałem Mariana Biernackiego i dr Jana Wierszyłowskiego produkowane są w gdańskim studio Ryszarda Kobusa "Sakroton". Istotnym elementem audycji są bardzo ciekawe świadectwa życia i wiary wielu osób.
5.1.2000 Słowo Prawdy
Słowo Prawdy to wtorkowe audycje przygotowywane przemiennie przez Ryszarda Tyśnickiego, Andrzeja Seweryna i Daniela Trusiewicza. Składają się z cykli dotyczących wybranych tematów (np. kazanie na Górze) lub poszczególnych ksiąg Biblii (np. Księga Nehemiasza). Adresatem jest współczesny człowiek, często nie znający Pisma Świętego lub nie zawsze wyciągający właściwe wnioski z prawd w nim zawartych.
4.1.2000 Wędrówka przez Biblię
Popołudniowa Wędrówka przez Biblię oraz wieczorna, satelitarna Zanim się Zdecydujesz to audycje Marka Cieślara nadawane od poniedziałku do piątku. Stanowią pasjonująca podróż poprzez wszystkie księgi Biblii, przedstawiająca tło historyczne, autorów ksiąg oraz treść każdej z nich oraz wnikliwe odniesienia do naszych czasów. Audycje te, nie tylko przybliżają sens doświadczeń teologicznych i historycznych wydarzeń biblijnych, ale jednocześnie pozwalają wyciągnąć wnioski dotyczące współczesnych wydarzeń i niebezpieczeństw z nich wynikających - szczególnie, gdy człowiek czy cały naród odchodzi od wskazań Bożej prawdy. Zwracają uwagę na konsekwencje grzechu w wymiarze jednostkowym i społecznym.
3.1.2000 Sedno
Audycja Sedno (w sobotę nadawana przez satelitę pod tytułem Jest Inna Droga) to program Piotra Blumczyńskiego zawierający pogłębione biblijne wniknięcie w proces myślenia i działania każdego wierzącego człowieka; to czas zastanawiania się nad drogą i celem życia.
2.1.2000 Głos Ewangelii
Głos Ewangelii - Audycje fundacji "Głos Ewangelii", organizacji chrześcijańskiej, której misją jest kształtowanie i propagowanie pozytywnych postaw życiowych.
1.1.2000 Żywa Wiara
Żywa Wiara to program nadawanym w dwóch blokach: a) blok prowadzony przez Ryszarda Tyśnickiego i Maćka Kowalskiego prezentuje w sposób niezwykle przystępny wybrane zagadnienia dotyczące podstawowych prawd biblijnych. Audycja przygotowywana jest zwykle w formie dyskusji pomiędzy teologiem a sceptykiem. Nadawana jest w poniedziałek i czwartek. b) w piątki, poranny program Henryka Dominika i Marka Zajączkowskiego zawiera rozmyślania na temat biblijnych wersetów i otaczającej nas rzeczywistości. Wskazuje rozbieżności między prawdami wyznawanymi przez chrześcijan, a ich codziennością. Przedstawia biblijną perspektywę i wskazuje na konieczność podjęcia decyzji życia z Chrystusem, jako jedynej "drogi" wiodącej do zbawienia. Podobny charakter posiada także ich poniedziałkowa audycja wieczorna - Kwadrans Biblijny.
